©   Józef Okulewicz

znaczek

Imprezy



Treść 2002:
    * Wyjść na Forum     * Studia logistyczne i co dalej ?     * Studenci a praktyka
    * Wierność procesom     * Brak widzialności     * Starożytne szczątki
    * Sokratejskie pytania     * Jak to jest ?     * Sylwetka inżyniera XXI wieku
    * Coś się zmienia     * Decyzje logistyków     * Dzień studencki
    * Powrót do innowacyjności     * Na Konferencji



Forum Młodej Logistyki =>

zorganizowane przez Studenckie Koło Logistyki Stosowanej
Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej
w ramach VIII-ch TARGÓW LOGISTYKI TRANSPORTU I SPEDYCJI
Warszawskie Centrum EXPO XXI, Warszawa, ul. Prądzyńskiego 12/14



WYJŚĆ NA FORUM

fot.M.GaniecPrzy okazji VIII Targów “LOGISTYKA TRANSPORT I SPEDYCJA” zaistniało nowe zjawisko w obszarze polskiej logistyki. Oto studenci wystąpili jako partnerzy organizatorów ogólnopolskiej imprezy targowej. Tym razem jednak nie w formie indywidualnego zatrudnienia lecz jako studencka instytucja jaką jest koło naukowe. Powołali przy tym do życia kongres studenckich kół naukowych z uczelni kształcących w dziedzinie logistyki i zarządzania.

Trudno przecenić fakt, że studenci z koła naukowego nie występują pod opiekuńczymi skrzydłami uczelni lecz przy wsparciu z uczelni zmierzą się z realnym światem swej przyszłej działalności zawodowej. Podejmując się tego zadania przyjęli na siebie zarazem odpowiedzialność za to aby nie była to impreza jednorazowa. A zadecydują o tym nie tylko organizatorzy imprez targowych odstępujący studentom sporo powierzchni wystawienniczej ale także przybywający na Kongres studenci z innych kół naukowych. Obie strony są wymagającymi klientami przez to, że obie zawierzają temu przedsięwzięciu to co mają najcenniejsze. Jedni kapitał przeznaczony do pomnażania, a drudzy - czas przeznaczony na zdobywanie wiedzy i umiejętności. Nic tak jednak nie pobudza do twórczości, jak klient świadomy tego, że swoje zasoby mógłby bez skrupułów spożytkować na wiele innych sposobów. Dlatego sprostanie oczekiwaniom tak różnych a przy tym w pełni niezależnych klientów stanowi doskonały sprawdzian talentów i umiejętności przyszłych logistyków.

By sprostać takiemu wyzwaniu nie wystarczy nie spać po nocach by wszystkie sprawy zapiąć na ostatni guzik i z uśmiechem załatwiać najdziwniejsze życzenia tak uczestników jak i sponsorów imprezy. Potrzebne jest coś co nada wysiłkowi sens, który przyćmi zmęczenie i nieuniknione pretensje do całego świata. Wszystko wskazuje na to, że nadając imprezie nazwę “Forum Młodej Logistyki” studenci powołali instytucję, która może sprostać nie tylko zmiennym gustom i oczekiwaniom teraźniejszych ale i przyszłych uczestników. I nie ma w tym nic nowego, że studentom udają się dzieła przerastające ich uświadamiane intencje.

Nazwa ta mogłaby stwarzać wrażenie, że oznacza ona dzieło młodych adeptów logistyki zrzeszonych w kołach naukowych. Jednak “młoda logistyka” to nie tylko “młodzi logistycy”, a intencje inicjatorów przedsięwzięcia sięgają poza horyzont prostych skojarzeń. Niewątpliwie dają oni wyraz nowemu podejściu do swej roli w życiu zawodowym jakie rodzi się w aktualnym pokoleniu studentów. To nie ktoś zorganizował i pozwolił studentom ustawiać krzesła i podawać kawę, lecz to studenci zadecydowali o formie i treści całego przedsięwzięcia od początku do końca, przejmując zarazem na siebie odpowiedzialność za jego sukces a także za ewentualną porażkę.

Forum to nie tylko nawiązanie do źródeł europejskiej cywilizacji, tj. do miejsca gdzie konfrontowane były idee i myśli, ale także odwołanie się do formy partnerskiej wymiany myśli, w której bierze się pod uwagę argumenty a nie autorytety.

Przyjęta formuła zakłada, że wszyscy mający udział w przygotowaniu młodych ludzi do życia - a życia zawodowego w szczególności - powinni czuć się zaproszeni na Forum. Dla wielu zgoda na udział w imprezie organizowanej przez studentów i dla studentów mogła wydawać się ryzykowna. Tym większa zasługa tych, którzy gdy “czuła struna drgnie” umieją zareagować na studencką inicjatywę. Tym samym potwierdzili, że “młodość logistyki” jest bliska ich sercom, mimo pracy w firmach nieraz o wieloletniej tradycji i zagubieniu w pamięci uczelnianych egzaminów. “Młoda logistyka” łączy bowiem młodych duchem bez względu na wiek i doświadczenie. Otwiera szansę dla tych którzy widzą świat jako zadanie dla siebie - a jest w nim wciąż wiele do zrobienia.

Na Forum poruszano problemy, którymi żyją studenci widzący coraz wyraźniej, że studia to nie tylko imprezy w klubach przeplatane wykładami czy zaliczeniami i egzaminami, ani nawet kilka dodatkowych lat opóźnienia decyzji co zrobić ze swoim życiem. Siłą przyciągającą studentów - którzy tak licznie przyjechali z całego kraju - była nie tylko okazja do wspólnej zabawy i ciekawość tego co się wydarzy, lecz zapewne niepokój o własną przyszłość w zawodzie logistyka, podzielany także przez organizatorów przygotowujących tematykę debat na Forum.

Jednak już na wstępie spotkania ten niepokój został tylko pogłębiony. Z renomowanych źródeł studenci mogli dowiedzieć się o spadającym zatrudnieniu w obszarze logistyki, o brakach wykształcenia ekonomicznego u inżynierów a inżynierskiego u ekonomistów, o konieczności obserwowania zjawisk i tendencji w Europie, które wyznaczają perspektywy jakie przed nimi stoją, o kadrach zagranicznych logistyków szkolonych do pracy w Polsce, a przy tym wszystkim o wysokich wymaganiach stawianych przez przedsiębiorców absolwentom uczelni.

Zarazem jednak studenci mogli naocznie przekonać się, że pracującym “w logistyce” sprawia przyjemność możliwość dostarczania komuś czegoś co jest mu potrzebne. Jednym z jej źródeł jest możliwość manipulowania pojazdami, magazynami, towarami dla dostarczenia zadowolenia klientom. Mogło im się nawet udzielić przekonanie prelegentów, że jest to pasjonujący “kawałek chleba”. Wszyscy bowiem prelegenci dawali świadectwo zaangażowania i pasji jakie wzbudza i wyzwala logistyka realizowana w praktyce.

Bystry obserwator mógł też dostrzec, że w żadnym z prezentowanych w prelekcjach systemów nie powiedziano jeszcze “ostatniego słowa”, a nawet dojść do wniosku, że “wiele wody upłynie” zanim to słowo padnie. To zaś mogło być potwierdzeniem słuszności obranej drogi, by jako logistyk dążyć do zaspokajania rozpoznawanych przez siebie coraz to nowych potrzeb klientów.

W czasie dyskusji doszło także do kontrowersji pomiędzy reprezentantami poszczególnych szkół logistycznych, dla której pretekstem było zakwestionowanie potocznego widzenia studentów logistyki w roli pracobiorców. Jednak teza, że logistyk jest pracodawcą - niezależnie od tego czy jest przedsiębiorcą czy nie - spotkała się ze sprzeciwem uczestników. Widzenie roli logistyka jako tego, który z własnej woli panuje nad tym co i komu jest dostarczane, jeszcze nie zakorzeniło się w świadomości tych co postanowili być logistykami. Wciąż mocna jest wizja mitycznego kierownictwa, które czuwa nad tym co logistyk ma robić i od którego otrzymuje pracę.

Konfrontacja z odmiennym poglądem na temat tego, kto komu daje pracę może stanowić ważny moment dla uczestników Forum. Dodatkowa świadomość, że dyskusja nie mogła być dokończona aby umożliwić studentom zdążenie na pociągi, na jakie pozostawiono im zniżki, może pomóc ujrzeć swą sytuację na szerszym tle uwarunkowań społeczno-gospodarczych i politycznych.

Jednakże nawet tuż przed opuszczeniem Forum można było dowiedzieć się z ust młodego przedstawiciela prężnej i renomowanej międzynarodowej firmy logistycznej, że bycie logistykiem wiąże się z posiadaniem w sobie “tego czegoś”, co oznacza m.in. oferowanie zespołowi, z którym się współpracuje czegoś niepowtarzalnego i indywidualnego.

Forum mogłoby stać się stałą instytucją w obszarze logistyki jako miejsce poważnych debat - może także internetowych - umożliwiając okresowe spotkania adeptów logistyki przy okazji rozmaitych targów czy konferencji. Zgodnie ze swą nazwą powinno dawać okazję do otwartych debat na tematy nurtujące środowiska studentów logistyki.

Myślę też, że rozpoczęto nowy etap rozwoju i kształtowania się młodych ludzi polegający na uczestniczeniu w czymś co powstaje razem z nimi i z ich udziałem. Ważnym owocem spotkania na Forum może być świadomość wagi ciągłej pracy nad sobą by stać się kimś atrakcyjnym dla siebie, a przez to także dla innych, kimś kto oferuje nowe zadania i możliwości ich realizacji. Dlatego można mieć nadzieje, że powracający do swych środowisk uczestnicy pierwszego Forum Młodej Logistyki zaszczepią swoim koleżankom i kolegom tęsknotę za kolejną edycją Forum. Może dzięki temu większe grono młodych logistyków zechce ujrzeć siebie nie tylko jako aktywnych dyskutantów lub oponentów ale także jako organizatorów takiego spotkania w przyszłości.

14.04.2002



STUDIA LOGISTYCZNE I CO DALEJ ?

Porównując studia do skoków narciarskich możnaby zauważyć, że są one wspólnym dla wszystkich studentów okresem “rozbiegu”, po którym jedni mają długi i wysoki lot a inni szybkie lądowanie. Choć wiele zależy od tego co zrobi się po studiach to nie mniej zależy od tego jak wykorzysta się okres studiów.

Niestety wiele osób kończy ten okres “rozbiegu” z przekonaniem, że po “wyjściu z progu” stanie się “pracobiorcą”, tzn. w zamian za zdobyte umiejętności ktoś im “da pracę”. Jednak powielanie poglądu, że przedsiębiorca “daje pracę” a pracownik ją “bierze”, jest wprowadzaniem w błąd zarówno jednych jak i drugich. Potoczne rozumienie podziału na “pracodawców” i “pracobiorców” wskazuje bowiem na terminologiczne nieporozumienie i stawia rolę logistyka w fałszywym świetle.

Ze szkoły wiadomo, że praca powstaje gdy “siła działa na drodze”. Faktycznym “dawcą pracy” jest więc pracownik i od jego wysiłku zależy co i jak będzie zrobione. W odniesieniu do takiej pracy nie można sobie wyobrazić, że można ją wziąć i komuś dać.

Ale wykształcił się drugi sposób “dawania pracy”, polegający na wskazywaniu co ma być zrobione. Ten drugi sposób wykorzystują przedsiębiorcy, przy czym dodatkowo umożliwiają wykonanie tej pracy przy użyciu udostępnionych przez siebie środków produkcji. “Dawanie pracy” przez pracowników jest uzależnione od uzyskania od przedsiębiorcy polecenia lub przyzwolenia. Ten drugi sposób rozumienia “dawania pracy” utrwalił się w czasach kiedy to przedsiębiorca miał pomysł na produkt, który mógł służyć zaspokajaniu czyichś potrzeb i od potencjalnego pracownika nie oczekiwał nic poza siłą roboczą.

Jednak współczesność wprowadziła istotną zmianę do tego układu, nie tylko przez to, że siłę fizyczną zastępują maszyny. Oto przedsiębiorcy - dysponenci środków produkcji - sami często nie wiedzą po co im nagromadzone środki. Coraz częściej stwierdzają, że ich produkty nie znajdują nabywców, na skutek czego nie zgłaszają oni zapotrzebowania na siłę roboczą pozostawiając potencjalnych pracowników swojemu losowi, czyli “na bezrobociu”.

Jeśli więc przedsiębiorca nie daje pracy - bo albo mu się nie chce albo nie wie co chce robić - to nazywanie go “pracodawcą” jest zwykłym wprowadzaniem w błąd młodych ludzi, którzy przygotowują się do aktywnego życia zawodowego. Tym bardziej, że nie ma żadnego powodu by oczekiwać od przedsiębiorcy “dawania pracy”, a ustawianie siebie w roli “pracobiorcy” jest oczekiwaniem na “mannę z nieba”. Potwierdzeniem tego jest choćby definicja przedsiębiorcy - proponowana do umieszczenia w Kodeksie Cywilnym - która nie zobowiązuje przedsiębiorcy do “dawania pracy” a jedynie do prowadzenia działalności zarobkowej1). Przynajmniej stan prawny w tej dziedzinie będzie zgodny z rzeczywistością.

Jeśli jednak przedsiębiorca bierze na siebie obowiązek wskazywania pracownikowi co ma robić i jeszcze mu za to płacić to jest zrozumiałe, że chciałby mieć jakąś gwarancję, że pracownik będzie rozumiał co się do niego mówi. Z konieczności więc przy zatrudnianiu absolwentów szkół przedsiębiorcy stawiają rozmaite warunki.

Dlatego warto zdawać sobie sprawę z tego, że istota rekrutacji sprowadza się do przyjmowania pracowników albo “po znajomości” albo “po uważaniu”. Są to jedyne sposoby wybierania pracownika spośród wielu kandydatów, odkryte już w 1958 przez Parkinsona1), a potwierdzone choćby w opublikowanym ostatnio przez Newsweek Polska dodatku “Ranking wyższych uczelni” 3).

Pierwszy sposób (nazwany “angielskim”) polega na tym by pytać kandydata o pokrewieństwo lub inne powiązania ze znanymi sobie osobami. Drugi (nazwany “chińskim”) polega na poddawaniu kandydatów “wyrafinowanym” testom, by po odpadnięciu wszystkich zatrudnić upatrzonego kandydata.

Adept logistyki może oczywiście chcieć być “pracobiorcą” i założyć, że w świecie jest z góry ustalone kto jest producentem a kto klientem oraz gdzie są surowce i jakie towary się wytwarza lub dostarcza. A ponadto jest ktoś kto mu powie co ma robić w życiu.

Jeśli jednak traktuje swój przyszły fach na serio, to powinien dojść do wniosku, że to jest właśnie jego zadanie by rozpoznać klienta, jego potrzeby i określić sposób ich zaspokajania. Ale gdy już to wie, nie potrzebuje od nikogo pracy, gdyż na podstawie zdobytej wiedzy sam może określać co kto ma zrobić, czyli “dawać pracę” innym. To od niego dysponenci środków finansowych i materialnych będą się dowiadywać jak je wykorzystywać, a więc od niego będą “otrzymywać” pracę, choćby w swoim mniemaniu byli jej “dawcami”.

Jeśli więc ktoś decyduje się na studia logistyczne to ma to wyboru dwa sposoby wypełnienia swojej roli. Ponieważ są one diametralnie różne więc wymaga to na wstępie wyboru jednego z nich i odpowiednie przygotowanie się do wybranej roli. Wiąże się to w konsekwencji z odpowiednim kierowaniem nie tylko zdobywaniem wiedzy i umiejętności lecz także kształtowaniem cech osobowości, aby w pełni wykorzystać szansę bycia aktywnym podmiotem w grze rynkowej.

Logistyka jest tym szczególnym obszarem aktywności zawodowej gdzie od przyjętej wizji tego co ma robić logistyk zależy - w sposób istotny - to jak realizuje on swą rolę, w szczególności w relacji “pracodawca-pracobiorca”. O jego roli decyduje wiedza o czyichś potrzebach i sposobach ich zaspokajania. Od tego też zależy relacja pomiędzy nim a dysponentem środków technicznych czyli jego pozycja w firmie logistycznej.

Dzięki temu, że o względy klienta zabiega dziś wielu chętnych, to “pracodawcą” staje się ten kto chce i umie robić to lepiej, niezależnie od tego czy posiada do tego środki materialne czy nie.

Dlatego logistyk zawsze jest “pracodawcą” bo to jego zadaniem jest określić co ma być zrobione by zaspokoić czyjeś potrzeby. Z bycia właścicielem firmy może wynikać tylko możliwość dysponowania określonymi środkami i możność co najwyżej wyrażenia zgody na ich wykorzystanie. Co więcej właściciel środków produkcji musi zapłacić logistykowi honorarium za pokazanie sposobu ich wykorzystania, gdyż bez inicjatywy logistyka pozostawałyby niewykorzystane.

Przed młodymi ludźmi, którzy przygotowują się do zawodu logistyka, staje zatem wyraźne zadanie przygotowywania się do bycia “pracodawcą” dla właścicieli magazynów, firm spedycyjnych, fabryk itp. Nie mogą oni swej roli sprowadzać do oddawania innym do dyspozycji swej siły roboczej w postaci zdolności intelektualnych, umiejętności i wyczekiwać aż zostaną one wykorzystane.

Można nawet postawić tezę, że stając się “pracobiorcą” rezygnuje się z bycia logistykiem, gdyż traci się możliwość rozpoznawania klienta, jego potrzeb i określania sposobów ich zaspokojenia i - nawet na stanowisku logistyka - ciągle czeka się na pracę.

_________________________________________________________

[1] Kotłowska-Rudnik J.: "Przedsiębiorca i firma oficjalnie nazwani". Gazeta Prawna, 2.04.2002.

[2] Parkinson C.N.: "Prawo Parkinsona albo w pogoni za postępem", Książka i Wiedza, Warszawa 1963.(ang. 1958)

[3] "Ranking wyższych uczelni", Newsweek Polska, 31.03.2002.

12.04.2002
____________________________________________________________________________________________
Powyższy tekst zawiera zasadnicze tezy wypowiedzi w dyskusji na temat “Studia logistyczne i co dalej ?”


P.S.1. Spieszący się na dworzec studenci nie mogli uczestniczyć w rozmowie jaka odbyła się w kuluarach, podczas której Pan Jacek Samsel sformułował bardzo ciekawe i zaskakujące ujęcie relacji pomiędzy logistyką a tym co się robi. (22.04.2002)

P.S.2. Dziś już wiadomo jaki ideał był podstawą ówczesnych sformułowań. (25.01.2004)

P.S.3. Zamieszczone 30.04.2003 na portalu LOGISTYKA.NET.PL (bez podania źródła)

P.S.4. Na stronie tytułowej dodatku specjalnego do nr 9/2004 tygodnika Newsweek z dnia 20.02.04 zadano uogólnione pytanie "Studia i co dalej ?". Jedna z odpowiedzi - przedstawiona w artykule pt. "Mam pomysł, dajcie kasę" - jest zbliżona do tego co powinien robić logistyk. (23.04.2004)



STUDENCI A PRAKTYKA

Po Forum Młodej Logistyki w innym świetle mogłem ujrzeć treści zawarte w znanym mi wcześniej artykule Pawła Idziaka pt. “Model kształcenia logistyków na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Gdańskiego”. Przedstawiono w nim wnioski wypływające z badań ankietowych przeprowadzonych przez Naukowe Koło Logistyki Uniwersytetu Gdańskiego 14 i 15 listopada 2000 roku wśród 25 studentów piątego roku specjalności logistyka na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Gdańskiego w Sopocie.

Stwierdzono w mim m.in., że “Wzrasta odsetek niezadowolonych przy pytaniu dotyczącym wyboru specjalności logistyka”. Większy procent niezadowolonych w stosunku do odsetka niezadowolonych z wyboru uczelni nie musi zaraz oznaczać, że z wyboru innej specjalności ci niezadowoleni byliby zadowoleni. Może po prostu mieli inne oczekiwania w stosunku do tego czego na wybranej uczelni będą się uczyć, a które nie zostały zaspokojone. Wydawałoby się się, że trudno być niezadowolonym gdy z własnej woli i z wielką pasją poznaje się jakąś dziedzinę.

Odsetek niezadowolonych - choć wyjątkowo mały - słusznie jednak niepokoi autora analizy. 12% niezadowolonych z wyboru specjalności logistyka może być traktowane jako niespodziewany owoc przekonania - czego źródeł dzisiejsi studenci mogą nie pamiętać - że po studiach otrzymuje się “nakaz pracy”. Choć już od wielu lat nikt nie obiecuje “nakazu pracy” ani co więcej nie podejmuje się “nakazywać pracy”, tym niemniej przekonanie o możliwości otrzymywania od kogoś pracy pozostało. Ponieważ jednak nikt nie wyjaśnił skąd wziął się pomysł z “nakazywaniem pracy” ani też nikt nie przeprasza za forsowanie go przez lata to można oczekiwać, że dopiero kontakt z rzeczywistością pracy wywoła prawdziwą lawinę niezadowolonych z obranego kierunku studiów nie tylko w tej jednej specjalności.

Tym bardziej, że przekonanie o “łatwych pieniądzach” w logistyce powoli gaśnie nawet w Europie, co przejawia się np. tym, że choć gaże logistyków rosły w minionym roku najszybciej w stosunku do innych zatrudnionych w szeroko rozumianej branży zarządzania, to chętnych do zawodu jakby mniej [Stephen Taylor. "Any more for the gravy train ?”, Logistics Europe, Nov. 2001].

Dodatkowo tzw. “Pracodawcy bardzo często wymagają doświadczenia od osób kandydujących do pracy w ich firmach” przez co zmora praktyk prześladuje studentów już w czasie studiów. Jest przy tym oczywisty dla nich postulat “aby w programie studiów przewidziana była obowiązkowa, wakacyjna praktyka zawodowa”. 88% badanych jest za tym, 70% uważa, że uczelnia powinna w tym pomagać, a 28% uważa, że uczelnia powinna ją zapewniać. Z tego też powodu podczas studiów “bardziej cenią ćwiczenia czynne (59,7%) i są skłonni poświęcać na nie więcej czasu niż na bierne wykłady (40,3%)”.

Domaganie się przez przedsiębiorców praktyki u kandydata do pracy traktuje się jako zrozumiałe samo z siebie. W pewnym sensie tak jest, gdyż jeśli ktoś zawierza los swojego przedsięwzięcia obcemu człowiekowi to może wymagać od niego co tylko przyjdzie mu do głowy. Zastanawiać jednak powinno to dlaczego od absolwenta wyższej uczelni wymaga się praktyki a nie wiedzy teoretycznej. Pozornie pytanie jest raczej retoryczne. Widocznie od tej wiedzy los przedsięwzięcia zależy w mniejszym stopniu niż od praktyki.

I “w tym sęk” lub inaczej “tu leży pies pogrzebany”. Takie stanowisko przedsiębiorców wskazuje na to, że wiedza teoretyczna studentów jest dla nich tej samej natury co praktyka, więc może być z nią porównywana. Tylko z tego porównania wynika, że jest gorsza od praktyki. Jeśli jakiś kandydat do pracy wie teoretycznie jak coś się robi, to lepszy od niego jest ten kto umie to robić. Przedsiębiorca bowiem musi stać na ziemi obiema nogami i dbać o to by np. towary docierały do klienta wg ustalonych zasad. Dlatego na dziś potrzebuje tych co umieją to robić.

Domaganie się przez studentów większego wymiaru praktyk na studiach nie poprawi jednak ich pozycji przetargowej. Nie da się zamienić uczelni na miejsce praktyk logistycznych niezależnie od uprawnień samorządu studenckiego. Nauczyciele akademiccy nie zamienią się w doświadczonych praktyków i zawsze będą chcieli czegoś nauczyć teoretycznie. W takiej sytuacji ktoś kto poświęca czas wyłącznie na praktykowanie, zawsze będzie miał przewagę nad absolwentem uczelni.

Jednak najważniejszą trudnością jest to, że przedsiębiorcy domagają się praktyków już dziś a nie po okresie praktykowania, pozbawiając się tym samym możliwości dialogu z absolwentami uczelni. Zarazem jednak dają wyraz bezradności wobec tego co oferują im absolwenci uczelni.

Zazwyczaj oczekują od absolwentów umiejętności wykonywania tego co już jest realizowane w przedsiębiorstwie. Pytanie się o odbyte praktyki sprowadza sie w końcu do pytania o to co kandydat do pracy umie zrobić samodzielnie.

Domaganie się praktyki od absolwentów uczelni i idące za tym domaganie się zapewniania praktyk przez uczelnie by zaspokoić oczekiwania zwiększającego się odsetka niezadowolonych studentów, prowadzi w ślepą uliczkę. Przypomina to znany w nauce paradoks Achillesa ścigającego się z żółwiem z tą tylko modyfikacją, że dzisiejszy student jest - może bezwiednie - skazywany na pościg za gepardem.

Tak jak w przypadku każdego paradoksu rozwiązanie leży poza obszarem, który przyjęto traktować jako bezalternatywny tak i w tym, odpowiedzią na żądania przedsiębiorców nie jest “więcej praktyk” lecz “inna teoria”.

Do takiego wniosku prowadzi analiza tego co podkreśla również autor, “że studenci logistyki najbardziej zróżnicowane opinie mieli przy ocenianiu takich przedmiotów specjalizacyjnych jak: “Zarządzanie procesem logistycznym” oraz “Podstawy funkcjonowania przedsiębiorstw” (w obu przypadkach minimalna przewaga ocen pozytywnych)”. Dla autora jest to jedynie rysa na ogólnie pozytywnej ocenie przedmiotów specjalizacyjnych. Jednak jest to symptomatyczne czego dotyczą zróżnicowane oceny studentów.

W artykule przedstawiono w tabeli oceny pięciu przedmiotów:
    * “Zarządzanie procesem logistycznym”,
    * “Techniki planowania biznesowego”,
    * “Podstawy funkcjonowania przedsiębiorstw”,
    * “Controlling w systemach logistycznych”,
    * “Projektowanie systemów logistycznych”.

W odniesieniu do poszczególnych przedmiotów studenci przydzielali dwie oceny,

jedna szczegółowa o wartościach ze zbioru:

a druga ogólna - ze zbioru:

* “bardzo ważne”,
* “ważne”,
* “mało ważne”,
* “zagadnienia poruszane na tym przedmiocie można omówić w ramach innych zajęć

* “pozytywna”,
* “negatywna”.

Myślę, że zastosowany sposób oceniania przedmiotów zmylił autora artykułu, przez co zróżnicowanie ocen przedmiotów nie zakłóciło ogólnej oceny pozytywnej. Ponieważ jednak nie można oczekiwać by większość studentów negatywnie oceniała przedmioty - które stanowią podstawę do zdobywania praktyki i pozycji w zawodzie - warto przeanalizować uzyskane oceny w odniesieniu do ocen średnich.

Dla większego zróżnicowania otrzymanego obrazu przydzielmy wartości liczbowe poszczególnym wariantom pierwszej odpowiedzi od 4 do 1 (4, 3 - korzystna; 2, 1 - niekorzystna). Następnie każdemu przedmiotowi przypisujemy współczynnik będący ilorazem średniej oceny przedmiotu przez średnią ocenę wszystkich przedmiotów. Podobnie w odniesieniu do każdej z ocen ogólnych przydzielamy przedmiotom współczynniki będące ilorazem liczby osób przyznających daną ocenę przez średnią liczbę osób przydzielających tę ocenę poszczególnym przedmiotom. Przedmioty porządkujemy wg uzyskanych ocen średnich, a następnie wyróżniamy te z nich, których współczynniki są większe od jedności w aspektach korzystnych lub pozytywnych, a mniejsze od jedności w aspektach niekorzystnych lub negatywnych. Tak uporządkowana tabela, uwypuklająca różnice względem średnich ocen, daje bardzo ciekawy obraz.

Ocena

korzystna

niekorzystna

pozytywna

negatywna

Nazwa przedmiotu

średnia

4

3

2

1

+

-

Techniki planowania biznesowego

1.15

1.25

1.29

0.50

0.00

1.28

0.38

Controlling w systemach logistycznych

1.07

1.25

1.03

1.00

0.00

1.10

0.77

Projektowanie systemów logistycznych

1.04

1.25

0.95

1.00

0.56

1.05

0.90

Zarządzanie procesem logistycznym

0.89

0.71

0.86

1.17

2.22

0.81

1.41

Podstawy funkcjonowania przedsiębiorstw

0.85

0.54

0.86

1.33

2.22

0.76

1.54

Jak się okazuje większość studentów chce zdobywać wiedzę z zakresu, który nie dotyczy bezpośrednio realizowanych procesów dostarczania dóbr. Z jednej strony chcą te procesy przygotowywać (“Techniki planowania biznesowego”), a z drugiej strony chcą wiedzieć dokładnie jak one przebiegają (“Controlling w systemach logistycznych”). Na podstawie tej wiedzy chcą tworzyć dla nich odpowiednie warunki (“Projektowanie systemów logistycznych”).

Ten właśnie obraz tak mnie zaintrygował gdyż niespodziewanie stanowi on potwierdzenie mojego sposobu widzenia logistyki. Wyraźnie widać, że studenci ucząc się logistyki jako procesu bezwiednie postrzegają ją jako warunkowanie procesu. Popadają przy tym w wewnętrzny konflikt, gdyż traktując jako uboczne przedmioty dotyczące procesów produkcyjnych i dostawczych, domagają się większego udziału praktyk zwiększających ich umiejętności manipulowania procesami. W efekcie tego w konfrontacji z przedsiębiorcami poddają się presji z ich strony by rywalizować z innymi w zakresie zaliczonych praktyk, zamiast oferować im to w czym postrzegają siłę logistyki, tj. możliwość odpowiedniego przygotowywania procesów w przedsiębiorstwie.

Jednak trzeba samemu znaleźć sposób na to by się tego nauczyć, gdyż nie miejsce praktykowania lecz rodzaj wykonywanych zadań decyduje o nabyciu praktycznej umiejętności warunkowania dostarczania dóbr. Czemu nie spróbować robić tego w czasie studiów w ramach kół naukowych ?

10.05.2002



6th Balkan Conference on Operational Research

zorganizowana przez
Hellenic Operational Research Society - Macedonia Thrace Branch
Saloniki, Grecja

panorama Salonik za murami



WIERNOŚĆ PROCESOM

W referacie "Evaluation of Information System Functions for Logistic Purposes" przedstawiłem nowy aspekt w kwestii kryteriów, jakim są wzajemne relacje pomiędzy kryteriami. Dzięki nim stało się np. jasne, że dla spełnienia kryteriów można wykorzystywać wynikające z tych relacji kryteria pochodne.

Jednak ten postęp dokonuje się jak na razie na razie w próżni. Następny bowiem z wygłoszonych referatów powoływał się na początku na "ostatnią" definicję logistyki, która choć datowana na 1998 r. była kopią definicji CLM z 1984 r. Oznacza to, że nie zauważono zmiany jaka nastąpiła w 1997 r. i nadal widzi się logistykę jako proces.

Zasadniczym tematem wspomnianego referatu była "reversed logistics" ("Reverse Logistics Modeling: A New Approach, using System Dynamics", P.Georgiadis, D.Vlachos, I.Karatis). Jest to nowy kierunek badawczy zaznaczony już nawet w zmodyfikowanej w ubiegłym roku tej naprawdę nowej definicji z CLM.

Bazuje on na spostrzeżeniu, że dotychczas zajmowano się strumieniem dóbr płynącym od dostawcy do odbiorcy. Jednak okazało się, że oprócz tego coś także płynie od odbiorcy do dostawcy. Dopóki to były pieniądze lub informacje to można je było traktować jako normę. Ale w tym zwrotnym strumieniu można także dostrzec wyroby niezaakceptowane przez odbiorcę, opakowania zwrotne, itp. Ten zwrotny strumień rzeczy też stanowi problem więc może być przedmiotem badań.

Ponieważ wydaje się, że nie jest on odbiorcy do niczego potrzebny to pozornie wymyka się on z zakresu dotychczas przyjmowanej definicji logistyki. Można przy tym dostrzec dwie propozycje rozwiązania tego problemu, na gruncie procesów.

Pierwsza pochodząca z CLM, gdzie zapewne zauważono, że oba procesy są nadal kształtowane przez "tę część" a więc należą do jednej i tej samej logistyki. W związku z tym zmodyfikowano dotychczasową definicję tak by zawierała jawne odwołanie się do rozpoznanych przepływów "forward" i "reverse". To jednak rodzi obawę, że w miarę odkrywania kolejnych procesów logistycznych, definicja będzie modyfikowana na bieżąco i nigdy już nie będzie wiadomo jak brzmi aktualna jej wersja.

Można odnieść wrażenie, że CLM - nie doceniając roli odkrytej przez siebie "tej części" -
zabezpiecza się także po stronie procesów. Dlatego po zapoznaniu się z zapisem internetowej rozmowy z kierownictwem CLM (Transcript of CLM State of the Union Chat) wysłałem 4.06
do jej Przewodniczącego Joela Sutherlanda prośbę 1) o wyjaśnienie jak w CLM
rozumie się sformułowanie "that part of the supply chain process".
Odpowiedź 2) jaką otrzymałem 12.06 potwierdziła moje obawy,
że "wierność procesom" jest nadal silnym motorem napędowym logistyki.
Niemniej "milowy krok" został dokonany, choć może jego owoce przyjdą nieco później.

Druga propozycja polega na wyodrębnieniu "nowej logistyki", tzn. wprowadzono termin "reversed logistics" dla odróżnienia od dotychczasowej logistyki nazwanej "forward logistics". To jednak oznacza otwarcie swego rodzaju "puszki Pandory" z nieskończonym zbiorem rozmaitych klas procesów, które będą wykorzystywane do tworzenia kolejnych logistyk. Po procesach zwrotnych następna klasa pojawiła się już w czasie pamiętnych wydarzeń w Nowym Jorku i choć jeszcze nie ma "oficjalnej" nazwy, to łatwo ją sobie wyobrazić jako "destructive logistics". Następna wobec tego będzie "safequard logistics" lub "security logistics" itp., itd.

Obie propozycje prowadzą niestety na manowce. Jedna przez to, że warto odróżniać coś w logistyce a druga - że warto odróżniać logistyki. Obie utwierdzają bowiem zainteresowanych w przekonaniu, że istotą logistyki jest zajmowanie się procesami w zakresie ich rozróżniania i klasyfikowania na podobieństwo gatunków zwierząt czy roślin.

Z różnych względów, logistycy (i nie tylko oni) dopatrują się w procesach panaceum na to co otrzymuje klient mimo, że jest to jedynie ślad po logistyce.proces Dla naukowców proces jest wymarzonym obiektem badań. Obserwując praktykę z perspektywy czasu, łatwo dostrzega się procesy we wszystkim co się obserwuje, uzyskując w ten sposób ciągłe potwierdzanie słuszności widzenia logistyki jako procesu. Równie wygodny jest proces dla praktyków. Wprawdzie to co robią procesem nie jest, ale rozliczani są z tego co już zrobili. To zaś daje się opisywać w kategorii procesu, przy czym najmniejszy na to wpływ ma definicja logistyki. Ale to jest tylko pozorna sielanka.

Nie dostrzega się tego, że zajmujący się procesami zawsze będzie wyprzedzany i zaskakiwany przez tych co te procesy wymyślają i tworzą. Tak jak to się stało nie tylko w przypadku opakowań zwrotnych ale także 11.09.01 w Nowym Jorku.

Rozmaitość procesów jest przeogromna i nieogarniona. Klasyfikowanie ich jest zajęciem może i pożytecznym, ale w efekcie będzie zaskakiwać tak jak zaskakują naukowców nowo odkrywane podziały wśród gatunków zwierząt czy roślin.

Tak będzie dopóty, dopóki jako "ostatnią" definicję logistyki będzie się traktować tę przyjętą przez CLM w 1984 r.

__________________________________________________________

1) "Dear Mr. Sutherland
I have read the transcript of chat with you, where it is reminded the definition of logistics by CLM. This definition was a very inspiring me two years ago to start thinking about logistics. Many misunderstandings concern with a term "that part of the supply chain process". In my interpretation it is the milestone in development of logistics, because it takes logistics out of the processes to the area of conditioning the processes.
From that time I developed my definition of logistics and criteria for logistic system based on it. I have presented it on the Logistics Congress of SOLE last year in Greece, and I have sent it to Mrs Maria McIntyre at 10.09.2001. Unfortunately the next day was the most tragic moment for your country, so I don't worry that there was no answer from her.
At the occasion of internet chat, attached I am sending you again the
paper and pictures with kind request to explain me how do you (i.e. your organisation) understand the phrase "that part of the supply chain process"."

2) "Jozef,
Thank you for sharing your paper. You obviously have an excellent grasp of logistics and its relationship to supply chain management. You asked what CLM meant by "logistics is that part of the supply chain process". This addition to the definition of logistics was made in 1997. At that time, the Council was considering a name change to incorporate the term "supply chain management". After much discussion, we determined that there was no universally accepted term for supply chain, that the supply chain was bigger than logistics, and logistics was part of the supply chain...maybe the most important part in terms of cost/impact. Therefore, rather than try to define the term we just added the phrase in question.
Hope this helps.
Regards,
Joel Sutherland
President, Council of Logistics Management
Senior Vice President, Transplace
[...]
"

8, 14.06.2002



BRAK WIDZIALNOŚCI

Referaty w grupie logistycznej dotyczyły w większości konkretnych produktów informatycznych przygotowanych na potrzeby logistyki. Ich autorzy przyjmują jako rzecz naturalną i godzą się z tym, że są one "niedostępne" i "nieprzejrzyste" dla użytkownika. Jako receptę na brak zainteresowania kosztownymi programami proponują np. ich współużytkowanie przez wielu użytkowników za pośrednictwem internetu, na wspólnym oddalonym serwerze. Nie dostrzegają tego, że to lekarstwo pogarsza tylko sytuację użytkownika potęgując jego brak zaufania do produktów informatycznych mających wspierać logistykę.

Ten brak zaufania wynikający z niespełnienia przez współczesne systemy informatyczne kryteriów umożliwiających realizowanie funkcji logistyki, stanowi podstawowy hamulec w rozwoju zastosowań informatyki w logistyce. W efekcie bowiem w systemach logistycznych brakuje widzialności, na którą zwraca uwagę coraz wiecej logistyków [np. Ody P.: "Creative connections", Logistics Europe, March 2002].

Nie pomoże jednak stosowanie rozmaitych chwytów marketingowych i zapewnianie na sponsorowanych konferencjach, że oferowany system informatyczny zakupiło już 2500 użytkowników. Dopóki nie zostanie zmieniona metodologia tworzenia systemów na podstawie deklarowanego celu i odrzucona technika budowy systemów informatycznych w postaci "czarnej skrzynki", tak długo logistycy będą mieć obawy przed zawierzaniem losu swych przedsięwzięć "nieprzejrzystej" i "niedostępnej" informatyce.

Przejrzystością np. będzie zajmować się Forum Logistyczne
odbywające się 27.06.02 w Stuttgarcie,
pod tytułem "Transparenz und Einsparungspotenziale entlang der Logistikkette".

proverbOkazuje się, przy tym,
że systemy informatyczne spełniające dotąd znaną zasadę:
"Śmieci na wejściu - śmieci na wyjściu"
spełniają także dodatkową regułę:
"Skarby na wejściu - zdrada na wyjściu",
o czym w ostatnich latach mogło przekonać się
na własnej skórze wielu "e_entuzjastów".






8.06.2002



STAROŻYTNE SZCZĄTKI

kolumnaOglądając ruiny starożytnych budowli i potłuczone starożytne rzeźby zastanawiałem sie dlaczego nie dochowały się one w całości do naszych czasów.

Dziś traktujemy starożytne budowle jako osiągnięcia ówczesnej myśli i inżynierii. Tym są w istocie. Nie było wówczas łatwo zrealizować tak śmiałe pomysły architektów. Ale i nie możemy zapominać o setkach a może i tysiącach wykonawców zaangażowanych do zrealizowania czyjejś śmiałej i wizjonerskiej myśli architektonicznej. Oni tej myśli nie dostrzegali. Musieli rano wstać, cały dzień kuć kamienie lub ciągnąć je na miejsce przeznaczenia a następnie układać wg wskazań nadzorców (menadżerów). Po tak przepracowanym dniu musieli być bardzo zmęczeni. Jeśli byli niewolnikami to pozostawało tylko beznadziejne oczekiwanie na koniec tej udręki. Jeśli otrzymywali zapłatę jako ludzie wolni, to dochodziła jeszcze troska by oszczędnie gospodarować otrzymaną zapłatą i ochronić się przed kradzieżą.

Zwiedzając miejsca starożytnych budowli lepiej oczywiście podziwiać śmiałość pomysłów ich projektodawców, niż wcielać się w barbarzyńców niszczących te dzieła. Ale czy nie należałoby współczuć doli ludzi skłonionych do wysiłku przy stawianiu tych budowli ?

Mając dziś możliwość podróżowania do tych miejsc i odczuwając ten podziw akceptujemy sytuację, że nieznani nam ludzie sprzed wieków, dzień i noc nie myśleli o niczym innym jak o kolejnych blokach kamienia przerabianych na stopnie, ściany, kolumny czy dachy, nie widząc przez wiele lat nic innego niż kamienne bloki przesłonięte kurzem. Musiały to być lata morderczego trudu, ciężkiej pracy ludzi i zwierząt. Zauważono to nawet wtedy. Niewolnikom wypłacano wynagrodzenie za pracę i uwolniono ich w związku z budową Akropolu.

Jedynie zwierzęta ciągające marmurowe bloki z Pedeli do Akropolu nie umiały skorzystać z wolności i po zakończeniu budowy wróciły na drogę, którą przebywały przez minione lata.

Czy jednak nasze odczucie podziwu jest warte ich wysiłku i poświęcenia ?

widok z Akropolu w kierunku północnym






8.06 - 12.11.2002



SOKRATEJSKIE PYTANIA

Bezpośredni kontakt z zabytkami starożytności to także okazja do wyobrażenia sobie myśli ówczesnych ludzi. Widząc ogrom kamiennych budowli i rzeźb można próbować wczuć sie w sytuację ludzi, którzy musieli kamienne bloki wykuwać w kamieniołomach, ciągnąć je potem z jednej góry na drugą, by następnie precyzyjnie je obrabiać w wyrafinowane kształty, a na koniec zestawiać z nich wiekopomne dzieła. Czy mieli jeszcze czas i siły by zadać sobie pytanie:

"Czy to co robię jest tym co powinienem robić ?"

Akropol widziany z kamiennej górkiTo pytanie może być łącznikiem pomiędzy dawnymi a nowymi czasy, bo jest wspólne wszystkim ludziom niezależnie od czasu, w którym przyszło im żyć.

Siedząc na kamiennej górce naprzeciw Akropolu - wśród dziesiątków turystów i mieszkańców Aten - przez całą dobę można podziwiać rozciągającą się u stóp panoramę miasta.

zachód słońca nad Atenami widziany z kamiennej górkiMożna też próbować wyobrazić sobie sytuację gdy setki ludzi jest zaangażowanych do stawiania Akropolu. Był to wysiłek, którego rozmiar dociera do człowieka dopiero gdy patrząc na Akropol pamięta się, że to co jest na górze (a raczej było, bo do dziś pozostały tylko ruiny lub ich ślady) postawiono w ciągu kilkunastu lat. Kamienie ciągnięto z odległego o kilkadziesiąt kilometrów kamieniołomu. Nawet na dzisiejsze czasy i technologię jest to tempo zawrotne.

W takiej sytuacji gdy jedna grupa ludzi w pocie czoła sprawia drugiej grupie przyjemność przyglądania się budowie i podziwiania tempa i postępu prac (a pośrednio i nam), pojawia się człowiek i zaczyna zadawać pytania, których istota sprowadza się do tego “Czy to co robisz jest tym co powinieneś robić ?

Jeśli jednak robotnikom mogło nie starczać sił i ochoty by zadawać sobie takie pytanie, to filozofowie musieli je stawiać.

Dla obu grup musiało być ono kłopotliwe. Nawet nie przez to jakiej kto udziela odpowiedzi, lecz przez sam fakt podważania zasadności sytuacji, w jakiej znajdują się pytani. Sytuacja ta dla każdego była dotąd przejrzysta. Jedni urodzili się wolni w zwycięskim mieście Ateny. Drugim przyszło dostać się do niewoli i dlatego musieli wykonywać polecenia zwycięzców. Gdyby zwycięzcami okazali się aktualni niewolnicy to Ateńczycy byliby niewolnikami.

Od chwili ogłoszenia przez Peryklesa na Pnyxie władzy ludu, niewolnicy przestali być zmuszani do pracy przy wznoszeniu Akropolu. Wprawdzie nadal robili to samo ale już dla zapłaty i może nawet z własnej woli, bo z woli ludu nie dostaliby zapłaty za nic innego, a żyć każdy chce z własnej woli.

Tak więc zarówno architekci jak i wykonawcy wspólnie poddani woli ludu wznosili marmurowe budowle i posągi. Dla wszystkich było jasne, że nie ma i być nie może innej wykładni określającej powinności człowieka jak urodzenie i okoliczności. Udział własny jest żaden. Nic innego nie jest pisane człowiekowi jak urodzić się, wykonać wynikające z tego i okoliczności obowiązki i po jak najdłuższym czasie umrzeć.

Jednokierunkowe relacje ukształtowane przez wieki zniewalały obie strony, uprzedmiatawiając wzajemne stosunki. Mogło się wydawać, że zmiana tych relacji nie byłaby na rękę żadnej ze stron.

Tymczasem jakieś to racje wykrył Sokrates (469 - 399 B.C.), że uznał je wartymi poświęcenia za nie swego życia. Jeśli jego nauczanie zagrażało porządkowi społecznemu, a ten porządek zakładał m.in. budowanie Akropolu, to mogło jedynie oznaczać, że człowiek może sam sobie wyznaczać swą rolę w życiu, niezależnie od urodzenia i okoliczności.

Gdy znamy pytanie to jest szansa na znalezienie odpowiedzi. Bez pytania też jest na to szansa, lecz możemy nie rozpoznać odpowiedzi. A już gotowa odpowiedź bez sformułowanego pytania może przynieść tylko szkodę, gdyż nie wiadomo po co jest.

W historii ludzkości to najważniejsze już się wydarzyło. Dzięki Sokratesowi bowiem, który nauczał jak zadawać pytania, znamy to najważniejsze “Co to znaczy być człowiekiem ?”. Oddał on swe życie, przez co dziś wiemy, że te jego pytania były ważniejsze od tego co oferował świat. Nie wyrzekł się tych pytań by zachować życie i cieszyć się tym światem, bo i tak nie zapobiegłby śmierci, choćby naturalnej. One są ważniejsze niż życie doczesne gdyż jak się później okazało zapewniają życie wieczne. A jednym z dowodów na to są zrujnowane budowle starożytności.

Określanie swojej roli w życiu nie musi oznaczać ani zmiany urodzenia ani zmiany okoliczności, bo na to wpływu nie mamy. Jest widocznie jakaś sfera człowieczeństwa, która umożliwia formułowanie i realizowanie tego swojego pomysłu na życie. Aby ją odnaleźć zestawmy fakty.

Po pierwsze więc człowiek może mieć swój własny od niczego niezależny pomysł na życie. Po drugie może ten pomysł realizować w sferze niezależnej od urodzenia i okoliczności. Ponieważ jednak te dwie wymienione sfery wyczerpują to co otacza człowieka, to obszar możliwej realizacji pomysłu na życie musi dotyczyć sfery wewnętrznej człowieka.

Oczywiście ta sfera to myśli, wyobrażenia, odczucia, itp. Rozdźwięk pomiędzy tą sferą a zewnętrznymi możliwościami człowieka - uwarunkowanymi urodzeniem i okolicznościami - może być bardzo duży i stanowić źródło odczuwania swej sytuacji przez człowieka jako złej. Może to skłaniać do rezygnacji z tej sfery wewnętrznej na rzecz przystosowania się do tego co stanowi sferę zewnętrzną - okoliczności i urodzenie - dzięki czemu wygasza się źródło odczuwanego dyskomfortu psychicznego.

Ze względu na ten dyskomfort wynikający z zadania pierwszego pytania - jeśli jednak uznajemy je za dobre - musimy także postawić sobie drugie pytanie: “Czy ci co mogą wpływać na zewnętrzną sytuację człowieka czynią dobrze każąc mu robić to co robi ?

Łatwo zauważyć, że to drugie pytanie jest w istocie powtórzeniem pierwszego tylko, że w odniesieniu do podmiotu, który ma wpływ na zewnętrzną sytuację podmiotu udzielającego odpowiedzi na pierwsze pytanie. Dzięki tej zbieżności mamy już do czynienia ze spójnym systemem złożonym z dwóch niezależnych podmiotów, które mogą ze sobą współdziałać w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, które ich łączy.

To jest poniekąd obowiązek zawodowy filozofów by zadawać odpowiednie pytania jako pierwszy filar na drodze do odpowiedzi. Drugi filar to metodologia, której wybór może być jednak znaczący dopiero po zadaniu właściwego pytania.

Wagę metodologii pokazuje wydarzenie ze starożytności. Gdy po ciężkiej zimie nastała w Atenach susza, zaczęło brakować wody. Zaproszono więc na Agorę najznamienitszych filozofów by znaleźli rozwiązanie tego problemu. W owych czasach filozofowie stosowali dwie szkoły metodologiczne: jedni rozmyślali stojąc, a drudzy chodząc. Jedni z zaproszonych zaczęli więc na stojąco rozważać postawione zadanie. Arystoteles zaś, będąc wyznawcą drugiej ze szkół, zaczął spacerować wokół Aten. W efekcie zaszedł w okolice Akropolu i wypatrzył jaskinię wypełnioną wodą ze stopionego śniegu. W ten sposób problem suszy został na jakiś czas rozwiązany. Łatwo zauważyć, że w uzyskaniu rozwiązania zasadniczą rolę odegrała zastosowana metodologia pracy. Zasługą Arystotelesa było wybrać właśnie tę metodologię.

Jeśli jednak są dwa podmioty to nie wystarczy już wiedzieć "czy to co robi każdy z nich jest tym co powinien robić ?", co wystarczyłoby bez tego związku. Jeśli jest drugi podmiot związany z tym pierwszym, to trzeba widzieć także cel, który łączy te podmioty. Inaczej nie ma powodu by traktować je jako związane. Jeśli nie ma celu to każdy może robić swoje i może sam dla siebie uważać, że robi to co powinien. Ze względu jednak na ten związek i dla uzasadnienia jego istnienia trzeba zapytać odnośnie każdego z nich "dlaczego powinien robić to co robi ?".

Pojawia się więc sekwencja działań. Pytanie “czy” tworzy podmiot o wewnętrznej strukturze, bo bez możliwości istnienia tej wewnetrznej struktury to pytanie nie ma sensu. To zaś umożliwia utworzenie z innym podmiotem relacji celowego oddziaływania na zewnętrzną strukturę podmiotu, bo wewnętrzna należy wyłącznie do podmiotu. Z tym z kolei oddziaływaniem wiąże się pytanie “dlaczego”.

Oznaczałoby to, że Sokrates wykrył wewnętrzną złożoność człowieka stanowiącą o możliwości jego wolności do kierowania swoim losem a nie tylko do oddziaływania na czyjś los. W ten sposób legła też w gruzach racja, dla której Sokrates miałby uciekać przed wykonaniem wyroku.

Czy jednak dobrze się stało, że mamy tylko niewzruszony wzorzec poprawnie zadanego pytania, które może być podstawą zastosowania metodologii znajdowania na nie odpowiedzi ? Czy nie byłby on i zarazem my w lepszej sytuacji gdyby uciekł, a wracając z wygnania mógł stanąć na gruzach Akropolu ?

Jedyny powód, który mógłby powstrzymać Sokratesa przed wypiciem cykuty to sugestia, że będąc autorem pytania tylko on mógłby na nie odpowiedzieć najlepiej i najszybciej. Dałby w ten sposób swym uczniom, a pośrednio i nam, nie tylko pytanie ale też odpowiedź.

Jednak także i w tej kwestii Sokrates wykazał swoje mistrzostwo. Jego zadaniem jako filozofa było dobrze postawić pytanie. Metodologia odpowiadania była już znana i dziś jest znana. W tym celu wystarczy rozmyślać. Odpowiedź bowiem każdy zainteresowany musi uzyskać we własnym zakresie. Sokrates nie jest do tego ani potrzebny ani niezbędny. Samemu też można wybrać czy robi się to na stojąco czy chodząc.

Bowiem to "w czasie odpowiadania na pytanie powstaje owa wewnętrzna struktura człowieka", za odkrycie której Sokratesowi warto było oddać życie.

Wypijając cykutę pozostawił po sobie nieśmiertelne dzieło poszukiwania przez człowieka własnego człowieczeństwa. Nie jest ono bowiem nam dane a’priori, lecz jest zadaniem do wykonania. Zadania tego mogą podejmować się przez wieki rzesze ludzi. Część z nich miało lub ma okazję oglądać ruiny budowli, dla których dalszego oglądania oferowano Sokratesowi zaparcie się jego dzieła.

Turyści oglądający dziś ruiny tych budowli zwykle nie wiedzą dokładnie kiedy, kto i dlaczego je burzył. Wiadomo za to, że Sokratesowi nie warto było dla nich żyć ze świadomością zaparcia się siebie. A ruiny świadczą też o tym, że nie był w tym odczuciu osamotniony. Nie znalazło się bowiem wystarczająco dużo chętnych by bronić budowle przed zburzeniem czy też by podjąć się ich odbudowy.

8.06 - 12.11.2002

powalona kolumna








P.S. Sokrates „zanudzał” wszystkich naokolo dociekliwymi pytaniami, gdyż nękała go delfijska wyrocznia, że jest najmądrzejszym człowiekiem ówczesnego świata. Taka opinia go nie zadowalała i poszukiwał potwierdzenia tezy wręcz przeciwnej. Dowodem na niemożność udowodnienia takiej tezy było skazanie dociekliwego mędrca na śmierć przez rozsierdzonych rodaków. Łatwo to zrozumieć gdy weźmie się pod uwagę stopień zdenerwowania równych pomiędzy sobą w swoim przekonaniu ludzi zamęczanych pytaniami mającymi wykazać niemożliwe, czyli sfalsyfikować wyrocznię. Dopiero po latach okazało się, że był najmądrzejszym człowiekiem w ogóle całego świata. (22.05.2005)



JAK TO JEST ?

Wyjaśnienia1) dotyczące “tej części procesu” udzielone przez Przewodniczącego Council of Logistics Management zachwiały moim przekonaniem, że w CLM dokonano przełomu w logistyce i uwolniono ją od ujęcia procesowego. Okazuje się po prostu, że miało być odwołanie do “supply chain management” w definicji, a nie wypadało by były w niej dwa procesy (ten drugi to logistyka zgodnie z poprzednią definicją) i stąd “ta część” w nowej definicji.

W świetle tego klarowność nowej definicji jest porażająca. Nieznany proces (logistykę) definiuje się za pomocą jeszcze bardziej nieznanego procesu (“supply chain”), co do którego przyjmuje się jednak, że jest czymś większym niż logistyka i dlatego jest ona jego częścią. Proste. W rezultacie sformułowanie “ta część” wydaje się być najbardziej precyzyjnym fragmentem tej definicji, a “supply chain” czeka nadal na zdefiniowanie 2)

Skoro już wyraźnie wiadomo “co poeta miał na myśli”, to nie można dłużej opierać się na domysłach i trzeba rozliczyć się z domniemania odnośnie “tej części”.

Wróćmy więc na chwilę “za orkiestrę” i przyjmijmy, że nieznany do końca “supply chain” jest jednak większy od procesu logistyki i przez to zawiera ją w sobie. Mamy więc dwa procesy, które powinny czymś się różnić między sobą. Logistyka po staremu (zgodnie z definicją CLM z 1984 r.) jest procesem planowania, wdrażania i sterowania przepływem rzeczy, usług i informacji pomiędzy dostawcą a odbiorcą. Jak widać dla “supply chain process” pozostaje integrowanie logistyki z samym przepływem oraz z procesami doboru dostawcy, odbiorcy i tego co pomiędzy nimi ma płynąć, gdyż proces wyboru dostawcy i proces wyboru odbiorcy powinny się odbyć przed procesem przepływu. Również wybór tego co ma płynąć powinien odbyć się przed logistyką, a sama logistyka przed przepływem. Integracja jest zatem konieczna bo jest co integrować. Czy jednak jest to zadanie wykonalne ?

Załóżmy, że to “więcej”, co wchodziłoby w zakres “supply chain process”, nie interesuje logistyka. On ma mieć wszystko przygotowane i musi jedynie zająć się dostarczaniem. Gdyby tak stawiać sprawę, to ten kto wszystko przygotował narzucił też pewne uwarunkowania dla zrealizowania dostarczania. Po kilku próbach dostarczenia czegokolwiek wg takiego schematu okaże się, że gdyby logistyk wiedział coś więcej o dostawcy czy o odbiorcy czy choćby o towarze, to przebieg dostarczania mógłby być inny, a co ważniejsze bardziej korzystny dla zlecającego dostarczanie. Oznacza to, że logistyk nie może usunąć z obszaru swoich zainteresowań zadania identyfikacji dostawcy, odbiorcy i towaru oraz koordynowania odpowiednich procesów. Powinien zatem zajmować się zarówno “procesem logistyki” jak i “supply chain process”.

Jego celem jest to by określony odbiorca otrzymał odpowiedni towar od określonego dostawcy (razem z pozostałymi “W”3)). Może do tego odnieść się na dwa sposoby, określając albo przyczyny albo warunki. Pierwsze jest bardzo proste. Przyczyna może być albo zewnętrzna, tzn. ktoś kazał dostarczyć komuś jakiś towar, albo wewnętrzna, tzn. logistyk postanowił dostarczyć komuś jakiś towar. Jednak żadne przyczyny na nic się zdadzą jeśli nie będą spełnione warunki umożliwiające dostarczenie komuś jakiegoś towaru. Rozpoznawanie a przede wszystkim tworzenie tych warunków jest tym czemu logistyk powinien poświęcać swój czas i siły. Do istoty warunkowania należy to, że musi być w pełni określone zanim rozpocznie się faktyczne dostarczanie. Inaczej nie można uniknąć rozmaitych niespodzianek ujawniających się podczas dostarczania, ani nie można niczego gwarantować poza dobrą zabawą i dużymi emocjami, najczęściej na koszt swoich klientów.

Zasługą autorów nowej definicji jest to, że zamiast określić logistykę jako proces zawarty w innym procesie - o co w istocie im chodziło, jakkolwiek tego procesu nie można na razie zdefiniować - użyli dobrego sformułowania “ta część” odnośnie relacji do tego enigmatycznego procesu. Ma ono bowiem swoje własne znaczenie.

Otóż zawsze jest coś takiego jak “ta część”, która powoduje, że jakikolwiek proces może się odbyć. Jest to “ta część” tego procesu w takim sensie jak teoria jest “tą częścią” praktyki, jak bilet jest “tą częścią” obejrzanego filmu, jak komputer jest “tą częścią” uruchomionego programu, jak w ogólności przyczyna jest “tą częścią” skutku a warunek jest “tą częścią” działania, itp. Nie chodzi przy tym o sumowanie części by uzyskać jakąś całość, ani zawieranie się części w całości, lecz o relację zachodzącą pomiędzy całościami.

W przypadku logistyki “tą częścią” jest oczywiście człowiek, a w szczególności jego umiejętności racjonalnego myślenia i postępowania. Tym bardziej, że w świetle definicji “ta część” planuje, wdraża i steruje 4).

W taki to - prawdopodobnie niezamierzony - sposób autorzy definicji logistyki rozpoczęli nowy etap w rozwoju tej dziedziny wiedzy i działalności. Sami zaś uwikłali się na razie w poszukiwanie “supply chain process”, który w istocie jest cieniem albo śladem logistyki - przez co może się wydawać, że jest większy od logistyki a ona się w nim zawiera. Nie wątpię, że wkrótce to zauważą 5).

__________________________________________________________

1) p. "Wierność procesom"

2) "An important question is what is this thing called the "supply chain"? There are literally hundreds of definitions for this term that was created by consultants in the mid-80s. We know it's larger than logistics but no one can agree on the definition. Logistics is possibly the most important part of this broader inter-enterprise activity and that's where we can effectively do research and provide educational value. For the Council to represent SCM we'd have to define the term to everyone's agreement...that, I don't think is possible." (Joel Sutherland, President of the CLM, Transcript of Council of Logistics Management State of the Union Chat, 3.06.2002) [pogr. JO]

3) Aktualnie doliczono się w logistyce 7 "W" (od słowa "właściwy")

4) Na pytanie odnośnie definicji: "Logistics is not a person, so it can not do it, ie. "plans, implements, and controls". Do you mean, that logistics gives conditions for planning, implementing and controling, ie. conditioning these ?"
Otrzymałem 18.05.2000 odpowiedź: "There is an inference in our definition... Those who manage the logistics process "plan, emplement, and control". They do this collectively as a management team that is responsible for the logistics-related activities in any given entity (which generally means company)." (George A. Gecowets, Executive Vice President [do maja 2001, przyp. JO], Council of Logistics Management)

5) A wtedy znów będą na przedzie.

10.06.2002

P.S. Ale nie zauważyli, a nawet postanowili zmienić nazwę organizacji na CSCMP, czyli Council of Supply Chain Management Professionals. Pozostała tylko nadzieja, że za nimi nie pójdą inni. (29.08.2004)



Międzynarodowy Kongres Kół Naukowych

Inżynier XXI wieku - osobowość i profil zawodowy

pod patronatem Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej
zorganizowany przez Wydziałową Radę Samorządu Studentów WT PW
wraz z Kołem Naukowym Infrastruktury, Logistyki i Sterowania
Bęsia

"Ucz się, jak się uczyć, nie ograniczaj się do poznawania faktów" (Konfucjusz)



SYLWETKA INŻYNIERA XXI WIEKU

Wstęp

Właściwie to odpowiedzi na wyzwanie postawione w tytule Kongresu udziela jego motto sformułowane jakieś 2500 lat temu. Mimo to ciągle słychać pytanie CZEGO się uczyć by zdobyć atrakcyjny zawód a w konsekwencji równie atrakcyjną pracę. Jeśli jednak zachęta chińskiego filozofa ma być skuteczna, to oczywiste jest pytanie o sylwetkę tego KTO ma się uczyć tego JAK.

Tytuł Kongresu sugeruje, że wiek XXI wyróżnia się czymś na tyle, że wymaga specjalnego zastanowienia się nad sylwetką inżyniera. Czy tylko dlatego, że przyjdzie w nim żyć i pracować dzisiejszym studentom ? Czy też może jest coś więcej co odróżnia ten wiek od poprzednich ? Jeśli tak to jak to rozpoznać i nazwać ?

Niewątpliwie zainaugurowany niedawno wiek XXI już na zawsze pozostanie w pamięci jako ten, w którym użyto pasażerskich samolotów do taranowania biurowców. Tym samym została przekroczona kolejna – wydawałoby się nieprzekraczalna - granica tego co znaliśmy z poprzedniego wieku i wprowadzono niespotykaną dotąd formę zabijania cywilów.

W ten sposób myślenie o człowieku jako o przedmiocie, który można używać wg swego widzimisię jeszcze raz pokazało swe tragiczne oblicze. Można jednak mieć nadzieję, że ten pamiętny dzień sprawił to czego nie dokonały ani lata doświadczeń XX w. ani apele wybitnych osobistości naszych czasów. Dla wszystkich bez mała stało się jasne, że musi nastąpić przełom w sposobie widzenia roli człowieka.

To zaś oznacza, że pytanie o to kto i jak ma się uczyć jest wciąż aktualne. Tym bardziej, że dotyczy ono dzisiejszych studentów, którzy przynajmniej w sferze technicznej, będą kształtować oblicze XXI wieku. To również od nich będzie zależało jak ten wiek będą wspominać ludzie XXII wieku i następnych.

Temu jak będzie wspominany wiek XX dał ostatnio wyraz Bono z zespołu U2
i nie była to opinia zbyt pochlebna.

Dlatego przed młodymi ludźmi, których życie osobiste i zawodowe upłynie w XXI w. staje problem i zarazem zadanie do rozwiązania:

Jaką wizję swojego życia osobistego i zawodowego mogą mieć studenci,
którym przyszło żyć i pracować w XXI wieku ?

Od tego zależy odpowiedź na pytania o to czy mogą oni mieć wpływ na to by świat był inny lub czy mogą nie godzić się na to by kolejne lata obecnego wieku przynosiły eskalację tego od czego zaczął się ten wiek.

Rozwinięcie

Na wstępie poszukiwań sylwetki inżyniera zakładamy, że istnieją warunki, dzięki którym człowiek jest naprawdę wolny pod względem finansowym, fizycznym i także moralnym. Tylko bowiem przy takim założeniu można mówić zarówno o obowiązku dokonywania świadomych wyborów jak i o świadomym wyborze obowiązków. Inaczej pozostawałoby tylko ponosić często niechciane konsekwencje narzuconych sobie czyichś zobowiązań podjętych w nie swoim imieniu.

Przyjmując, że powyższe założenia zostały spełnione, może dojść do swobodnego wyboru obowiązku związanego z byciem studentem politechniki. Wyraża się to podejmowaniem decyzji, których cały ciąg każdy ze studentów doświadczył przed rozpoczęciem studiów. W efekcie jednak spełnianie postanowień stało się obowiązkiem dla podejmującego decyzje.

Zakładamy przy tym, że decyzje te dotyczyły zostania inżynierem. Miało na to wpływ wychowanie (w czym uczestniczyli rodzice, szkoła, koledzy, koleżanki, itd.) oraz zdobyte wcześniej wykształcenie. Dzięki wychowaniu, w życiu danego człowieka nigdy nie dochodzi do uchybienia znanym mu normom, tzn. wie jak postąpić w sytuacji gdy nie wie co robić. Wykształcenie zaś sprawia, że nie błądzi on przy wykonywaniu swej pracy, tzn. wie co i jak ma robić. Na tej podstawie można przystąpić do omawiania działań wynikających z bycia inżynierem, zarazem kształtujących jego sylwetkę.

  1. Punktem wyjścia dla rozważań jest zdolność człowieka do sprawnego i skutecznego działania jako inżyniera, tzn. dobrze rozumiana obrotność, pomysłowość, itp.
  2. W obrębie owej zdolności do sprawnego i skutecznego działania mieści się rozumna ostrożność oraz zręczność manualna i intelektualna.
  3. Sprawia to, że taki człowiek potrafi świadomie i rozumnie pokierować innych ludzi ku realizacji zaproponowanych i przyjętych celów. Niczego przy tym nikomu nie narzuca, działając przezornie i ostrożnie. Nikogo też nie obraża, ale nie toleruje oszustów i obiboków.
  4. Towarzyszy temu rozumne i sprawne operowanie dostępnymi rzeczami i przedmiotami tak aby mogły służyć do realizacji wytyczonych celów.
  5. Postępowanie z ludźmi w zakładzie pracy wywołuje u zatrudnionych poczucie satysfakcji tak jak gdyby praca pod kierunkiem inżyniera była swego rodzaju rozrywką i rodzajem gry. Wtedy każdy produkt będzie w odbiorze nabywcy rodzajem zabawki, której używanie będzie sprawiać mu przyjemność.
  6. To zaś sprawia, że nie tylko inżynier ale i podlegli mu pracownicy dążą do ciągłego zdobywania wiedzy zarówno podstawowej jak i specjalistycznej. Nie chcą bowiem stawać się wtórnymi analfabetami w swoim zawodzie.
  7. Prowadzi to w efekcie do swego rodzaju przebiegłości, jak gdyby “lisiej chytrości”, która decyduje o powodzeniu produktu na rynku. Sprawia mu przyjemność dogadzanie klientom, lecz bez intencji naciągania lub oszukiwania kogokolwiek.
  8. Towarzyszyć temu powinna zawodowa sprawność z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Inżynier sam z siebie chce być sprawny i dać sobie radę w rozmaitych sytuacjach. Potrafi dobrać odpowiedni materiał i wykonawców a także wprowadzać sensowne usprawnienia.
  9. Patrząc z zewnątrz na pracę inżyniera ma się wrażenie, że żongluje on rzeczami nieomal tak jak to robią cyrkowcy podczas występów. Tak jakby samo się to robiło.
  10. Posługiwanie się rzeczami i kierowanie ludzi ku obranym celom przyczynia się do tworzenia autentycznego przemysłu, z którego wszyscy mogą mieć pożytek.

tablicaWiek XXI będzie bez wątpienia okresem dalszego rozwoju cywilizacji przemysłowej. Wiadomo jednak, że jakość życia w epoce przemysłowej może być zagrożona nie tylko przez zbrodnicze pomysły wykorzystania wytworzonych środków technicznych. Zagrożeniem są także “zwykłe” awarie rozmaitych urządzeń technicznych, które w dużym stopniu mogą być skutkiem zaniedbań, nieostrożności, niefachowości itp. Ten aspekt systemów technicznych można przynajmniej próbować zminimalizować poprzez właściwe kształtowanie własnej sylwetki inżyniera.

Realizacja

decyzjaOsiągnięcie celu jakim jest zdobycie umiejętności niezbędnych do bycia inżynierem wymaga podjęcia określonych działań w sprzyjającym temu środowisku. Ich funkcję, której centrum stanowi podjęta decyzja, można przedstawić w postaci kostki ICOM najwyższego poziomu, zaczerpniętej z coraz bardziej popularnej metody IDEF0.

Rozwijanie tej kostki na kolejnych poziomach, aż do najdrobniejszych szczegółów codziennego życia, jest już zadaniem każdego studenta. Nie można przy tym oczekiwać, że ktoś inny mógłby to zrobić za kogoś.

Końcowy wynik w postaci inżyniera będzie zatem jego wyłącznym dziełem. Od innych studentów, od kadry naukowo dydaktycznej, można oczekiwać nawet daleko idącej pomocy, ale nie można spodziewać się współodpowiedzialności za bycie inżynierem.

Ta decyzja oznacza wybranie określonego obowiązku i od momentu jej podjęcia zobowiązuje moralnie do jego wypełniania.

Bycie inżynierem – w każdym wieku – to nie tylko sposób zarobkowania na życie, nie tylko obciążanie siebie wysiłkiem i odpowiedzialnością. To jest przede wszystkim wewnętrzne zobowiązanie wobec samego siebie, ponieważ robi się to dla siebie. Po co ? Po to by być człowiekiem. O alternatywie lepiej nie wspominać.

Zakończenie

Motto Kongresu nie dotyczy wyłącznie studentów. Koniecznym składnikiem studiowania są nauczyciele akademiccy. Ich zadaniem jest przekształcanie tego CO - czego sami się nauczyli - na JAK - czego nauczą się od nich studenci. Szkoła wyższa oferuje bowiem nie tyle określony produkt a określoną jakość produktu jakim są absolwenci. Bo to właśnie określonej jakości absolwentów oczekuje przemysł, a szerzej całe społeczeństwo, nie tylko w XXI wieku ale zawsze.

14, 21.10.2002
____________________________________________________________________________________________
Wygłoszone na inauguracyjnej sesji Kongresu



<= V Kongres Logistyków Polskich =>

zorganizowany przez Polskie Centrum Doradztwa Logistycznego
Warszawa, Hotel Marriott
"Decyzje w logistyce"



COŚ SIĘ ZMIENIA

Na "zasupłaną łańcuchami" i nękaną procesami krainę logistyki nadchodzi czas próby. Zbliżają się bowiem co najmniej trzy fronty niosące każdy co innego nie tylko w zakresie oferty ale też zagrożeń, nie wspominając o kataklizmach w nieco dalszej przyszłości oraz tych za granicami naszej krainy.

Jeden 1) to standardowe "mEasternE suppłanie łańcucha", którego niewątpliwą zaletą jest to, że będzie przedstawiane przez tych co robili to własnymi rękoma, a więc na jakość nie będzie miała wpływu terminologia, używana zresztą w wersji oryginalnej. Drugi 2) to klasyczne zarządzanie kosztami, czyli coś co dawniej robili księgowi. W dobie jednak rozgłaszanego kryzysu logistycy powinni wiedzieć gdzie i jak można dalej skubać koszty, aby zarząd nie musiał po zimie jechać na tańsze wakacje. Trzeci 3) front jest zupełnie zagadkowy. Po ubiegłorocznej inauguracji przynosi logistykę jako "warunkowanie dostarczania dóbr" 4), lecz o tym zjawisku poza internetem nie można nic się dowiedzieć.

Może się okazać, ze w przypadku tej trzeciej nawałnicy skutki wbrew prognozom będą dotyczyć nie tylko tych 6 % populacji logistyków uczestniczących w seminariach i konferencjach 5). Rzeczywistość ostatnimi czasy nie trzyma się prognoz i nie wiadomo na ile można im ufać. Możliwe, że tak jak już nieraz bywało trzeba będzie wybierać pomiędzy czymś od lat sprawdzonym i opisanym w krajowej i zagranicznej literaturze, a nowatorską krajową ideą nigdzie jeszcze nie sprawdzoną ani zweryfikowaną. Zasadniczym kryterium pozostaje jasność i przejrzystość opisania świata logistyki.

Spodziewanym skutkiem nadchodzącego frontu może być rozszerzenie perspektywy widzenia logistyki tak by objąć nie tylko samego logistyka ale i jego klienta. Dopiero dzięki takiej zmianie można będzie wreszcie wyjść poza granice wyznaczone przez procesy "łańcuchowe" i wąsko pojmowany interes własny.

Jak dotąd o konieczności zmiany sposobu widzenia logistyki przekonywali się niektórzy logistycy, kiedy to już po zaprognozowaniu dostaw i po niemiłosiernym obniżeniu kosztów transportu oraz wyduszeniu wszelkich możliwych rabatów, przychodziła kolej na nich w ramach redukcji (pardon zarządzania) kosztów. Gdyby ktoś mógł spojrzeć na wyniki swej działalności z perspektywy swego dotychczasowego odbiorcy, nie pozostawałoby mu nic innego jak - wzorem pewnego gospodarza [Łuk 16:2] - odpuścić w ostatniej chwili nieco swym partnerom by zasłużyć na bardziej łaskawe przyjęcie.

Tak jak nie warto było czekać na podróże międzyplanetarne by wykazać uciążliwość systemu geocentrycznego, tak też nie warto zwlekać ze zmianą sposobu widzenia logistyki aż dopiero w przyszłości będzie ewidentna wynikająca z tego przewaga. Tym bardziej, że właśnie zbliża się ku temu okazja, przy której można będzie też dowiedzieć się od promotora zmian, czy pustoszący niektóre krainy tajfun "kreatywnej księgowości" ma jakiś związek z zaproponowaną rok temu "kreatywną logistyką".

Tym razem główny nurt to "decyzje w logistyce". Niewątpliwie można będzie dowiedzieć się czegoś ważnego od tych co je podejmowali. Jednak cała kolekcja decyzji nie zda się na nic, jeśli nie będzie wiadomo kim są i co wiedzą logistycy. Dlatego przed analizą decyzji warto wiedzieć jaki model świata akceptuje podejmujący decyzje.

W zawiadomieniu o nadchodzących wydarzeniach przedstawiono jeden z takich modeli w postaci "czarnej listy wad polskich menedżerów" 6). Nie byłoby jednak rozsądne rugowanie tych wad bez zapoznania się z zestawem proponowanych w zamian zalet i bez upewnienia się, że nie są one odbiciem znanej strategii wojskowej. Polega ona na tym aby wyszkolić przeciwnika we własnej akademii by tym skuteczniej pokonać go w polu. To co jest wadą w oczach oceniającego z obcej krainy może być zaletą dla ocenianego, gdyż jak wiadomo słabości przeciwników są siłą niejednego imperium.

Inny model sygnalizuje zamieszczona na zawiadomieniu parafraza starochińskiej symboliki. Można ją interpretować tak by "nie słuchać, nie widzieć i nie mówić", gdyż sam przykład cnotliwego życia poprowadzi podległych współpracowników do wyznaczonych celów. Nie wiadomo jednak czy tak się przedstawia alternatywa dla "czarnej listy".

Front zmian zbliża się nieubłaganie i już wkrótce trzeba będzie zdecydować czy przeczekać burzę skrywając się wśród 94 % logistyków, którzy nie biorą udziału w seminariach i konferencjach, czy może wzmóc siłę raczkującego jeszcze sposobu myślenia i "aktywnie 7) skonfrontować "decyzje w logistyce" z "decyzjami logistyków".

_________________________________________________________
1) "Supply Chain Management in Central & Eastern Europe", Warsaw, 21-22 Oct. 2002.
2) "Ogólnopolskie Forum Logistyków", Warszawa, 26-27 listopad 2002
3) "V Kongres Logistyków Polskich", Warszawa, 28-29 październik 2002
4) cytat z formularza zgłoszeniowego na V-ty KLP
5) dane z formularza zgłoszeniowego na V-ty KLP
6) zamieszczona na formularzu zgłoszeniowego na V-ty KLP
7) zalecenie z formularza zgłoszeniowego na V-ty KLP

14,17.09.2002



DECYZJE LOGISTYKÓW

zaproszenieV-ty Kongres Logistyków Polskich był dobrą okazją by przekonać się, że to co robią logistycy staje się zrozumiałe dopiero w świetle nowego ujęcia logistyki. Wyraźnie to można było zauważyć podczas wykładu Pana Jarosława Szewczyka 1) pt. "Moje decyzje w logistyce". Jego zdaniem wartość pracy logistyka dla przedsiębiorstwa przejawia się w tworzeniu tzw. "formatów" by rozmaite - jak to określił - "funkcje" mogły poprzez wzajemną komunikację formułować a następnie realizować cele przedsiębiorstwa. W ten sposób logistyk działa z pozycji nadrzędnej wobec tradycyjnej hierarchii, ukazując pracownikom perspektywę wspólnych sukcesów. 2)

Możnaby to potraktować jako wyjątek gdyby nie to, że znane już jest takie ujęcie logistyki, z którego wynika własnie takie widzenie roli logistyka. Choć jest to jeden znany mi przykład, to - dzięki teorii – symbolizuje on cel do jakiego powinni dążyć inni logistycy. Oczywiście nie dlatego, że taka jest teoria, tylko dlatego, że taki sposób postępowania daje im większe możliwości działania z sukcesem. Bo o sposobie osiągania sukcesu mówił prelegent.

Takie widzenie własnej roli wymaga nie tylko opanowania określonych umiejętności ale także - a może przede wszystkim - kształtowania w sobie odpowiednich cech osobowych. Zatem logistyka rozumiana jako warunkowanie dostarczania dóbr - będąc adekwatnym wyrazem codziennej praktyki logistycznej - może stać się programem na życie nie tylko zawodowe 3).

Tym samym już nie trzeba się dopytywać - tak jak to było przed rokiem - gdzie i jak powstaje logistyka, bo jest to oczywiste. Nie ma innej logistyki niż ta, która powstaje w wyniku decyzji logistyków. To oni ją tworzą i bez ich udziału będą co najwyżej procesy.

Dzięki tej zbieżności widzenia logistyki w praktyce i teorii można mieć nadzieję, że logistyka będzie rozwijać się w sercach, umysłach, wyobraźni a także uczuciach logistyków. Owocem tego będą zadowoleni klienci oraz logistycy świadomi tego, że dobrze wybrali swoją drogę życiową.

_________________________________________________________
1) Frito Lay Polska

2) O tym jak wiele jest do zrobienia może świadczyć to, że propozycja podobnego usytuowania roli logistyka przedstawiona na kwietniowym Forum Młodej Logistyki spotkała się z żywiołowym protestem studentów logistyki z różnych uczelni.

3) Prelegent także podczas wykładu dał wyraz postawie "Nie jest dobrze gdy ...".

29.10.2002, 5.11.2002, 2.02.2003

P.S.1. Podobnie o roli logistyka mówią inni. "Powinien [logistyk] być wysoko umocowany w kierownictwie firmy.", Danuta Kisperska-Moroń, "W poszukiwaniu lepszych wzorów", CXO, 2/2003 (4.02.2003)

P.S.2. W trzech miejscach (PCDL; SIL; "Spedycja, Transport, Logistyka", nr 12/2002) znalazłem sprawozdania z V-go Kongresu Logistyków Polskich. W każdym jednobrzmiąco stwierdzono, że "Sukcesem tegorocznego spotkania jest fakt, że definicja logistyki wyartykułowana podczas ubiegłorocznego kongresu znalazła potwierdzenie w wystąpieniach praktyków". W żadnym z nich autorzy nie podali jednak komu udało się takie wyartykułowanie, które uczestnicy IV-go Kongresu uznali w dyskusji za wcześniej im nieznane.(26.03.2003)




III Międzynarodowe Targi Zarządzania i Logistyki - LOGISTYKA 2002

zorganizowane przez Zarząd Targów Warszawskich
Biuro Reklamy S.A.
Warszawskie Centrum EXPO XXI, Warszawa, ul. Prądzyńskiego 12/14



DZIEŃ STUDENCKI

Kolejny już raz Studenckie Koło Logistyki Stosowanej z Wydziału Transportu PW współpracowało przy realizacji programu towarzyszacego targom logistycznym. Choć skromny w formie ale odbył się tzw. "dzień studencki" na targach. Zorganizowany przez studentów - w udostępnionej im przez organizatorów sali konferencyjnej - dla studentów.

Tym razem były to - zorganizowane ad hoc - dwa wykłady przedstawicieli firm projektowych z dziedziny logistyki oraz wyjazd do centrum logistycznego. Zaprezentowały się firmy Swisslog i Logifact. Pierwsza przedstawiła studentom swe doświadczenia w realizacji całej gamy systemów logistycznych, w których wykorzystuje się różne urządzenia przenośnikowe oraz automaty stacjonarne i ruchome. Druga przedstawiła procedurę projektowania systemu sterowania dla systemów logistycznych, zilustrowaną przykładem ostatnio realizowanego projektu.

Po wykładach miała się odbyć dyskusja na temat "Mój pomysł na logistykę". Dobrym wprowadzeniem do zamierzonej dyskusji mogło być przesłanie firmy Swisslog, która swą misję pojmuje w zastępowaniu automatami ludzi w systemach logistycznych. Stanowią oni bowiem tzw. "najsłabsze ogniwo" tych systemów. W dyskusji można byłoby próbować bronić tezę przeciwną, że człowiek jest właśnie "najsilniejszym ogniwem" systemu logistycznego. Bez twórczej myśli człowieka żaden system by nie powstał ani nie mógłby działać. Jednak termin odjazdu autokaru do centrum logistycznego1) wymusił zaniechanie dyskusji i odłożenie jej na bardziej sprzyjającą okazję.

Na terenie centrum odbyło się spotkanie z jedną z firm2), która jako operator logistyczny wynajmuje na terenie parku pomieszczenia magazynowe i infrastrukturę. Druga z umówionych firm nie zdążyła sie przygotować.

Dyrektor handlowy firmy Jacek Kapica przedstawił historię rozwoju przedsiębiorstwa i kolejne etapy poszerzania zakresu jego działania. Ale najważniejsze były koncepcja logistyczna firmy oraz osiągnięcia operatora w kształtowaniu profilu swojego działania i relacji z klientami.

Dla studentów mógł to być przykład teorii realizowanej w praktyce. Swą rolę operator postrzega w oferowaniu klientowi elastyczności i integracji usług na trasie towaru od dostawcy do odbiorcy. Tej roli zazdrośnie strzeże, ale tak by klient na tym korzystał.

Przy okazji studenci mogli dowiedzieć się o stosowanym podziale funkcji. Logistykiem nazywa się tego kto tworzy projekt w kontakcie z klientem. Realizacją zaś zajmują się fachowcy od transportu, magazynowania, obsługi celnej, itp.

Elastyczność i integracja powstają już na etapie projektu. Klientowi nie narzuca się zbędnych ograniczeń dopóki pozostaje się w ramach wzajemnych korzyści. Klient płaci za to co wykorzysta. Do tego stopnia, że można renegocjować ceny w trakcie realizacji kontraktu.

Taka koncepcja logistyczna oznacza, że środki dobierane są odpowiednio do potrzeb i wymagań klientów. Dlatego firma rozwijała się dotychczas poprzez przejmowanie firm transportowych lub magazynowych z określonym doświadczeniem. Zobowiązuje to do stosowania zasad czystej gry na każdym polu, zarówno wobec klienta jak i współpracowników, by zagwarantować utrzymanie dużego zaangażowania personelu i wysokiej jakości usług.

Po prezentacji była długa seria pytań uściślających i pogłębiających jej tematyke. Na zakończenie obejrzano magazyn z rampą kolejową. W magazynie nie było regałów, gdyż do obsługi dotychczasowych klientów nie były potrzebne.

Tak, że dopiero pod wieczór można było opuścić gościnne pomieszczenia operatora logistycznego. "Dzień studencki" zakończył sie spotkaniem w klubie, do którego dotarli tylko ci co nie musieli wcześniej odjechać do domu pociągami.

Staje się tradycją, że koło naukowe podejmuje się funkcji gospodarza, który przybywającym na targi studentom proponuje imprezy towarzyszące. Rodzi się ona przy innej nowej tradycji, by przy okazji targów czy konferencji organizować imprezy adresowane wyraźnie do studentów logistycznych kierunków studiów.

Studenci zwykle uczestniczą w imprezach logistycznych na specjalnych prawach. Organizatorzy tych imprez oraz wystawcy widzą w nich nie tylko potencjalnych klientów czy przyszłych odbiorców oferowanych usług. Może spodziewają się po nich roli przyszłych pracodawców, we właściwym sensie tego słowa. Od dzisiejszych studentów logistyki należy bowiem oczekiwać w przyszłości wiedzy o tym co ma być zrobione i co należy zrobić, a nie tylko umiejętności "twórczego wykonywania poleceń". To oni powinni wnosić do zastanego świata niezgodę na to co choć jest, to powinno należeć do przeszłości, a proponować to co powinno być.

_________________________________________________________
1) Millenium Logistic Park w Pruszkowie
2) JAS-FBG S.A.

28.11, 27.12.2002



Konferencja “Przedsiębiorczość - sposób na Twój sukces”

zorganizowana przez:
Koło Przedsiębiorczości i Innowacyjności PW
Koło Naukowe "Tygryski" Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. L. Koźmińskiego
Samorząd Studentów PW
Politechnika Warszawska



POWRÓT DO INNOWACYJNOŚCI

W czasie Konferencji właściwie wszystkie ważne sprawy zostały w większym lub mniejszym stopniu poruszone. Wypowiadali się ludzie, którzy wiedzą na czym polega przedsiębiorczość i innowacyjność, którzy wiedzą jak ją osiągnąć, a także ci którzy już to osiągnęli i realizują w praktyce. Wyciągnięto też słuszny wniosek, że najważniejszy jest odpowiedni pomysł, który staje się busolą na dalsze życie zawodowe. Wiadomości takie powinny być bezcenne dla studentów, a przysłuchiwanie się dyskusjom pomiędzy znawcami może dać wiele do myślenia.

Jednak udział studentów w ożywionych dyskusjach toczonych w czasie konferencji można uznać za zbyt nikły. To by wskazywało na istnienie jeszcze dość licznej grupy studentów, którzy nie tylko nie mają firm ani pomysłów ani też nie wiedzą od czego zacząć. Można przyjąć, że to właśnie oni stanowili dość liczną grupę uczestników Konferencji. Ze zrozumiałych względów nie tylko mają opory przed wzięciem udziału w dyskusji ale mogą nawet nie wiedzieć o co pytać.

Pozostaje jeszcze kwestia czasu i miejsca. dalej >>>

5,6.12.2002



<= VI Konferencja Logistyki Stosowanej =>

zorganizowana przez:
Instytut AutomatykiPolitechniki Krakowskiej
Katedra Analizy Ekonomicznej i Logistyki Politechniki Czstochowskiej
Katedra Logistyki Technicznego Uniwersytetu Clausthal (Niemcy)
CID Ltd Sp. z o.o.Kraków
Zakopane, Hotel HALNY



MIT MRP



BYĆ LOGISTYKIEM

Organizatorzy i uczestnicy ostatniej w danym roku konferencji logistycznej mogą czuć się obdarowani przez los możliwością powiedzenia w tej dziedzinie "ostatniego słowa". Za ten luksus należałoby jednak odpłacić się choćby próbą jakiegoś podsumowania, z którego wynikałyby jakieś przesłanki na przyszłość.

Czas od poprzedniej konferencji minął bardzo szybko przynosząc wiele znaczących wydarzeń. W ciągu tego roku odbyło się w różnych jego okresach wiele imprez poświęconych logistyce. Ich znaczenie oceni nie tylko historia, ale głownie uczestnicy. Coraz częściej poszukują oni na nich nie tylko nowych wiadomości z interesującej ich dziedziny ale także zastanawiają się nad pożytkiem jaki płynie dla nich z udziału w tych imprezach.

To, że są jeszcze jacyś uczestnicy wskazuje przynajmniej na to, że odpowiedź negatywna nie została przez wszystkich znaleziona. Ale i odpowiedź pozytywna znajduje coraz mniej zwolenników, przez co o frekwencję coraz trudniej.

Podjęcie a'priori decyzji o nieuczestniczeniu w jakiejś konferencji jest w pewnym sensie coraz łatwiejsze ze względu na ich koszt coraz więcej znaczący w budżecie instytucji delegującej uczestnika. Ci co decydują się na taki wydatek mają do wyboru kilka rozmaitych imprez. Oczekują przy tym jakiegoś zwrotu z poczynionej inwestycji, a w trudnych czasach zwrot taki powinni być jak najszybszy i oczywisty. Ze zrozumiałych względów nie może on być uzyskany bez uczestniczenia w imprezie. Zarazem jednak po tak uzyskanej negatywnej ocenie pożytków z takiego udziału nie można już wycofać poniesionych nakładów finansowych, czasowych, ani emocjonalnych. Ryzyko jest więc znaczne.

W tych warunkach nawet konferencje muszą być traktowane jako towar oferowany określonym klientom. Zgodnie z logistyką koncepcja tego kto jest klientem oraz czym jest dla niego dostarczany towar musi poprzedzić wszelkie czynności zmierzające do dostarczenia tego towaru. "Towar" oferowany w formie konferencji powinien zaś być taki, że dla jego uzyskania klient poświęci swój czas i pieniądze, a do tego wszystkiego będzie z niego zadowolony i taką opinię podzieli wraz z odpowiednio dużą grupą osób.

Pierwszy – można powiedzieć klasyczny – wariant "towaru" to tzw. "ciekawy człowiek", czyli ktoś kto swymi dotychczasowymi osiągnięciami stanowi magnes przyciągający słuchaczy na spotkanie z nim, niezależnie od tego co mówi.

Drugi wariant to "ciekawy temat", którego omówieniu warto się przysłuchiwać i nad którym warto dyskutować, niezależnie od tego z kim.

Trzeci wariant to "ciekawa dziedzina", której warto poświęcić czas by zapoznać się ze sposobem jej uprawiania przez uczestników konferencji, niezależnie od tego kim oni są.

Te trzy grupy motywów mogą skłonić do przybycia tych uczestników, którzy chcą biernie uczestniczyć w konferencji i gotowi są poświęcić na to niezbędne środki. Taki udział ma swój urok, gdyż przysłuchiwanie się toczonym "na żywo" dyskusjom - w trakcie obrad i spotkań kuluarowych - może być impulsem i inspiracją do własnych przemyśleń. Każdy rodzaj udziału wymaga przy tym innego przygotowania wewnętrznego by móc skorzystać z oferowanego na konferencjach "towaru".

Są też motywy skłaniające do czynnego udziału w konferencji, bez czego konferencje nie miałyby sensu. Może to być "ciekawy pomysł" z czym wiąże się chęć przedstawienia jakiegoś rozwiązania i poddania go osądowi grupy uczestników. Inną formą czynnego udziału może być "ciekawy wytwór", czyli uporządkowane przedstawienie jakiegoś tematu związanego - czasem nawet bardzo luźno - z dziedziną wiedzy, jakiej jest poświęcona konferencja i zainicjowanie dyskusji wśród fachowców.

Można zauważyć, że są to klasyczne już dziś motywacje dla uczestniczenia w konferencji. Wszystkie one odwołują się do jakiejś formy ciekawości, czy to świata zewnętrznego (ciekawość innych) czy wewnętrznego (ciekawość samego siebie). Wykraczają przy tym poza oczywistą przyjemność pobytu w atrakcyjnym otoczeniu, lub zaliczenia kolejnej pozycji w dorobku pracownika naukowego.

Ciekawość jako powód, dla którego wielu ludzi podejmuje wysiłek nie tylko uczestniczenia ale także organizowania konferencji, może być bardzo zwodnicza, by na niej bazować. Tym bardziej, że ostatnie lata mogą sugerować wyczerpywanie się u potencjalnych uczestników pokładów "ciekawości" eksploatowanej przez zastępy organizatorów. Ponadto w świadomości społecznej jest nią wybrukowana niejedna droga prowadząca na manowce.

Tak samo jednak jak nie można oczekiwać, że wszyscy będą uczestniczyć we wszystkich konferencjach, tak nie można się łudzić, że powiodą się zakusy by przechwycić wszystkich uczestników na jednej konferencji. Nie można oczekiwać, że ktoś wpadnie na taki pomysł skomponowania 5-ciu wymienionych "ciekawości", który przyciągnie wszystkich potencjalnych uczestników na jedną konferencję. Można nawet z góry przyjąć, że takie próby są skazane na niepowodzenie, dopóki uczestnicy konferencji nie mogą być zmuszeni lub zwiedzeni do udziału za pomocą argumentów pozamerytorycznych.

Na tym tle można przypuszczać, że w trakcie VI-tej Konferencji Logistyki Stosowanej podjęto próbę przełamania bariery, przed którą stanęła nie tylko ta konferencja. Przyczynkiem do tego mógł być referat, w którym Prof. Oziemski1) przedstawił perspektywę "bytu duchowego", którą trzeba uwzględnić przy wszelkich projektach inżynierskich i o którego samorealizację należy się troszczyć.

Następnie po wielu różnej jakości referatach i pasjonujących dyskusjach, odbyła się tradycyjna "dyskusja okrągłego stołu". W jej trakcie Prof. Bukowski wskazał na moralną odpowiedzialności jednych uczestników wobec innych uczestników konferencji, zarówno w kwestii przygotowania referatu, jego wygłoszenia jak i wysłuchania i skomentowania.

To tak jakby wejść na nowy etap, a uczucie ulgi zdaje sie sugerować, że jest to zmiana dawno wyczekiwana. Jakby kończyła się epoka przyjemności i ciekawości a zaczynała się wewnętrzna odpowiedzialność za skutki własnego udziału we wspólnym przedsięwzięciu.

Postulat ten wykracza daleko poza zwykłe domaganie się by to co się przedstawia na konferencji było logiczne i miało jakiekolwiek znaczenie. To się rozumiało samo przez się gdyż zarówno naukowcy jak i praktycy wiedzą jakie znaczenie ma to co ich ciekawi. Dzięki temu mogą nie dać się zwieść chwilowym nowinkom i ciekawostkom. Sprawność rozpoznawania znaczeń będąca wynikiem kształcenia mieści się w ich dobrze rozumianym interesie.

Moralny obowiązek to coś więcej przez to, że nie może być nadany ani narzucony z zewnątrz w ramach kształcenia. Jest on nadawany sobie przez samego siebie. Towarzyszy temu świadomość przekraczania tych ograniczeń i tych uświadomień, które nabywamy prawie bezwiednie od urodzenia. Świadomość bycia kimś więcej niż tylko "bytem materialnym" pozwala formułować postulaty wydające się nie do spełnienia w naszej ziemskiej kondycji. A jednak skoro są formułowane to są także możliwe do spełnienia.

Wymaga to tylko rozpoczęcia kolejnej fazy własnego rozwoju. Nie wystarczy ciekawość tego co robią inni i co robi się samemu. Nie wystarczy umiejętność rozpoznawania znaczenia tego co się dowiaduje i delektowanie się własną przewagą lub borykanie się doznaną porażką. Przed uczestnikami konferencji stawia się wymaganie by doszukiwali się sensu tego co robią sami i co obserwują u innych. By za każdym razem dokonywać refleksji nad tym w czym się uczestniczy w kategoriach tego "wewnętrznego siebie", który poprzez życie ma się samorealizować.

Staje się to nowym motywem do tego by już od początku Nowego Roku gromadzić fundusze na udział w kolejnym spotkaniu miłośników logistyki. Już teraz nie tylko warto się w niej zakochać by ją poznawać i podziwiać. Wiadomo bowiem, że można przy tym wewnętrznie wzrastać i stawać się coraz bardziej jej godnym.

_________________________________________________________
1) Oziemski Stanisław: "Koncepcja Metodyki pozwalającej na integrację logistycznych systemów technicznych i zarządzania", VI Konferencja Logistyki Stosowanej, Zakopane 2002

25.12.2002

P.S. Na zmodyfikowanym portalu PCDL w dziale "POLEMIKI" Jacek Samsel przedstawił w dyskusji piękny opis bycia logistykiem, zbieżny z prezentowaną tu wizją logistyki. (16.01.2004)



2001 r. <= ciąg dalszy => 2003 r.