©   Józef Okulewicz

znaczek

Imprezy



Treść 2003:
    * Logistyka elementem     * Wspólne poszukiwanie     * Na Forum     * Złota rybka     * Pożyteczne Forum     * O specyfice zarządzania logistycznego     * Poszukiwanie wzorca     * Myśl przewodnia     * Kongresowe owoce
    * Kolejne etapy     * Wyjść poza horyzont     * Przełom w logistyce     * Praktycy z teoretykami     * Przeniesiony
    * Odwołany     * Przywrócony
    * Ta część     * Powrót z Konferencji



I Logistykon Wrocławski

zorganizowany z inicjatywy Naukowego Koła Logistyków Akademii Ekonomicznej im. Oskara Langego
Wrocław
"Logistyka elementem przewagi konkurencyjnej firm"



LOGISTYKA ELEMENTEM

Trwające wciąż poszukiwania logistyki przynoszą rozmaite efekty. Niektóre z nich są ważne przez to, że są dziełem studentów. W ich przypadku dzieje się to bowiem w takim wyjątkowym i niepowtarzalnym okresie życia, kiedy można przeżywać radości z samodzielnego odkrywania tego co już zapisano w podręcznikach. Jest ważne by jak najwięcej młodych adeptów nauki doświadczyło związanych z tym emocji, bo dzięki temu łatwiej im będzie w przyszłości odkryć coś naprawdę nowego.

Ta zdolność odkrywania nieznanego - choćby wszyscy naokoło już to znali - jest najważniejszym wyposażeniem przyszłych "oficerów" nauki i przemysłu. W czasach, w których przyjdzie im toczyć swe "boje", wszystko wokół zmienia się zbyt szybko i sytuacje wymagające nowatorskich odkryć stają się "chlebem powszednim".

Dobrym miejscem dla takich przygotowań są konferencje organizowane przez studentów. Można je bowiem przyrównać do wojskowych manewrów, na których można sprawdzać swe umiejętności, w warunkach zbliżonych do "bojowych". O przygotowaniu zaś "wojsk" świadczy też to co wypisuje się na "sztandarach". Tym razem można na nim przeczytać "Logistyka elementem przewagi konkurencyjnej firm". Czego zatem może się spodziewać na tej podstawie stojąca naprzeciw "armia" przyszłych szefów i współpracowników ?

Przewagę konkurencyjną można traktować jako czasową relację pomiędzy konkurującymi firmami. Specyfiką tej relacji jest to, że składa się z elementów. Jednym z nich jest logistyka.

Jeśli elementem relacji jest inna relacja, to należałoby podać jej argumenty, czyli części składowe logistyki. Dlatego prościej przyjąć, że logistyka jest dodatkowym argumentem relacji przewagi konkurencyjnej, oprócz poszczególnych firm.

W kategoriach czasowych przewaga ujawnia się dopiero w trakcie funkcjonowania firm na przyjętym obszarze konkurowania. Zatem logistyka może pojawić się wraz z przewagą bądź być skutkiem tej przewagi. Byłby to rodzaj warunku koniecznego: "jeśli przewaga to logistyka". Jednak zajmowanie się tak rozumianą logistyką, ma charakter badań historycznych o nieznanej przydatności dla przyszłych przedsięwzięć.

Z tego względu można potraktować przewagę konkurencyjną jako stałe wyposażenie firm. Każda z firm może takie wyposażenie przygotowywać we własnym zakresie, przygotowując się do konkurowania. Składa się ono z elementów. Jednym z nich jest logistyka.

Zanim jednak firmy nie staną na "utwardzonym placu", to trudno mówić o przewadze którejś z nich. W takim ujęciu logistyka byłaby raczej elementem gwarantującym przewagę konkurencyjną w przyszłym "starciu". Mógłby to być rodzaj warunku dostatecznego: "jeśli logistyka to przewaga". Wiązałby się z tym istotny problem, że przewagę ma uzyskać tylko jedna z firm, mimo że wszystkie mają na "wyposażeniu" gwaranta, czyli logistykę.

Innym rozwiązaniem byłoby potraktowanie przewagi konkurencyjnej jako szczególnej sytuacji występującej przy zaspokajaniu potrzeb podczas stosowania logistyki. Jednak wtedy logistyka nie mogłaby być elementem. Ale tego już na "sztandarze" nie ma.

Można mieć nadzieję, że I-szy Logistykon Wrocławski umożliwi poznanie logistyki w jej powiązaniach z innymi elementami przewagi konkurencyjnej.

7.03.2003



WSPÓLNE POSZUKIWANIE

Studencka konferencja logistyczna organizowana przez studentów to dla organizatorów bez wątpienia ogromny wysiłek. Po pierwsze wymyślić atrakcyjny temat, który przyciągnie studentów z innych uczelni. Po drugie znaleźć sponsorów i przekonać ich do hojności. Po trzecie przekonać kolegów by poświęcili dni i noce - ryzykując słabsze stopnie na zaliczeniach czy egzaminach - na rzecz pomysłu kolegi ze studiów. Na koniec przekonać samego siebie, że wszystko to warto zrobić.

W efekcie podjętego wysiłku zyskują jednak doświadczenie najwyższej klasy, bo dokonują w pełni samodzielnego przekształcenia "sytuacji bez konferencji" w "sytuację z konferencją". Jak tylko wejdą w samodzielne życie zawodowe przekonają się jak bezcenne jest to doświadczenie. Szczególnie jeśli postanowią zostać logistykami.

Może nieco mniej korzystają wygłaszający referaty, bo w pewnym sensie przyjeżdżają na gotowe. Dla nich jednak ogromnie stresującym wysiłkiem jest obmyślenie tematu wystąpienia, opracowanie materiałów, przygotowanie prezentacji, no i sama prezentacja przed zgromadzoną publicznością. Na przeżywaną tremę nie ma wpływu to, że jest to publiczność z definicji życzliwa. Korzyści z takiej prezentacji przydadzą się jednak już podczas obrony pracy dyplomowej a potem podczas rozmów kwalifikacyjnych.

Czy jednak student wygłaszający referat przed innymi studentami może poczytywać za sukces to, że dyskusja po referacie trwała przepisowe 5 min, choć nie zadawano pytań a myśli uczestników zaprzątało zastanawianie się czy nie wystygnie obiecana przez organizatorów kawa na przerwie ?
Taki sukces można porównać do "optymalnego" rozwiązania stosowanego przez "prawdziwych" naukowców, zaliczających publikację referatu w materiałach konferencyjnych bez wygłaszania go.
W swoim dobrze rozumianym interesie studenci powinni wypracować własne kryteria sukcesu organizowanych przez siebie konferencji.

Najmniej chyba korzystają bierni uczestnicy. Ponoszą przy tym spory wysiłek związany z przekładaniem innych zajęć uczelnianych, jak również z długotrwałą jazdą najtańszym pociągiem, przez co tracą nieraz ciekawe wystąpienia. Jednak niewymierne korzyści związane z poznaniem nowego środowiska, poszerzeniem horyzontów widzenia świata będą w przyszłości owocować, często w niespodziewanych okolicznościach.

Mimo tej zróżnicowanej hierarchii korzyści i nakładów, zorganizowanie i udział w studenckiej konferencji jest pożyteczny dla studentów. Takie inicjatywy powinny być wspierane przez wszystkich możliwych zainteresowanych. Jedyne nad czym można się zastanawiać to zwiększenie korzyści, bo kosztów – także tych nie wymienionych - zapewne nie da się obniżyć.

Sama forma takiej studenckiej konferencji wydawałaby się oczywista. Pod skrzydłami uczelni powinno być to coś co robią "prawdziwi" naukowcy. Oni zaś dzielą się swoimi przemyśleniami lub dokonaniami wygłaszając referaty.

Dla naukowców korzyść z wygłaszania referatu jest oczywista, a przy tym uświęcona wielowiekową tradycją. Do tradycji też należy wnoszenie opłaty konferencyjnej, zarówno za udział jak i za możliwość wygłoszenia referatu. Jak dotąd nie stanowiło to bariery, gdyż opłatę wnoszą uczelnie zatrudniające naukowców.

Ostatnimi jednak czasy budżety uczelni są skromniejsze, do czego doszła likwidacja ulgowych biletów kolejowych dla naukowców. Na skutek tego aktywność konferencyjna nieco zmalała. Sponsorów konferencji też trudno znaleźć, gdyż bezpośrednie przełożenie rozważań naukowych na wyniki produkcyjne nie zawsze jest oczywiste.

Podobne trudności mają studenci pragnący naśladować swych nauczycieli. Czy dysponują jakimiś atutami dzięki którym mogą dokonać tego co z trudem udaje się naukowcom ?

Pierwszym atutem jest uczelniana oferta, która skłania do poszukiwania niestandardowych form zdobywania wiedzy. Przez dziesięciolecia była ona gwarancją pozycji społecznej w ramach sztucznie podtrzymywanej struktury. Gdyby uczelnia nadal gwarantowała sukces zawodowy na podstawie swej standardowej oferty, to studenckie konferencje możnaby traktować jako fanaberie i "szykanować" organizatorów przez np. domaganie się opłat za wynajmowanie sal dydaktycznych.1) Jednak takiej gwarancji żadna uczelnia już nie udziela, tak jak niczego nie gwarantują poszczególne przedmioty, które studenci muszą zaliczać. Dlatego studenckie pomysły na wykorzystanie zasobów uczelni powinny być traktowane jako kontynuacja statutowych działań dydaktycznych a nie biznesowych. Nawet jeśli będą realizowane poza strukturami uczelni dla uwolnienia się od jej biurokratycznego balastu.

Drugi atut jest taki, że studenci nie muszą naśladować formy konferencji naukowych. Wprawdzie na uczelni może oczekiwanoby od potencjalnych naukowców ćwiczenia się w tym co będą w przyszłości robić w ramach zawodu naukowca. Lecz nie wszyscy studenci chcą być naukowcami, więc w tej kwestii powinien przeważyć interes własny wszystkich studentów. Tym bardziej, że uczelnie nie podejmują się finansowania konferencji studenckich, poza może opłatą za bilety (i to te najtańsze). Jeśli więc koszty mają ponosić sponsorzy spoza uczelni - z najszerzej rozumianego przemysłu - to konferencje powinny służyć również ich interesom. Przemysł zaś nie oczekuje sprawności w wygłaszaniu referatów, poza nabywaną przy tej okazji odwagą i umiejętnością przezwyciężania stresu. Tego jednak można się szybko nauczyć już po pierwszej przegranej rozmowie kwalifikacyjnej.

Konferencje studenckie nie muszą być zatem organizowane po to by naśladować “prawdziwą naukę”. Są one wynikiem naturalnego człowiekowi poszukiwania źródeł wiedzy i inspiracji do własnego doskonalenia się w obranym zawodzie. Dlatego też zdarzające się niepowodzenia w naśladowaniu nie zniechęcą studentów, bo nie ono było ich celem. Aby jednak włożony wysiłek i koszty poniesione przez sponsorów przyniosły zadowalające wyniki musi nastąpić zmiana formuły studenckich spotkań naukowych.

Trudno z góry określić jaki będzie wynik uruchomienia studenckiej fantazji i roztropności. Wyzwaniem są założenia jakie można sformułować na podstawie obserwowanych doświadczeń.

Spotkanie powinno być na tyle atrakcyjne, by skłaniało do udziału studentów z różnych uczelni o pokrewnym kierunku kształcenia. Dzięki temu impreza nabierze charakteru ogólnokrajowego, a może i międzynarodowego. Spotkania takie powinny być w pełni finansowane przez sponsorów spoza uczelni. Uczestniczący studenci mogą co najwyżej ponosić koszty dojazdu. Uczelnia powinna wspierać takie spotkania przez udostępnianie swych zasobów, w tym także intelektualnych. Dla nauczycieli powinno to być przedłużenie ich aktywności dydaktycznej z tym, że tym razem na zasadach określonych przez studentów. Spoiwem powinna być nośna nazwa spotkania, która dawałaby otwarte pole dla najrozmaitszych inicjatyw i form działania.

Wynik takiego spotkania studentów powinien być tej miary by stanowił swoiste wynagrodzenie za włożony trud i poniesione koszty. Wszystkich powinno łączyć przekonanie, że uczestniczyli lub przyczynili się do czegoś co pozostawia niezatarty ślad w pamięci, stanowiąc swego rodzaju "kamień milowy" na drodze rozwoju i kształtowania młodych adeptów logistyki. Z oczywistych względów nie mogą to być tomy materiałów konferencyjnych, do których będą zaglądać przez lata pokolenia studentów. Organizatorzy muszą brać pod uwagę to, że student - na podobieństwo motyla - przychodzi na uczelnię, rozkwita i odlatuje. Interesuje go tylko to co może wziąć ze sobą i podzielić się z innymi.2) Oczekuje nie tylko wiedzy i umiejętności ale także doświadczania przeżyć emocjonalnych czy estetycznych, przemian osobowości, rozpraw intelektualnych, odkrywania w sobie powstającego specjalisty w obranej przez siebie dziedzinie.

Organizatorzy studenckich konferencji stają więc wobec wyjątkowo poważnych wyzwań i oczekiwań. Interes własny ma się sprząc z interesem tak uczestników jak i sponsorów. Działanie w takich uwarunkowaniach powinno więc skłaniać do współdziałania z tymi, którzy na swój sposób - organizując czy to kongresy czy konferencje - poszukują tego samego, tj. form wspólnego poznawania logistyki.

Obserwując zaangażowanie z jakim organizatorzy i uczestnicy przeżywają I-szy Logistykon Wrocławski, można mieć nadzieję, że rozwinie się on w imprezę o ponadlokalnym zakresie i znaczeniu.

_________________________________________________________

1) Czasami interwencja JM Rektora może skłonić władze administracyjne uczelni do zwolnienia studentów z opłaty za wynajęcie sali dydaktycznej na potrzeby organizowanej konferencji.

2) W sytuacji patologicznej może to być wyposażenie sali wykładowej lub komputerowej albo nawet uczelnianej łazienki.

31.03.2003

P.S. Do czasu II-go Logistykonu powyższe uwagi nie zostały w żadnej formie skomentowane przez organizatorów. Można więc przypuszczać, że znaleźli oni lepszą receptę na sukces kolejnych edycji imprezy. (19.04.2004)



<= II Forum Młodej Logistyki =>

zorganizowane przez Studenckie Koło Logistyki Stosowanej
Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej
w ramach targów "Logistyka 2003" - "Ekotransport 2003"
4 - 5 czerwca 2003
Warszawa - Pałac Kultury i Nauki



Jarosław Szewczyk

LOGISTYKA -
SZTUKA SPRAWNEJ KOMUNIKACJI
I EFEKTYWNEGO PLANOWANIA



Fotorelacja z Forum



NA FORUM

Forum Młodej Logistyki - oryginalny pomysł studentów ze Studenckiego Koła Logistyki Stosowanej - ciągle jest w fazie kształtowania formuły tych spotkań. Choć na razie jest dziełem jednego Kola naukowego, to ideałem byłoby gdyby jego współtwórcami było kilka Kół. Byłby to wtedy poligon dla ćwiczenia współpracy odrębnych podmiotów. Również powinien być zweryfikowany - wynikający z analizy tego co robią inni - wyraźny podział na tych, którzy mówią i którzy słuchają. Biorąc jednak pod uwagę ogrom pracy jaki mieli do wykonania studenci, to tym razem znakomicie udało im się dobrać uczestników obu stron sali konferencyjnej.

Po jednej stronie zgromadzono bowiem innowatorów zarówno myśli logistycznej jak i sposobu jej realizowania. Po drugiej zaś zjechali się studenci z wielu ośrodków akademickich. Ukoronowaniem wysiłku organizatorów była wyprawa na front realizowania logistyki, aby temu jak to się robi przyjrzeć się z bliska. W sumie był to kolejny ważny krok na drodze samodzielnego poznawania logistyki, czyli to co jest esencją bycia studentem.

Forum - przez wszystkie fazy od pomysłu do finału - jest imprezą w pełni studencką. Najłatwiej wtedy przeżyć to czym jest logistyka, a czego nie zapewni żadna wiedza książkowa. Nie dziwi zatem dominujące w działaniach studenckich, poszukiwanie kontaktu z praktycznymi realiami tego zawodu.

Kłopot zaś jaki mają studenci logistyki - który skłania ich do organizowania i do uczestniczenia w takich i podobnych imprezach - jest specyficzny i trudny do usunięcia. Będąc pod presją rynkowego zapotrzebowania na ludzi o tej specjalności, poznają dziedzinę, o której nie wiadomo czym jest. Z dowolnego bowiem podręcznika logistyki dowiadują się na początek, że jest wiele definicji logistyki. Co więcej definicje te na tyle różnią między sobą, że nie można wybrać tej z nich, która najlepiej opisuje przedmiot ich dociekań. Wszystkie one w jakimś stopniu odnoszą się do tego co robią ludzie zaangażowani w dostarczanie towarów, ale nie można stwierdzić, że logistyka jest sumą tych wszystkich możliwych określeń.

Trudno ocenić w jakim stopniu studenckie spotkanie na II-gim Forum Młodej Logistyki przyczyniło się do uporządkowania i wzbogacenia ich wiedzy o logistyce. Na podstawie sposobu wybrania tematyki prezentacji można odczytać zamiar organizatorów by ukazać przyszłym logistykom jak rozmaite mogą być warunki, w jakich to co wymyśli logistyk stawało się realne. Charakterystyczne dla nich jest uwolnienie myśli i wyobraźni logistyków od jakichkolwiek schematów.

Może to być ogarnianie myślą całego świata jako pola swego działania, w którym wykorzystuje się najrozmaitsze środki transportowe jak firmie "Wincanton-TransEuropean".

Może to być uwolnienie się od tradycyjnego widzenia magazynu jako miejsca dla posuwających się zwinnie halabardników z wyszczerzonymi u dołu kłami. Jakże bowiem piękniejszy jest pomysł by przewożone ładunki chwytać i podawać tak jakby to robić dłonią. Sposób taki był znany od dawna w postaci teleskopowo wysuwanego ramienia z zamocowanym na końcu chwytakiem. Problem polegał na tym by zmieścić się z tym pomysłem w rozmiarach tradycyjnego wózka magazynowego. Rozwiązanie problemu można było zobaczyć na Forum w prezentacji firmy "Interhandler", która w ten sposób inaugurowała na terenie Polski sprzedaż wózka o nazwie "TeleTruck".

Innym środkiem do uwolnienia wyobraźni logistyka były strzeliste, wielometrowe regały z mechanizmem do przewijania pojemników lub windą z półkami o zmiennej wzajemnej odległości, przedstawione przez firmę "ISL-Innowacyjne Systemy Logistyczne". Techniczne rozwiązania takich konstrukcji były znane od dawna, ale wzbogacone o komputerowe sterowanie, stają się urządzeniami o atrakcyjnych walorach użytkowych.

Uwolnienie się od widzenia systemów informatycznych przez pryzmat biur z ustawionymi PC-tami proponowała zaś adeptom logistyki firma "logi-fact". Pobieranie i wysyłanie danych odbywa się bezpośrednio przy ładunkach i urządzeniach realizujących procesy logistyczne w magazynie. Zgromadzone dane są udostępniane dowolnym innym systemom za pośrednictwem rozbudowanych funkcjonalnie interfejsów.

Na ukazanym także przeciwległym do rozwiązań techniczno-informatycznych biegunie jest sam logistyk pełniący rolę motoru współczesnych systemów logistycznych. Swe przesłanie do młodych od doświadczonego logistyka przekazał Pan Jarosław Szewczyk. Jednak nie spotkało się ono z odzewem słuchaczy.

Mogłoby się wydawać, że taka reakcja jest naturalna. Oto studenci stojący u progu kariery, spotkali kogoś bogatego wieloletnim doświadczeniem i wielością pełnionych odpowiedzialnych funkcji. Możnaby zatem sądzić, że przekazywane przez niego wiadomości będą przydatne tym niektórym ze słuchaczy, którzy za kilkanaście lat osiągną podobny status zawodowy.

Nie ma jednak nic błędniejszego. To co było wynikiem wieloletniego borykania się ze złożonością logistyki, jest dziś tym co stanowi punkt wyjścia dla właściwego wypełnienia roli logistyka w przedsiębiorstwie. Jego rola nie jest funkcją zajmowanego stanowiska, lecz tego co warunkuje sukces podejmowanych przedsięwzięć. Wszelkie wypowiedzi prelegenta zawierające formułę "logistyk powinien ..." wskazują na tę nową perspektywę. Jeśli bowiem "powinien", to także może u innych egzekwować posłuch dla swoich koncepcji. Nie dotyczy to tylko podległych mu pracowników, ale także kierownictwa poszczególnych działów i samego zarządu firmy.

Jak tego dokonać nie będąc np. dyrektorem regionalnym a jedynie początkującym absolwentem uczelni, powinno być podstawowym pytaniem do prelegenta. Takie wyzwanie bowiem nie leży w dalekiej perspektywie drogi zawodowej, lecz staje się aktualne tuż po studiach. Czyżby jednak brak pytań świadczył o tym, że dzisiejsi studenci są pewni innego przebiegu swej kariery zawodowej ?

integracjaMimo nagromadzonych wrażeń, pierwszy dzień Forum nie zakończył się ogólną dyskusją, tak jak to było planowane. Czas zrobił swoje i trzeba było się zająć bardziej prozaicznymi sprawami.

intercarsDrugiego dnia uczestnicy Forum byli gośćmi firmy "inter cars". W jej podwarszawskim centrum dystrybucji części samochodowych zaprezentowano 3 projekty wdrożeniowe realizowane przez 3 odrębne firmy. W wyniku tej "koordynacji", "komunikacji" i "kooperacji" powstał 4-ro poziomowy magazyn z przenośnikiem taśmowo-rolkowym wewnątrz, sterowany przy użyciu terminali radiowych.

intercarsMożna było naocznie przekonać się, że u podstaw logistyki jest ruch realnych paczek lub palet wypełnionych konkretnymi towarami, na które ktoś gdzieś wyczekuje. Ten ruch musi być ujęty w karby wizji jaką tworzą logistycy. Ona zaś ma być taka by stymulowała sprawny i skuteczny przepływ towarów. Wypływać ma ze zrozumienia istoty tego co się dzieje, a nie z przyjętych schematów. Nie musi być przy tym zgodna z jakimś kanonem lecz wystarczy, że inspiruje realizatorów do twórczych działań.

Dodatkowo w czasie wycieczki można było dowiedzieć się, że ustawianie nowych regałów w miejsce starych i wdrażanie systemu informatycznego, odbywało się w czasie normalnego funkcjonowania magazynu. Oczyma wyobraźni można było ujrzeć jak pracownicy prowadzą wózki kompletując składniki zamówień, a montażyści zdejmują towary z półek, następnie usuwają regały wstawiając na ich miejsce nową konstrukcję, po czym układają paczki na nowych miejscach. Nawet można byłoby sobie wyobrazić minę pracownika gdy po powrocie z kolejnym zamówieniem, zastawał towary ułożone na nowych regałach.

Zwiedzanie centrum zakończyło się poczęstunkiem w wykonaniu zasłużonej dla rozwoju nauki restauracji "CRYSTAL-Budapeszt". Jak się okazało, nadal jest tam kultywowana tradycja organizowania uroczystych obiadów po zakończonych przewodach doktorskich lub habilitacyjnych.

Po tym poczęstunku odbyła się sesja pytań i odpowiedzi z wszystkimi uczestnikami zrealizowanego wdrożenia. Dała ona okazję młodym adeptom logistyki do wymiany opinii z ludźmi, którzy na codzień przekształcają swą wiedzę w realny ruch ładunków.

Pod wieczór drugiego dnia przy Dworcu Centralnym zakończyło się II-gie Forum Młodej Logistyki. Dało ono uczestnikom nie tylko krótki ogląd zasadniczych sfer działań logistyka, ale także okazję do wzajemnego dzielenia się pasją poznawania logistyki. Organizatorom zaś dało możliwość poznania trudu jaki się z tym wiąże i zadowolenia jakie przynosi.

Jednak z nazwą "Forum Młodej Logistyki" wiąże się pewne zobowiązanie, że będzie ono także miejscem uwalniania się od nawyków wyniesionych ze szkoły. Powodują one to, że wymianę myśli ogranicza się do wysłuchiwania czyjejś wypowiedzi, a dyskusje prowadzi się w kuluarach. Brak plenarnej dyskusji stanowi najpoważniejsze zagrożenie sukcesu tej studenckiej inicjatywy. Zgodnie ze swą nazwą, forum oznacza spotkanie równych z równymi pod względem prawa do czasu wyrażania swego zdania, zadawania pytań czy dzielenia się wątpliwościami. Zachwianie tej równowagi przekształca forum w konferencję, która to formuła cieszy się coraz mniejszym zainteresowaniem uczestników.

Przed przyszłymi organizatorami Forum stoi nadal zadanie zrealizowania odważnego zamysłu inspiratorów tego przedsięwzięcia.

7.06.2003



ZŁOTA RYBKA

Bajka o „złotej rybce” była już wielokrotnie i na różnorodne sposoby eksploatowana. Najwięcej może dowcipów było zbudowanych na rozmaitości próśb, jakie można mieć do „złotej rybki”. Mają one w intencji scharakteryzowanie rybaka poprzez ukazanie mnogości ludzkich oczekiwań i przytłaczających ludzi sytuacji, których inaczej nie można rozwiązać. Śmieszyć może również sytuacja gdy to rybak mniema o sobie, że to właśnie on mógłby spełniać życzenia „złotej rybki” . Najmniej śmieszna - bo przydarzająca się nagminnie, a przez to już spowszedniała - jest sytuacja gdy rybak nie wie o tym, że trafiła mu się „złota rybka”, na skutek czego nie formułuje żadnych próśb.

Taka sytuacja przytrafiła się uczestnikom II-go Forum Młodej Logistyki. Wielkim nakładem sił i czasu organizatorzy zastawili „sieć” i zaprosili „rybaków”. To już dawało nadzieję na dobry połów. Jednak to, co się działo zarówno w „zacisznej zatoce” sali konferencyjnej jak i na „pełnym morzu” logistycznej rzeczywistości, przekroczyło najśmielsze oczekiwania. Uczestnicy łowów mogli zaczerpnąć z przeogromnego bogactwa logistyki i ujrzeć cały zakres tęczy jej rozmaitych przejawów. Od ogólnych koncepcji realizowania przedsięwzięć na dużą skalę, przez innowacyjne rozwiązania techniczne dotyczące konkretnych działań z ładunkami i z danymi o nich, po zaobserwowany efekt prowadzonej na żywym organiźmie przedsiębiorstwa modernizacji jego kluczowego narządu, jakim jest magazyn.

Może właśnie dlatego, że owoce tego spotkania były tak niespodziewanie obfite, nikt nie zauważył, że w zastawione sieci wpadła także „złota rybka”. A stało się to tak najzupełniej zwyczajnie. Wprawdzie rozbłysnęła, ukazała nieco ze swego dostojeństwa, lecz zaraz odpłynęła. Nikt nie próbował jej zatrzymać i nikt nie miał do niej żadnych próśb.

Dopiero zaprezentowany drugiego dnia przykład modernizacji magazynu, mógł niektórym uczestnikom nasunąć myśl, że był to praktyczny przejaw współgrania zasłyszanego poprzedniego dnia „3 * C” (ang. „communication”, „coordination”, „cooperation”), z zaprezentowanym w firmie „3 * P” (pol. „partnerstwo”, „pragmatyzm”, „perspektywa”).

Za późno jednak już było by poprosić o wyjaśnienie, czy „3 * C” obowiązuje dopiero dyrektora ds. logistyki z wieloletnim stażem, czy także młodego absolwenta uczelni rozpoczynającego swą karierę zawodową. Jak bowiem młody pracownik „działu logistyki” może „zakomunikować” (1 z „3 * C”) np. dyrektorowi ds. sprzedaży, aby w ciągu tygodnia przedstawił mu plan (ale nie prognozę, czy własne pobożne życzenia) odnośnie sprzedaży wprowadzanego na rynek towaru, by mógł na tej podstawie przygotować warianty dostaw ? Czy obowiązuje go przy tym droga służbowa ? No i jak sprawić by zamiast planu nie otrzymać wypowiedzenia w trybie pilnym ?

Rodzi się też pytanie w jaki sposób student może przygotowywać się do takiej roli w przedsiębiorstwie, by przy zastanej hierarchii i wzajemnych powiązaniach, uzyskać posłuch dla tego co powinno się robić w ramach wypełniania „3 * C” ?

To tylko niektóre pytania jakie mogła wzbudzić niezauważona przez uczestników Forum prelekcja. Jednak jakiś pożytek może być z tej niespodzianki. Jeśli dla kogoś te pytania okażą się ważne, to przynajmniej wiadomo w jakich akwenach przebywa „złota rybka” i można świadomie wyruszyć na jej poszukiwanie.

6.06.2003



POŻYTECZNE FORUM

Impreza jak to impreza. Umożliwia przeżycie czegoś nowego, nieznanego. Tym bardziej gdy przygotowuje ją ktoś kto z własnego doświadczenia wie, jakie są oczekiwania młodych ludzi. Wymaga to jednak poniesienia pewnych kosztów, nie tylko przez organizatorów. Także uczestnicy ponoszą koszty rezygnacji z czegoś co mogliby w tym czasie robić, koszty dojazdu, no i - nieprzewidywalne - koszty zetknięcia się z nową sytuacją.

Tym razem duży udział w kosztach ogólnych mógł mieć ten czynnik nieprzewidywalny, który od wielu uczestników będzie być może wymagać poniesienia dodatkowych kosztów na uporządkowanie sobie wiadomości, które ich spotkały.

Dziedzina, w którą inwestują swój czas, wysiłki i emocje jest bez wątpienia warta ponoszonych nakładów. Rozumienie tego co się dzieje w przestrzeniach magazynów czy na rozległych trasach dystrybucji i możliwość oddziaływania na to, może sprawiać wielką frajdę. Niepokój może jedynie wywoływać brak wyraźnego punktu, czy raczej haka, na którym wszystko to się trzyma. Zawodzi tu klasyczne podejście by poznać z podręcznika własności obiektu a następnie rozpoznać na tej podstawie obiekt w otaczającej rzeczywistości i podjąć się oddziaływania nań wg poznanych prawideł.

Z każdego niemal podręcznika można się dowiedzieć, że logistyka to proces, bo tak postanowili fachowcy z CLM. Jednak przyjeżdżających na Forum z taką podręcznikową wiedzą o logistyce spotkała spora niespodzianka.

Jeden z prelegentów - pełniący poważną funkcję w poważnej firmie - nie zważając na podręcznikowe kanony oświadczył, że na swój użytek przyjął, że logistyka to „3 * C” (ang. „communication”, „coordination”, „cooperation”)1). Do swego wyboru usiłował przekonać słuchaczy wykazując praktyczną skuteczność takiego właśnie widzenia logistyki.

Jednak z tym mniejsza. Na jakiej podstawie w ogóle to zrobił ? Czy to znaczy, że każdy ma wymyślać na swój użytek definicję inną niż w podręczniku ? Jak w ogóle może funkcjonować przedsiębiorstwo nie przestrzegając ustalonych definicji ?

Takie pytania być może pojawiłyby się po chwilowej konsternacji, ale prelegent już się oddalił, zaniepokojony pozornym brakiem zainteresowania słuchaczy.

Może udałoby się zapomnieć o tym zgrzycie, podczas całonocnej imprezy integracyjnej, którą organizatorzy przygotowali, chyba z myślą o tych możliwych niepokojach. Jednak następnego dnia - jakby tego było mało - przytrafiło się coś podobnego. Ktoś nie mniej zaangażowany w praktyczną realizację logistyki, lekkim tonem wyjaśnił, że na swój użytek przyjął, że logistyka to „3 * P” (pol. „partnerstwo”, „pragmatyzm”, „perspektywa”). Tym razem nawet naocznie można się było przekonać, że przedsiębiorstwo nie tylko działa, ale nikt nie robi z tego tajemnicy, że nie respektuje się wiedzy książkowej.

Dla złagodzenia poznawczych niepokojów zaproszono studentów na wystawny posiłek, po którym mogli już spokojnie powracać do miejsc zamieszkania czy nauki. Na drogę pozostał jednak do przemyślenia problem.

Bez wątpienia okazało się, że w praktyce znaczenie mają takie określenia logistyki, które są przyjmowane w celu uzyskania pożądanego wyniku związanego z dostarczaniem towarów. Kryterium to dominuje nad troską o zachowanie zgodności z jakąkolwiek teorią.

Dopóki jednak takie - na własny użytek - określenie jest zawarte w ofercie firmy logistycznej to potencjalny klient może zaprezentowane rozumienie zaakceptować bądź nie, podejmując bądź nie, dalsze współdziałanie. Taka jednostronna deklaracja zazwyczaj musi wystarczyć do podjęcia decyzji.

Jednak gdy ma dojść do współdziałania kilku firm logistycznych np. w ramach tzw. "łańcucha dostaw" - co może zdarzać się coraz częściej - to podstawowe znaczenie dla dalszego współdziałania musi mieć wspólne uzgodnienie rozumienia logistyki. Jeśli przyjęte przez współdziałające strony wizje logistyki są zbieżne, to szybko można przejść do omawiania szczegółów planowanego współdziałania.

Co jednak zrobić gdy - zamiast podręcznikowej definicji - z jednej strony pada np. „3 * C”, a z drugiej np. „3 * P” ?

Można oczywiście wybrać wariant, że przyjmuje się wizję strony pod jakimś względem dominującej. Pozornie tylko jest to rozwiązanie korzystne. Nawiązane na tej zasadzie współdziałanie już u samych podstaw ma założenie o nierówności podmiotów. Wcześniej czy później doprowadzi to do nieporozumień, gdyż nie zadbano o wspólny sposób myślenia o podejmowanych zadaniach, co jest warunkiem choćby sprawnej koordynacji działań.

Zanim więc próby współdziałania różnych operatorów logistycznych staną się nagminne, studenci przed samymi sobą postawili zadanie, jak pogodzić - i czy można pogodzić - różniące się wizje logistyki, tak by można było na tym oprzeć sukces podejmowanych przedsięwzięć.

Nie może być lepszego pożytku ze spotkania młodych adeptów logistyki, jak doświadczenie, że nie wszystko do końca jeszcze powiedziano - przez co wiele jest do zrobienia - w dziedzinie, której się poświęcili.

_________________________________________________________

1) W każdym przypadku gdy ma się do czynienia z określeniem czegoś w postaci „kilka * coś”, rodzi się pytanie nie tylko o to "coś" ale też dlaczego akurat tyle oraz o to czy jest to zbiór zupełny, czy też można go uzupełnić o dodatkowy element.
Z historii wiadomo, że takie określenia zdobywają sobie szybko zwolenników. Właściwie to są niedościgłym wzorcem dla twórców sloganów reklamowych. Przemawiają one do wyobraźni nie tylko treścią ale i formą. Dzięki takim zwartym wyliczankom wiadomo np. co trzeba robić by prześcignąć kapitalizm, tzn. „3 * uczyć się”. Choć oczywiście kluczową rolę odgrywa w tym wyścigu nieznany program nauczania, to przyczyn niepowodzeń można dopatrywać się także w zbyt małej liczności zbioru zaleceń.

9.06.2003

P.S. Doświadczanie niewiadomego, szczególnie tego nieznanego, sprawia zapewne większą przyjemność niż wiedzenie, czego jakimś powodem może być niewłaściwe zarządzanie. W każdym razie żadnego zainteresowania uzgodnieniem 3 * C z 3 * P nie zauważyłem, jak i wątpliwości czy 3 * C wystarczy do określenia logistyki. W takiej sytuacji tylko przewożone ładunki lub wózki mogą upomnieć się o wiedzących logistyków. (1.07.2004)



Financial and Logistics Management

Katedra ekonomiky a managementu v metalurgii
VŠB-TU Ostrava

Čeladná - Podolánky, Czechy



O SPECYFICE ZARZĄDZANIA LOGISTYCZNEGO

prezentacjaTwórcą realizowanej z użyciem towaru relacji pomiędzy wytwórcą a klientem jest logistyk. Jego troską jest kształtowanie efektywnych i skutecznych przepływów pomiędzy tymi podmiotami, w odpowiedzi na zapotrzebowanie klienta. Problemem są właściwości jakie powinni spełniać rozmaici pośrednicy pomiędzy logistykiem a klientem, a także czym powinno się cechować oddziaływanie na ludzi zaangażowanych do dostarczania dóbr. W pracy sformułowano postulaty jakie powinien spełniać system tworzony na potrzeby logistyki oraz jakie cechy powinno mieć zarządzanie w takim systemie.

1. Wstęp

Od zarania dziejów ludzie podejmują rozmaite działania mające na celu zaspokajanie określonych potrzeb swoich lub innych ludzi. Działania bezpośrednio związane z dostarczaniem rzeczy w celu zaspokojenia czyichś potrzeb przyjęto nazywać logistyką. Zazwyczaj przyjmuje się, że źródłem, z którego wywodzi się logistyka są działania militarne 1), gdyż najstarsze historyczne świadectwa pisane dotyczą m.in. dostarczania rozmaitych materiałów walczącym armiom. Jednak wojny były względnie krótkimi epizodami na tle codziennego życia ludzi, któremu również towarzyszyło przemieszczanie i przechowywanie odpowiednich towarów na potrzeby innych ludzi. Działania te wymagały analogicznych jak w wojsku umiejętności. Tak samo towarzyszył im znaczny wysiłek i wiązało się z nimi spore ryzyko.

Możliwość kontrowersji wokół źródeł logistyki wskazuje, że analiza historyczna nie jest wystarczająca przy poszukiwaniu istoty tego rodzaju działalności czy to wojskowej czy cywilnej. Nie wystarczy też przez przekorę uznać, że źródłem logistyki są działania kupców transportujących - od najdawniejszych czasów - towary po szlakach handlowych. Dlatego potrzebne jest teoretyczne sformułowanie tego czym jest istota logistyki i jakie są warunki jej istnienia i rozwoju. Tym bardziej, że z obu tych „źródeł” logistyki nie można wyprowadzić metod zarządzania przydatnych we współczesnych zastosowaniach logistyki.

2. Istota logistyki

We współczesnym dostarczaniu towarów, usług i informacji uczestniczy wiele podmiotów gospodarczych, których działania muszą być wzajemnie synchronizowane. Do zadań logistyki należy rozpoznanie komu brakuje jakichś towarów, usług i informacji oraz określenie kto je będzie wytwarzał i dostarczał. Następnym zadaniem jest utworzenie odpowiednich powiązań pomiędzy organizacjami, by uwarunkować odpowiednie przepływy.

Doszukiwanie się istoty logistyki w rozmaitych działaniach związanych z przemieszczaniem rzeczy nie dało do tej pory zadowalających wyników. Oprócz bowiem przemieszczania potrzebne jest podejmowanie działań związanych z planowaniem tych działań, wdrażanie ich do praktyki, a następnie sterowanie czynnościami tak by doprowadziły do zamierzonego celu 2). Choć nie można ich oddzielić od logistyki, to nie są one dla niej swoiste. Podstawową cechą odróżniająca logistykę od innych dziedzin działalności artystycznej, naukowej czy wytwórczej jest konieczność uwzględnienia drugiego człowieka wraz z jego niezaspokojonymi potrzebami.

Traktując kupców na równi z wojskowymi jako prekursorów logistyki można nawet łatwiej dostrzec to co stanowi o istnieniu logistyki i na tej podstawie odróżnić wojskowe zastosowania logistyki od cywilnych. W pierwszym przypadku logistyk musi przyjąć, że realizator dostarczania rzeczy może zginąć na skutek działań przeciwnika. Wymaga to nie tylko odpowiednich zabezpieczeń, ale też odpowiedniej liczby żołnierzy, z których część "przeznaczona jest na straty". W cywilu taka kalkulacja jest zabroniona i niedopuszczalna.

Odbiorca dostarczanych towarów ma - oprócz potrzeb - wolny wybór przyjęcia bądź odrzucenia dostarczonego towaru, gdyż nie musi on wszystkiego uznać za dobre dla siebie. Powinno to być wytyczną dla działań podejmowanych przez kogoś, kto te potrzeby chce zaspokoić. Ta zasadnicza cecha logistyki powoduje, że doświadczenia z wojskowego dostarczania nie dają się wprost przenieść do cywila, choćby przez to, że odbiorca cywilny ma większe uprawnienia od żołnierza.

istota logistykiPodejmujący się działalności logistycznej ma do dyspozycji określone środki, które mogą służyć do zaspokojenia rozpoznanych potrzeb. Do tej świadomości dysponowania określonymi rzeczami musi dojść chęć ich dostarczenia do określonego odbiorcy. Nie może jednak być ona tej natury, że raz przychodzi a za chwilę mija. Gdy zostanie powzięta po uzgodnieniu z potencjalnym odbiorcą, to staje się dla dostawcy obowiązkiem działania zmierzającego do zaspokojenia czyichś potrzeb. Zatem istota logistyki - odróżniająca ją od tego co logistyką nie jest - zawiera się w wolnym postanowieniu przyjęcia na siebie obowiązku dostarczenia komuś czegoś, co jest dla tego kogoś dobre, a czego wyrazem jest wolne przyjęcie dostawy.

3. System logistyczny

Logistyk, który w odpowiedzi na to, że komuś brakuje jakiegoś dobra do zaspokojenia jego potrzeb, uzna te potrzeby za rzeczywiście istotne i godne zaspokojenia, w efekcie tego może podjąć się dostarczenia odpowiednich dóbr. W tym celu określa kto jest odbiorcą dóbr, czym są te dobra oraz na czym polega ich dostarczanie, czyli opracowuje koncepcję logistyczną, a w konsekwencji tego określa warunki dostarczania wcześniej rozpoznanych dóbr.

Zazwyczaj nie jest możliwe aby pomiędzy logistykiem a odbiorcą towaru nie było żadnych dodatkowych pośredników, przez co dostarczanie towarów odbywa się w ramach systemu logistycznego. Jest on zbiorem rozmieszczonych w czasie i przestrzeni elementów powiązanych wspólnym celem wspomagania realizacji funkcji logistyki. Jednakże tak ogólna definicja nie precyzuje specyfiki systemu logistycznego. Jego zasadniczą cechą jest to, że wobec klienta musi on w niezbędnym zakresie reprezentować wolę logistyka dostarczenia odpowiedniego towaru. Zarazem system ten wobec logistyka jest reprezentantem klienta i jego prawa do otrzymania tego co jest dla niego dobre.

Warunkiem tego jest obustronna widzialność, który to postulat staje się coraz częściej formułowany i akceptowany 3). Z jednej strony logistyk chciałby wiedzieć w każdej chwili co dzieje się w systemie odnośnie podległych mu ludzi i towarów. Z drugiej strony odbiorca chciałby wiedzieć wszystko co dotyczy towaru, jaki ma być mu dostarczony, czyli oczekuje jawności przy realizacji dostawy. Aby postulat widzialności mógł być spełniony i system wspomagający logistykę nie stawał na przeszkodzie realizowaniu jej funkcji, to powinien on spełniać określone kryteria różnorodności, łączności, dostępności, przejrzystości i integralności4).

Problemy z realizacją logistyki wiążą się jednak z tym, że w systemie logistycznym występuje wielu ludzi, którymi trzeba odpowiednio zarządzać aby możliwe było dostarczenie odbiorcy oczekiwanych przez niego dóbr. Często ludzie ci albo nie podzielają chęci logistyka, by właściwie dostarczyć dany towar, albo nie interesują się tym czy dany towar jest odpowiedni dla odbiorcy. Ponieważ ludzkiego udziału w dostarczaniu towarów długo jeszcze nie da się wyeliminować5), należałoby usprawniać ten rodzaj pośrednictwa i sposób jego realizowania. Inaczej próby wprowadzenia widzialności do systemów logistycznych będą skazane na niepowodzenie, mimo stosowania wyrafinowanych systemów informatycznych.

4. Pracownik w systemie logistycznym

Każdy z pracowników zaangażowany w dostarczanie towarów powinien umożliwiać spełnienie postulatu widzialności w systemie logistycznym, co oznacza, że pełni on dwojaką funkcję. Z jednej strony pracownicy muszą przejmować na siebie od logistyka postanowienie dostarczenia towaru. Klient bowiem oczekuje i wymaga lojalności nie tylko od logistyka, ale także od każdego pracownika działającego na jego zlecenie. Z drugiej strony powinni oni reprezentować klienta i jego wolę otrzymania towaru zaspokajającego jego potrzeby. Ten drugi warunek powoduje, że nie wystarczy zwykłe podporządkowanie się pracownika poleceniom w zadanej strukturze organizacyjnej. Gdyby tak widział on swoją rolę, to mógłby stać się nieprzeniknioną przegrodą pomiędzy logistykiem a odbiorcą, eliminując tym samym widzialność z systemu logistycznego. Występuje zatem zagadnienie doboru odpowiednich pracowników oraz przygotowywania się ich do należytego wypełnienia swej roli w systemach logistycznych.

Specyfika zarządzania logistycznego ujawnia się wyraziście w ostatnim akcie dostarczania, gdy towar często znacznej wartości powierza się współpracownikowi, mającemu dostarczyć go końcowemu konsumentowi tak by ten był z tego zadowolony. Od tego pracownika zależy zatem w dużej mierze efekt całego szeregu działań, których inicjatorem był logistyk. Jednak w tym ostatnim akcie nie bierze udziału ani logistyk ani też nikt z kadry zarządzającej. Musi być zatem zastosowane takie zarządzanie by pracownik ten chciał to zrobić bez potrzeby dodatkowego nadzorowania. Co więcej, od postępowania tego pracownika w znacznym stopniu zależy dalsza kariera zawodowa logistyka, który przyjmuje na siebie osobistą odpowiedzialność za sukces bądź za porażkę przedsięwzięcia.

Zadanie logistyka polega więc na dzieleniu się celem, rozumianym jako tworzenie odpowiedniej hierarchii celów działania i dbanie o to by były one świadomie podejmowane przez wykonawców jako wynik własnej woli. Konieczne przy tym jest synchronizowanie osiągania celów pośrednich w ramach dążenia do wspólnego celu oraz stosowanie precyzyjnych mierników stopnia ich realizacji. Praktykę taką stosuje się w firmach wiodących pod względem zarządzania logistycznego. W zarządzaniu logistycznym wtórną rolę odgrywa zatem tworzenie hierarchii zależności służbowych, wyznaczającej hierarchię poleceń, których wykonywanie miałoby doprowadzić do realizacji celów znanych jedynie na najwyższym szczeblu tej hierarchii.

realizacja dostarczaniaNie wystarczy jednak spełnienie zasady „Trzeba sprawić, żeby ludzie robili to, co chcesz nie wiedząc, że robią to bo TY tego chcesz”6). Dzięki temu pracownik jedynie reprezentuje logistyka wobec klienta7). Mimo rozwoju i popularyzowania takich metod jak „zarządzanie przywódcze”8) czy „zarządzanie poprzez wartości”9), jak dotąd nie znajduje dostatecznego wyrazu to, że każdy z pracowników jest swoistym reprezentantem klienta. Dopiero reprezentując klienta pracownik uczestniczy nie tylko w dostarczaniu towaru, ale także w przekształcaniu towaru w coś co jest dla klienta dobre. Ma zatem m.in. prawo, by np. przerwać dostarczanie gdy uzna, że dobro klienta jest zagrożone. Z tego zaś wynika to, że w interesie logistyka także leży traktowanie swych współpracowników tak samo jak klientów. Dopiero wtedy można mówić o obustronnej widzialności w systemie logistycznym.

Zarządzający powinien być przywódcą. Różni się to zasadniczo od dowodzenia, które - podobnie jak w wojsku - jest realizowane na bieżąco w trakcie danego przedsięwzięcia. Jego działania winny głównie koncentrować się poza czasem i przestrzenią danego przedsięwzięcia logistycznego. W fazie planowania należy przewidzieć wszystkie możliwe sytuacje i dla każdej z nich opracować sposób działania oraz przygotować odpowiednie środki techniczne. Zadaniem logistyka jest objęcie takim planem jak najszerszego zakresu sytuacji których wystąpienie jest możliwe podczas realizacji przyjętego celu. W fazie realizacji musi być możliwość komunikowania sytuacji nieprzewidzianych oraz interweniowania w przypadkach, których nie objęły przygotowane procedury. System zarządzania powinien być przejrzysty dla takich komunikatów aby mogły one dotrzeć do pracowników mogących podejmować decyzje, a nawet do przywódcy całego przedsięwzięcia.

5. Zakończenie

Specyfika zarządzania logistycznego wynika z analizy tego czym jest logistyka i znajduje potwierdzenie w praktyce związanej z zaspokajaniem potrzeb klienta. Były one przez wiele lat zdominowane przez potrzeby producenta, co rozmaicie przejawiało się w różnych systemach gospodarczych. W jednym było to “wypychanie” nadmiaru wyprodukowanych towarów do klientów, w innym zaś - wykonywanie planu, często nawet wbrew uświadamianym sobie potrzebom klientów. Ostatnie lata przynoszą zmiany w tej orientacji. Szczególnie świadomość dominacji klienta wpływa na zmianę zasad zarządzania.

U podstaw wszelkich działań logistycznych leży wolna wola odbiorcy, który nie podlega żadnym ograniczeniom lub wymuszeniom ze strony logistyka. Oznacza to, że cały efekt wysiłku logistyka znajduje się we władzy klienta, który nie jest niczym ograniczony w swej możności obrócenia tego wysiłku w niwecz. Pod tym kątem powinna być rozpatrywana metoda zarządzania związana z dostarczaniem. Jej specyfika dotyczy tego co w zarządzaniu jest najważniejsze czyli sposobu traktowania siebie i swych zadań przez ludzi zaangażowanych do realizacji jakiegoś przedsięwzięcia. Wynikają z tego konsekwencje dla kogoś, kto rozważa możliwość zostania logistykiem i w tym celu podejmuje się kształtowania siebie oraz zdobywania odpowiednich umiejętności.

_________________________________________________________

1) Schechter D., Sander G.F.: Delivering the Goods: The Art of Managing Your Supply Chain, John Willey & Sons, 2002

2) Patrz definicja przyjęta przez CLM (The Council of Logistics Management) [on-line], http://www.clm1.org/aboutUs/aboutUs_policy.asp.

3) Ody P.: Creative connections, Logistics Europe, March 2002.

4) Grochowski L., Okulewicz J.: Information systems requirements for logistic solutions, 17th International Logistics Congress, Thessaloniki, Greece, 2001

5) Sformułowanie "długo jeszcze" może sugerować - na co zwróciła mi uwagę jedna z czytelniczek - że oczekuję wyeliminowania człowieka z systemów logistycznych. Jednak dla mnie oznacza ono opozycję do już głoszonego przekonania, że pełną widzialność można będzie uzyskać za pomocą systemów informatycznych. W takim kontekście oznacza to, że "nigdy". (6.07.2003)

6) Pagonis W.: Supply Chain Management (Zarządzanie Łańcuchem Dostaw), Seminarium “Autorytety”, Warszawa, 26.04.2000

7) Dostrzegają to już niektórzy praktycy. Np. prof. Paprocki - będący także członkiem zarządu firmy M&M - postuluje szkolenie kierowców we współdziałających firmach dystrybucyjnych. „Nie są oni naszymi pracownikami, ale to my musimy ich szkolić, bo są ambasadorami M&M w kontakcie z klientem.” [„W kluczu łatwiej przeżyć”, Eurologistics, 3/2003, s.24-25].
Ze względu na obustronną widzialność w systemie logistycznym można także oczekiwać upowszechniania się na poziomie zarządów firm świadomości, że każdy pracownik firmy jest również „ambasadorem” klienta. Niektórzy pracownicy już dawno to sobie uwiadomili i często odradzają klientom zakup wyrobu firmy, w której pracują, bo np. widzieli jak dany wyrób był produkowany.

8) Koźmiński A., Piotrowski W. (red): Zarządzanie - teoria i praktyka, PWN, Warszawa 1999.

9) Blanchard K., O’Connor M.: Zarządzanie poprzez wartości (Managing by values), Studio EMKA, Warszawa 1998.

30.06.2003

P.S. 1. Konferencja była okazją by dowiedzieć się jak Czesi poradzili sobie z "supply chain". Jest to oczywiście "łańcuch" ale "jaki" a nie "czego", czyli "dodavatelsky retezec". (30.06.2003)

P.S. 2. Ktoś kto przejmie się zarządzaniem logistycznym i podmiotowym traktowaniem swoich wspópracowników powinien zacząć od uwolnienia się od wpajanej przez lata zasady "Nie ma ludzi niezastąpionych".
U podstaw podejścia podmiotowego musi leżeć przekonanie, że są wyłącznie ludzie niezastąpieni, a innych nie ma. Zastępować można rzeczy a nie ludzi. Nie można siebie i innych traktować jak części zamienne świata. (8.07.2003)

P.S. 3. Reprezentowanie klienta wobec producentów stało się misją firmy Wal-Mart, która obecnie określa się jako "a procurement agent for the consumer" [Alan Waller, Denis 0'Sullivan: Supply chain in the boardroom, Logistics Europe, September 2004, s.22]. Ale skoro szefem został logistyk, to można się było tego spodziewać. (1.10.2004)


POSZUKIWANIE WZORCA

Powoływanie się na źródła inspiracji ma bogate tradycje. Nawet bez wątpienia wielcy logistycy nie wstydzą się wskazywać na korzenie swych osiągnięć. Gdy gen. Pagonis’a zapytano o to jak będzie realizował logistykę podczas Wojny w Zatoce odpowiedział, że wg zasad pewnego Greka, Aleksandra1). Nie wskazał na żaden podręcznik akademicki ani żadną teorię czy definicję2), jakich do jego czasów opracowano wiele. Ponieważ operacja odniosła sukces w zakresie logistyki, to jeszcze raz potwierdzono, że starożytne wzorce mają swą niewzruszoną i niepodważalną wartość.

W kolejnej wojnie z Irakiem prawdopodobnie sięgnięto do tych samych sprawdzonych wcześniej wzorców lub do ich zaktualizowanej wersji zrelacjonowanej przez generała3). Tym razem jednak sukces nie jest tak oczywisty. Raczej nie będzie można napisać książki gloryfikującej dokonania logistyków wojskowych. Jeśli nawet ktoś taką książkę napisze to będzie musiał pominąć, takie kwestie jak rabunek Muzeum Narodowego - którego znaczenie dla całej ludzkości było niepodważalne - czy też unieruchomienie systemu energetycznego kraju przez rozkradzenie miedzianych linii energetycznych.

Bez wątpienia te zdarzenia - które kładą się cieniem na sukces militarny operacji w Iraku - nie były objęte żadną - znaną z literatury - definicją logistyki. Ale też rzadko kiedy jakaś armia atakuje suwerenny kraj, po to by uwolnić ludność od władzy, zatwierdzonej kilka miesięcy wcześniej w referendum, przez 100 % uprawnionych obywateli. Nie dlatego, że jest to źle widziane. Są bowiem na to odpowiednie klauzule prawne, które jednak taką akcję obwarowują wysokimi kryteriami moralnymi. Nie wszyscy są w stanie poddać się takiej ocenie i jej sprostać.9) Dlatego logistycy w takiej sytuacji mogli mieć trudności ze znalezieniem odpowiednich wzorców. Choć może i w tym razem Aleksander Wielki mógłby się przysłużyć.

Kwestia Muzeum czy energetyki, to skutki uboczne działań militarnych i towarzyszących im działań logistycznych. Jednak brak wzorca postępowania nie zwalnia logistyka z odpowiedzialności za skutki - choćby i uboczne - jego działań. Tym bardziej, że hasłem tej operacji była „Iracka wolność”. Z założenia więc jej zakres nie mógł ograniczyć się do precyzyjnego „planowania, realizacji i kontrolowania” przepływu towarów dla walczących wojsk. Wojska te przecież miały nieść wolność, a to nie ogranicza się do dostarczania celnych rakiet i racji żywnościowych.

Przykład ten może stanowić ilustrację tego jak zawodne może być posługiwanie się logistyką rozpoznawaną na podstawie tego co zrobiono w przeszłości. Niedoskonałości współczesnych definicji logistyki - spośród których nie zdołano dotąd wyłonić tej najlepszej - odczuli na własnej skórze nie tylko Irakijczycy, ale pośrednio cała ludzkość. Należałoby zatem jak najszybciej uzgodnić czym jest logistyka, aby nie dochodziło do sytuacji takich jak w Iraku. Nie ma bowiem gwarancji, że okazji do takich sytuacji nigdy już nie będzie.

Logistyk podejmujący się dostarczać towary dla zaspokojenia potrzeb odbiorcy, powinien przewidywać ryzyko wyrządzenia odbiorcy przy tej okazji krzywdy - choćby mimowolnej - ubocznymi skutkami swych działań. Nie może tłumaczyć się - ani przed samym sobą ani przed innymi - tym, że przyjęta przez niego definicja logistyki na coś zezwala lub czegoś nie zabrania. Zatem powinien móc się odwołać do innych niż definicja wzorców. A jeśli takich nie ma, samodzielnie rozważyć istotę sytuacji, z jaką ma do czynienia. Nie obowiązuje go bowiem żaden nakaz posługiwania się jakąś konkretną definicją.

Już dziś w odniesieniu do logistyki mówi się i pisze o skutkach ekologicznych4), w wyniku czego można w najbliższym czasie oczekiwać dodania do aktualnej definicji frazy „z zachowaniem troski o środowisko”, na podobieństwo „efektywności ekonomicznej”. Nie jest jednak tak, że logistyk, który już dziś postępuje wg zasad ekologii, nie realizuje logistyki, bo nie ma o tym mowy w żadnej z definicji.

Jeśli zgodność z definicją jest kryterium rozstrzygającym co jest logistyką, to nie tylko niezbędne jest gremium określające co jest a co nie jest logistyką. Dodatkowo logistyk byłby pozostawiony sam sobie, gdyby sytuacja wykraczała poza tę uzgodnioną logistykę. Ponadto ten, kto sam na własne potrzeby definiowałby logistykę5), mógłby być posądzany o brak kompetencji lub wykluczony z grona logistyków.

Te i inne trudności i pułapki eliminuje wprowadzenie zasady rozpoznawania logistyki nie na podstawie definicji lecz na podstawie znajomości i rozumienia jej istoty. Bez trudu na tej podstawie rozpoznaje się logistykę w "klasycznych" przypadkach dostarczania żołnierzom wyposażenia wojskowego, dostarczania zamówionych towarów do sklepów czy hurtowni, dostarczania surowców i materiałów do zakładów produkcyjnych.

Opracowane na podstawie analizy tych szczególnych sytuacji szczegółowe definicje sprawdzają się w praktyce i mogą być pomocne, dopóki sytuacje nie wykraczają poza to co poznano do tej pory. Jednak nie dlatego, że ktoś na podstawie ich znajomości wykonuje wynikające z tego zadania przestrzegając obowiązujących wytycznych lecz dlatego, że ktoś czegoś potrzebuje i zaspokojenie tej potrzeby leży w interesie dostawcy.

Trudniej jednak byłoby rozpoznać logistykę na podstawie jakiejś definicji, w sytuacji wynajmowania wieżowca różnym firmom. Wprawdzie jest taka definicja, w której uwzględnia się dostarczanie usług, ale „dostarczanie” w przypadku wieżowca oznaczałoby pozostawianie go na tym samym miejscu, żeby przychodzący co rano pracownicy mogli do niego trafić. Takie rozumienie dostarczania bez procesu, mogłoby już wykraczać poza uznaną przez kogoś definicję czy akceptowany zakres logistyki6).

Gdyby jednak rozumieć rolę logistyka jako zapewnianie warunków do spokojnej i bezpiecznej pracy urzędników w wynajętych biurach, to administrator wieżowca mógłby uważać się za logistyka nie tylko wtedy gdy zamawiałby wyposażenie do biur, adekwatnie do potrzeb swych klientów. Żaden z „dyplomowanych” logistyków nie powstydziłby też podjąć się takiego zadania, choć mógłby mieć wątpliwości czy mu podoła z uzyskanym „klasycznym” wykształceniem. Do jego obowiązków - wyznaczanych przez siebie samego - mogłoby bowiem należeć np. zamontowanie wyrzutni rakiet „ziemia-powietrze”, żeby uchronić wieżowiec przed uderzeniem przez odrzutowiec, o czym w podręcznikach przecież nie pisano.

Zatem poszerzanie rozumienia „dostarczania” - poza 7W dostarczanego towaru, do granic szeroko rozumianego dobra człowieka - nie neguje pozostawania nadal w obrębie logistyki, tak jak nie zanegowało tego dodanie „odbierania” np. opakowań zwrotnych czy produktów nie spełniających w okresie gwarancyjnym wymagań odbiorców.

To ciągły rozwój wymagań w obrębie logistyki poszerzał jej zakres obejmowany kolejnymi definicjami. Ich znaczenie dla poznania logistyki jest niepodważalne, gdyż każda z nich ukazywała kolejny etap rozwoju wiedzy o logistyce. Dlatego też dziedzinę oznaczającą warunkowanie dostarczania dóbr nie trzeba będzie nazywać inną nazwą, pozostawiając dla logistyki „proces planowania, realizacji i kontrolowania sprawności i ekonomicznej efektywności przepływu surowców, ...”7), z ewentualnym uwzględnieniem procesów zwrotnych8) i ekologii4).

Patrząc zaś na gwiazdy można wzorem dr Watsona - z pewnego dowcipu - nawiązywać do wielkich kwestii kosmologicznych. Można jednak dopatrywać się praktycznych aspektów tej sytuacji, z których Sherlock Holmes wydedukuje, że ukradziono mu namiot. Jeszcze inni mogą skorzystać ze stałości ich położenia by prowadzić nawigację bez kontaktu wzrokowego z lądem. Inni zaś będą korzystać ze zmienności ich położenia by wnioskować o dacie zbudowania piramid egipskich i Sfinksa.

W ogólności człowiek potrafi dla swojego dobra wykorzystać to co zastaje w rzeczywistości jaka go otacza. Nie zżyma się tym, że ta sama rzeczywistość jest zarazem źródłem potrzeb, których zaspokajanie umożliwia. Tak już jest i z tym nie ma co dyskutować. Dyskusji za to może podlegać to czy logistyka dotyczy sytuacji, w których ujawnia się jej specyficzna istota, czy tylko tych objętych definicją przyjętą w środowisku logistyków.

_________________________________________________________

1) Schechter D., Sander G.F.: Delivering the Goods: The Art of Managing Your Supply Chain, John Willey & Sons, 2002

2) Wg generała Pagonis'a logistyka to „transportation, supply, warehousing, maintenance, procurement, contracting and automation into a single function that ensures no suboptimization of those areas to allow the overall accomplishment of a particular strategy, objective, or mission.1) Jak widać brak tu jakichkolwiek prób uogólniania, a jedynie wyszczególnienie tego co i jak należy zrobić.

3) Pagonis W.G.: Moving mountains - Lessons in Leadership and Logistics from the Gulf War, Harvard Business School Press, Boston 1992

4) Korzeń Z.: Ekologistyka, ILiM, Poznań 2001

5) np."Pożyteczne Forum"

6) "za przedmiot logistyki należy uznać przepływ produktów i związanych z nim informacji z miejsc pochodzenia do miejsc odbioru" [Sołtysik M.: Teoretyczno-metodologiczne problemy współczesnej logistyki, Gospodarka Materiałowa i Logistyka, nr 11/2001]

7) Krawczyk S.: Zarządzanie procesami logistycznymi, PWE Warszawa 2001

8) CLM od 2001 r.

9) Według Blaira - pisze Stephens - "położenie kresu tyranii w Iraku było powinnością moralną, wynikającą z doktryny wojny sprawiedliwej, sformułowanej przez świętego Augustyna i świętego Tomasza z Akwinu." [Andrew Nagorski: O sumieniu polityki, Newsweek 8/2004] (20.02.2004)

6,10.07.2003



<= III Ogólnopolski Kongres Kół Naukowych

zorganizowany przez:
Międzywydziałowe Koło Naukowe Infrastruktury, Logistyki i Sterowania
Bęsia k.Olsztyna

"Postawa młodego inżyniera wobec współczesności"



Fotorelacja z Kongresu



MYŚL PRZEWODNIA

Przypadł mi w udziale zaszczyt zainaugurowania III-go Ogólnopolskiego Kongresu Kół Naukowych, który odbywa się pod hasłem „Postawa młodego inżyniera wobec współczesności”. Dzisiejsze spotkanie wpisuje się w pewien ciąg działań. Pierwszy Kongres był poświęcony kształtowaniu własnej kariery zawodowej. Przedstawiono na nim przykłady karier i osiągnięć różnych ludzi. Na drugim analizowano sylwetkę inżyniera XXI w. Gdy okazało się, że szykuje się trzecia edycja Kongresu, zaproponowałem by kolejne spotkania tworzyły jakąś całość. W sposób naturalny - jako kontynuacja rozpoczętego kierunku rozważań - powinno ono być poświęcone postawie inżyniera wobec świata.

historia Kongresów

Program pierwszego Kongresu dotyczył form, zakresów i sposobów kształtowania kariery młodego człowieka. Choć realizacja nie pokryła wszystkich oczekiwań, to w tym co się udało zrobić oczekiwania zostały znacznie przekroczone. Uczestnicy mogli bowiem doświadczyć kontaktu z ludźmi, którzy na swoim przykładzie ukazali kształtowanie swojej kariery. Można było się dowiedzieć ile w tym kształtowaniu jest przypadku a ile świadomego wyboru i świadomej oceny własnych możliwości. Można było zobaczyć i rozmawiać z ludźmi, którzy podzielili się refleksją nad własnym życiem i nad rolą świadomego kształtowania jego przebiegu. Kontakt z ludźmi świadczącymi sobą o tym, że w jakimś zakresie można kształtować własne życie zawodowe mógł dla studentów stanowić bodziec by robić to także we własnym zakresie.

Tym bardziej, że coraz wyraźniej docierają do świadomości młodych ludzi cechy charakterystyczne czasów, w jakich przyszło im żyć. Coraz mniej zwolenników znajduje przekonanie, że wystarczy robić to co każą by odnieść sukces w postaci dobrej pracy, przydziału na mieszkanie czy samochód. Coraz wyraźniej widać, że oczekiwanie od świata czegokolwiek kończy się zmarnowanym czasem, niespełnionymi marzeniami i rozwianymi nadziejami. Tylko wiara w siebie nie pozwala tego nazwać życiową klęską i jakoś próbuje się robić dobrą minę do gry w życie.

Dlatego na drugim Kongresie można było podjąć próbę zewidencjonowania czynników jakie ma do dyspozycji młody człowiek, który postanawia zostać inżynierem, czyli oficerem nauki lub przemysłu. W wyniku - pod hasłem „Sylwetka inżyniera XXI w.” - powstała swoista skrzynka narzędziowa, którą warto sobie napełnić w czasie studiów. Wiadomo przy tym, że to napełnianie musi być robione własnym wysiłkiem studenta. Jest ono owocem samokształcenia i samowychowania, które muszą stać się stałym elementem studiowania.

Do stawiania takich perspektywicznych postulatów skłaniała też dokonana zmiana wieków. W takich chwilach z konieczności człowiek zastanawia się czy nowy wiek to nowy sposób życia czy tylko zmiana w kalendarzu. Zazwyczaj chciałoby się zamknąć jakiś etap a inny otworzyć. Dlatego rozważanie nad sylwetką inżyniera XXI w. mogło być dobrym zapoczątkowaniem nowego wieku, by ukazać młodym ludziom skalę owego kształtowania siebie.

Nie dokonuje się ono w próżni. Świat nie poprawił się od zmiany liczb w kalendarzu. Można nawet obserwować jak rozwój technologii - czyli tego naturalnego obszaru aktywności inżynierów - ułatwia osiąganie nowych poziomów zła.

W tej sytuacji trzeci Kongres musiał być krokiem do przodu. Nie można było powrócić do formuły pierwszego kongresu by ukazywać ludzi, którzy sobie radzą w życiu zawodowym czy naukowym. Wszyscy oni bowiem swą karierę kształtowali w minionym wieku i wszyscy zostali zaskoczeni tym co przyniósł wiek XXI. Podobnie formuła drugiego kongresu nie była do powtórzenia, bo choć wiele można powiedzieć o potencjalnych możliwościach, to życie wymaga konkretnych odpowiedzi na cisnące się zewsząd pytania.

fot. Konrad Krupa (krupakon@pro.onet.pl)Nie ulega bowiem wątpliwości, że współczesny świat coraz bardziej jest niezrozumiały i coraz to zaskakuje łamaniem dotychczasowych utartych przyzwyczajeń i schematów. Dzieje się to już nie w skali pokoleń lecz życia pojedynczego człowieka.

Także w przypadku studentów zaczyna to odgrywać znaczącą rolę. Sytuacja w jakiej zaczyna się studia zmienia się w trakcie studiów i jest zupełnie inna po ich zakończeniu. Co innego widzi w perspektywie student pierwszego roku, a co innego staje przed nim w kolejnych latach, nie dając zarazem szansy na zaplanowanie czegoś na dalsze lata.

Odpowiedzią na taką sytuację jest postawienie następującej kwestii: jaką postawę ma przyjąć człowiek wobec takiej rzeczywistości. Stąd narodził się pomysł by przed uczestnikami trzeciego kongresu postawić problem postawy wobec tego co się dzieje w świecie.

Naturalne byłoby dociekanie dlaczego tak się dzieje. Jednak badania i wyjaśniania tego fenomenu nie podejmują się nawet wielcy tego świata. Zapewniają tylko kokieteryjnie, że jedynym stałym elementem współczesności staje się zmiana1). Postawą wobec niezrozumiałej rzeczywistości może być zagubienie, strach, nie mówiąc już o stresie jaki wywołuje kontakt z niezrozumiałą sytuacją. Tzw. wyzwania czy zagrożenia stają się tematem konferencji zawodowych z różnych dziedzin2). Przyjmuje się, że wyzwania te stawiają się same z siebie, jako tzw. obiektywny przejaw rzeczywistości. Człowiek zaś ma na nie odpowiedzieć lub im sprostać. Nie trzeba już nikomu tłumaczyć co będzie gdy nie sprosta się tym wyzwaniom.

Wiele wskazuje na to, że wyjaśnianie tych zawiłości współczesności jest zadaniem niewykonalnym. Mimo to chciałoby się adekwatnie do sytuacji kształtować swą karierę w ramach poznanych potencjalnych możliwości. Jakoś się do tego przygotować i jakoś wykorzystać to co człowiek odnajduje w sobie jako swój potencjał i zadatek na przyszłe życie.

Oczywiście nie można przypuszczać, że rzeczywistość “chce” kogoś przestraszyć, wprowadzić w stan zagubienia i niezrozumienia tego co się dzieje. Świat jest taki jaki jest. Nie można z góry zakładać, że jest wrogi dla człowieka i jakoś nastawiony przeciw niemu. Młodzi adepci pracy naukowej na pewno zdają sobie sprawę z tego, że świat jest poznawalny. Świadczą o tym odkrycia naukowe znajdujące szerokie zastosowanie w praktyce. Dziś już bez strachu ludzie podróżują po kontynentach, badają zjawiska przyrody, stawiają diagnozy i leczą wiele chorób.

Oczywiście, swą postawę wobec współczesności należy budować na faktach. Przykładem mogą być wiadomości dostarczane przez dziennikarzy. Dobry artykuł musi odpowiedzieć na cztery pytania: „co, gdzie, kiedy, jak”. Odpowiedź na te pytania daje w wyniku dobrą znajomość tego co się dzieje w świecie. Na podstawie tych wiadomości można formułować swą wiedzę o świecie.

Nauka to jednak nie tylko fakty. To specyficzny sposób wiedzenia o świecie, którego punkt wyjścia nadal tkwi w tym „co, gdzie, kiedy i jak”. Jednak dochodzi do tego ważna kwestia „dlaczego”. Wynika to z łatwej konkluzji, że jak się potocznie mówi „nie ma dymu bez ognia”. Oprócz wiadomości o faktach ważne jest by wiedzieć dlaczego się dzieją, aby móc jakoś oddziaływać na ich zachodzenie.

Odpowiadając na pytanie „dlaczego”, nauka umożliwia człowiekowi panowanie nad przyrodą i świadome oddziaływanie na przyrodę. Kwintesencją odpowiedzi na to pytanie są zależności przyczynowe przyjmujące postać praw formowanych przez człowieka a odnoszących się do świata. O tych prawach uczymy się w szkole, przygotowując się do samodzielnego ich odkrywania i formułowania. Znając jakieś „dlaczego” i podstawiając do niego jakieś „co, gdzie, kiedy, jak” możemy określić przyszłe zdarzenia, przewidzieć skutki podejmowanych działań. Nie można mieć lepszego pożytku z nauki niż możność świadomego funkcjonowania w otaczającym świecie. Dzięki temu człowiek zyskuje wolność uniezależniając się od ograniczeń nakładanych przez przyrodę.

Oczywiście nie na wszystkie „dlaczego” można znaleźć odpowiedź. Jednak motorem napędowym nauki jest przekonanie, że to tylko kwestia czasu by móc odpowiedzieć na dręczące człowieka pytanie „dlaczego”. Z tego zaś wynika, że żyjąc w konkretnym czasie musimy pogodzić się, że nie na wszystkie pytania możemy już dziś uzyskać odpowiedź. Na podstawie tak zdobywanej wiedzy kształtuje się postawa człowieka wobec otaczającego go świata.

postawa wobec faktów

Pytanie „dlaczego” wobec faktów opisanych w postaci „co, gdzie, kiedy, jak” daje nam w wyniku jakieś „to, tam, wtedy, tak”. Wydawałoby się, że w ten sposób dokonujemy opisywania i wyjaśniania świata. To zaś umożliwia skuteczne oddziaływanie na otaczający świat. Jest przecież oczywisty pożytek z poznawania świata, bo można wykorzystać tę wiedzę choćby do polepszania swego życia w świecie.

Dokonuje się to w oparciu o prawdziwą wiedzę, a zdaniem Arystotelesa (384-322 p.n.e.) „Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn3). Jednak wiemy też, że Sokrates (469-399 p.n.e.) - pod którego jakimś wpływem poprzez pośrednictwo Platona był Arystoteles - twierdził „Poznaj samego siebie3)”. Wydawałoby się, że w ten sposób wielki filozof stawał w opozycji do poznawania świata. Jest to jednak opozycja pozorna.

Ponieważ prawdziwa wiedza jest zdobywana przez człowieka, to od człowieka zależy jakość tej wiedzy. Jeżeli człowiek w największym stopniu przyczynia się do tego, jaka jest jakość zdobywanej wiedzy, to człowiek zatem powinien poznawać samego siebie, by mieć prawdziwą wiedzę.

Jeśli bowiem dzisiejszy świat nas niepokoi, to naturalne pytanie o to co nas niepokoi i dlaczego, warto zamienić na inne, które ma tę przewagę nad poprzednim, że daje możliwość udzielenia odpowiedzi.

Warto bowiem zapytać się samego siebie dlaczego myślę tak jak myślę, a potem dlaczego wiem to co wiem, dlaczego niepokoi mnie to co niepokoi. Jest to generalne pytanie o to dlaczego przyjmuję taką a nie inną postawę wobec współczesności.

Nie pytamy się przy tym o to jaką postawę przyjmujemy. Nie pytamy się też wobec czego przyjmujemy taką a nie inną postawę. Nie pytamy się nawet o to dlaczego współczesność jest taka a nie inna. Pytamy się samych siebie o to co sami robimy.

Jak wielka siła - a zarazem pożytek - jest w tym pytaniu można było się przekonać na przykładzie dyskusji o kanałach na Marsie. Dopóki wszyscy je widzieli - od czasu gdy je zauważył P. Secchi w 1876 - to nie było problemu. Pisano o nich w podręcznikach, rysowano mamy. Długość kanałów miała wynosić od 500 do 6000 km, a szerokość od 40 do 300 km.

Problem powstał gdy któryś z uczonych - E. M. Antoniadi 1909 - stwierdził, że kanałów nie ma. Od tego momentu przez blisko 50 lat toczył się naukowy spór na temat tego czy są czy nie. Niestety nie można było wówczas polecieć i sprawdzić z bliska. Pozostawało jedyne kryterium: „Dlaczego myślę, że są kanały na Marsie ?”. No i okazało się, że zanim poleciały próbniki i przysłały zdjęcia Marsa z bliska, uczeni we własnym zakresie doszli do wniosku, że nie ma podstaw do myślenia, że kanały są.

Dziś ta metoda nadal jest aktualna, choć może czasem nie można zdążyć z jej zastosowaniem. Gdy w serii zdjęć z Marsa dopatrzono się fotografii „twarzy”, to zaczęto zastanowić się czy jest to dzieło sztuczne czy naturalne. Jedni zaczęli pisać książki o cywilizacji, która pozostawiła taki ślad po sobie (prawdopodobnie ta sama, która wcześniej wybudowała kanały), a inni wysłali kolejny próbnik, który zrobił dokładniejsze zdjęcia.
Sporo by zaoszczędzono, gdyby zadano pytanie: „Dlaczego myślę, że to jest dzieło sztuczne ?”.

Dla przyszłych naukowców to pytanie o powód określonego myślenia - przez to, że zakłada możliwość kierowania własnym myśleniem - jest wstępem do trudnych poszukiwań prawdy naukowej. Podobny kierunek wskazywał sławny Kartezjusz4). Dla inżyniera powodem kierowania własnym myśleniem - a zarazem wyznacznikiem przyjmowanej postawy - jest dążenie do tego by ulepszać świat we własnym interesie. Jest to powód dla którego warto podjąć trud studiowania i kształtowania własnej postawy. Dlatego niech to pytanie będzie motywem toczonych dyskusji w czasie aktualnego Kongresu.

Forma dialogu oparta na zadawaniu pytań - a w szczególności pytania „dlaczego” dotyczącego własnego myślenia - wprowadza nową jakość do procesu poznawczego. Role stron dialogu często zmieniają się. Czasami bowiem nie wiadomo kto dokonał odkrycia, czy ten kto znalazł odpowiedź czy ten kto zadał właściwe pytanie.

Podejmując trud studiowania w dialogu - zarówno nauczyciele jak i uczniowie - mogą powiedzieć za Seneką: „Nauczając, uczymy się sami”.

Po wypowiedzeniu tej formuły można przyjąć, że III-ci Ogólnopolski Kongres Kół Naukowych został otwarty.

_________________________________________________________
1) Steve H. Haeckel - gość na VI Kongres Logistyków Polskich - ujmuje to następująco: "Zmiany są jedynym pewnym elementem funkcjonowania łańcuchów dostawczych. Jedyną zmienną - jest tylko ryzyko".

2) Tematem I-go Forum Polskich Menadżerów Logistyki będzie: "Jak przetrwać i zwyciężyć w czasach niepewności, integrowania się z Unią Europejską i wyzwań globalizacyjnych oraz rewolucyjnych zmian technologicznych?".

3) "Sentencje starożytnych na trzecie tysiąclecie", wyd. ASTRUM, Wrocław 2000.

4) René Descartes (Kartezjusz): "Rozprawa o metodzie - właściwego kierowania rozumem i poszukiwania prawdy w naukach", wyd. ANTYK Marek Derewiecki, Kęty 2002.
( Zasady prowadzenia badań naukowych: 1. Nigdy nie przyjmuj za prawdę tego, czego nie można w oczywisty sposób zobaczyć; 2. Trudne problemy podziel na możliwie najwięcej części; 3. Rozwiązywanie problemów zaczynaj od spraw najłatwiejszych i krok po kroku przechodź do zagadnień bardziej skomplikowanych; 4. Sprawdź wszystkie wnioski, aby się upewnić, że niczego nie pominąłeś. )

21.10.2003



KONGRESOWE OWOCE

Trzy dotychczasowe Kongresy Kół Naukowych wytyczyły pewien obszar aktywności intelektualnej adekwatny do działalności kół naukowych. Został on tylko zasygnalizowany, tak by kolejne Kongresy mogły służyć gruntowaniu i pogłębianiu rozmaitych aspektów z tego szerokiego zakresu.

Zaprezentowane przez poszczególne koła formy działalności wskazywały na bogactwo sposobów wykorzystania aktualnych możliwości oferowanych w ramach struktur akademickich czy przemysłowych.

Warto uwzględnić to, że działalność studentów na niwie naukowej zawiera nieocenione atuty. Oczywistymi zaletami są niskie koszty i ogromne zaangażowanie i pasja z jaką studenci umieją podejść do rozwiązywanych zagadnień. Wiadome też są wady związane z krótkim horyzontem czasowym studenckiego zaangażowania. Oprócz tego, że dają nieoceniony pożytek dydaktyczny, to dają też możliwość prowadzenia prac o dużym ryzyku niepowodzenia.

Tego ostatniego aspektu zwykle się nie docenia. Traktuje się działalność naukową studentów jako kopię - i do tego uproszczoną - „dorosłej” działalności naukowej. Wiadomo przy tym, że taki „dorosły” projekt musi być przed rozpoczęciem przez kogoś zaakceptowany. Ktoś musi przeznaczyć nań jakieś fundusze, przez co oczekuje jakichś gwarancji zwrotu poniesionych nakładów. Dobrze jest widziane a czasem i wymagane by projektodawca określił sposób wykorzystania wyników pracy naukowej umożliwiający uzyskanie dochodu pokrywającego wydatki.

W takiej sytuacji tylko studenci działający w ramach kół naukowych mogą się podjąć projektów o niewiadomym wyniku, nieokreślonym ryzyku powodzenia i w ogóle nie podporządkowanych jakiejkolwiek rutynie.

Takie podejście może się wydawać niezgodne z mimochodem utrwalanym przez lata przekonaniem, że wystarczy zacząć studia by uzyskać dyplom, że wystarczy zaliczać zajęcia by zostać inżynierem, że wystarczy mieć dyplom by dostać ciekawą pracę. Dopiero współczesność koryguje te niczym nie uzasadnione mity. Sam dyplom i to co na nim jest napisane coraz mniej gwarantuje. Przychodzi czas na przekonanie, że aby zostać inżynierem trzeba już od pierwszych dni studiów kształtować siebie i swą postawę wobec nie tylko współczesności ale i nadchodzącej przyszłości.

Ze względu na niekwestionowane pożytki płynące z tego rodzaju spotkań, samym uczestnikom powinno zależeć na tym by aspekt wypoczynku i zabawy był tylko tłem, na którym odbywa się wymiana doświadczeń i pomysłów z zakresu działalności naukowej studentów.

Prawie wszyscy, którzy z uzyskaniem dyplomu kończą działalność w rozmaitych kołach naukowych mogą potwierdzić, że gdyby zaczęli ją wcześniej to by więcej osiągnęli i mogliby czymś dodatkowym pochwalić się na początku swej drogi zawodowej. Żal ten jednak jest próżny, bo na pierwszym roku student przejmuje się zwykle rozmaitymi sprawami, ale w najmniejszym stopniu działalnością naukową.

Dlatego stosując chyba zasadę, że jeden obraz lepszy jest niż tysiąc słów, zaproszono na III-ci Kongres Kół Naukowych także studentów I-go roku, którzy formalnie do żadnych kół naukowych nie należą. W intencji eksperyment miał dać im okazję do podejrzenia sposobu na życie obranego przez starsze koleżanki czy kolegów. Ujrzenie kół naukowych w akcji miało być dla nich bodźcem do kształtowania własnego rozwoju naukowego w obranej dziedzinie już od samego początku studiów.

Tę potencjalną korzyść pozostali uczestnicy musieli okupić koniecznością zaakceptowania na czas Kongresu takiego stylu życia, w którym nie ma miejsca na merytoryczne aspekty Kongresu. Mimo tej niedogodności można potraktować te próbę jako jeszcze jeden przykład na znaczenie postawy przyjmowanej przez studentów wobec współczesności. W tym sensie wpisała się ona w główny nurt Kongresu.

W jego trakcie można było obserwować wspaniałe wyniki najbardziej pożądanych postaw studenckich. Każda z wyróżnionych postaw aktywnych1) jest swoistym wynikiem własnego rozumienia źródeł podejmowanych powinności. Może to być wola głębszego poznania studiowanej dziedziny wiedzy i sprawdzenia się w działalności na polu nauki przejawiająca się jako proaktywność. Może też być to reaktywność jako skutek dowiedzenia się od starszych roczników, że działalność w kole naukowym jest dobrze widziana na początku pracy zawodowej.

Oprócz tego można też było zaobserwować jak przejawiają się postawy im przeciwne. Nawet można było się naocznie przekonać, że przeciwieństwem aktywności nie jest wcale jakaś nieaktywność1) przypominająca bezwład i bezczynność.

Postawy nieaktywne też mają swoje rodzaje, które mogą mieć związek z wolą lub wiedzą. Jest też taka, która nie zależy ani od woli ani od wiedzy. Jest ona przyjmowana jako wymuszenie ze strony ograniczeń natury ludzkiej lub okoliczności. Ten rodzaj nieaktywności nie ma nic wspólnego z racjami rozumowymi, które można przypisać działalności naukowej. Za dobre przyjmuje się wtedy to co nie ma nic wspólnego z taką działalnością, a jest raczej wynikiem popędów.

Celem Kongresu nie może być jednak agitacja do działalności naukowej. Powinien on być raczej miejscem spotkań ludzi, którzy przeszli jakiś próg wtajemniczenia, tak by było to forum wymiany doświadczeń i doskonalenia się w już prowadzonej działalności. To zaś oznacza, że zakres możliwych postaw jest ograniczony i nie obejmuje całego spektrum studenckich zainteresowań. Ogranicza się do tego co może przynieść pożytek w przyszłej działalności zawodowej.

Choć biorąc powyższe pod uwagę można traktować eksperyment za udany, to nie powinien on być powtarzany. A konieczność wspólnego sfinansowania dokonań tej nieaktywnej grupy studentów można potraktować jako dodatkową przestrogę przed możliwością patoaktywnego wykorzystywania szans jakie niesie bycie studentem.

_________________________________________________________
1) "Wymóg publiczny czy szansa lepszego biznesu". Wywiad Szymona Augustyniaka z Deanem Sandersem. C X O, bez numeracji (wydany w październiku 2003) s.4.

23,28.10.2003



<= VI Kongres Logistyków Polskich =>

zorganizowany przez Polskie Centrum Doradztwa Logistycznego
Warszawa
"Poza horyzont zdarzeń w logistyce" - 2003 (odwołany)

"Logistyk kreatorem wartości przedsiębiorstwa*) - 2005



KOLEJNE ETAPY

Kolejne Kongresy Logistyków Polskich tworzą już pewien obraz logistyki poprzez przyjmowane w ostatnich latach hasła przewodnie. Są one konsekwencją przełomowego otwarcia się na kreację w logistyce jakie nastąpiło na IV-tym Kongresie, odbywającym się w 2001 r. pod hasłem "Kreatywna logistyka".

Dotychczas akceptowane określenie logistyki było na tyle nieprecyzyjne, że nie było powszechnej zgody na to czym jest logistyka. Porządek jaki wprowadziła CLM (1984) poprzez uznanie logistyki jako procesu jeszcze się na dobre nie upowszechnił, a już ta sama organizacja zmieniła swą definicję (1997), określając logistykę jako podproces innego procesu (w 2001 r. uzupełniono definicję o rodzaje procesów). Szkopuł w tym, że tego drugiego procesu nie zdefiniowano, odwołując się do ogólnego rozumienia tego z czym ma do czynienia logistyk.

Temu niedookreśleniu doszedł wielki i tragiczny znak zapytania w postaci wydarzeń z 11.09.2001 w Nowym Jorku. Logistyka, zarówno ta jako proces i ta jako podproces, stanęła bezradna wobec procesów niszczących to co przygotowali logistycy.

Jednak nowe ujęcie logistyki nie narodziło się dopiero w odpowiedzi na te tragiczne wydarzenia. W ostatniej niemal chwili bo 11.09.2001 rano autor otrzymał list potwierdzający obejrzenie przez członkinię zarządu CLM strony WWW, na której to nowe ujęcie zostało zaprezentowane1).

Dlatego w listopadzie na IV-tym Kongresie można je było przedstawić jako niezależną propozycję zmiany ujmowania tego co robią logistycy. Oczywiście nie można było oczekiwać, że przedstawienie tego ujęcia na forum Kongresu samo z siebie spowoduje przełom. Kongres przecież się kończył i trzeba było wrócić do swoich magazynów, palet, ciężarówek itp. Przełożenie jakiejkolwiek propozycji na codzienność nie musi być natychmiastowe ani od razu oczywiste. Ono musi zacząć wykazywać swą przewagę w konfrontacji z tą codziennością, dając lepsze wyjaśnienia tego co się robi i co należy zrobić.

Tym niemniej następny V-ty Kongres w 2002 r. kontynuował ten nurt przemian przyjmując jako swoje hasło Decyzje w logistyce". Podłożem dla tego hasła była już zawarta w zaproszeniu nowa definicja logistyki, zaprezentowana na poprzednim Kongresie.

W czasie obrad omawiano i przedstawiano różne aspekty decyzji podejmowanych przez logistyków. Z szerokiego przeglądu rozmaitości tych decyzji musiał dla uczestników wyniknąć wniosek, że żadnej z nich nie uda im się ani powielić ani powtórzyć, nawet w analogicznych okolicznościach. Tym kto je kształtuje w sposób niczym nieskrępowany, jest logistyk. To on nadaje piętno swego doświadczenia i osobowości podejmowanym decyzjom, które z kolei wyznaczają to co dotyczy dostarczania dóbr. Są to oczywiście "decyzje logistyków" a nie "decyzje w logistyce", skoro dopiero od tych decyzji zależy jaka logistyka powstanie.

Poszczególni prelegenci dawali bezwiednie temu świadectwo ubarwiając swe wystąpienia rozmaitymi pomysłami, choć prezentacje już same w sobie były zajmujące i ciekawe. Bez obaw przedstawiali rozmaite sytuacje występujące w praktyce wiedząc, że nie są one do powtórzenia gdzie indziej. Ten kto chciałby je powielić musiałby nie tylko przejąć się podobnym sposobem widzenia logistyki, ale także opanować podobne doświadczenie i ukształtować podobnie swą osobowość. To zaś z definicji nie jest możliwe.

Wszelkie nowinki poznawane na tym jak i na innych kongresach trzeba twórczo adaptować, korzystając z własnego doświadczenia i bazując na swojej osobowości. Dla wielu logistyków staje się to coraz bardziej oczywiste, przez co nie tłumaczą się już tajemnicą służbową, tylko dzielą się z innymi swym doświadczeniem, jeśli tylko czas i okoliczności są po temu sprzyjające.

Dlatego też naturalną koleją rzeczy zbliżający się VI-ty Kongres w 2003 r. stawia problem tego kto podejmuje decyzje, przyjmując hasło Poza horyzont zdarzeń w logistyce". Gdyby logistyka miała być procesem lub podprocesem, to myślenie o tym co jest poza horyzontem zdarzeń nie miałoby sensu na jej gruncie. Jeśli bowiem logistyka jest procesem, to decyzje są w logistyce, a logistyk jest w samym jej centrum, po to by delektować się zdarzeniami. Poza nimi może jest świat, ale dla logistyka niedostępny. Nawet pomysł by sięgać poza horyzont zdarzeń należałoby traktować jako urojenie, co wielu logistyków niestety robi.

Można jednak mieć nadzieję, że przełom już się dokonał. Próbując sięgnąć poza horyzont zdarzeń zrywa się zarówno z "decyzjami w logistyce" jak i z logistyką jako procesem. Decyzje logistyków dotyczące procesów i czegokolwiek innego są podejmowane poza horyzontem zdarzeń, bo tam właśnie musi być logistyk jeśli chce by była logistyka. Jest tam zaś dlatego, że sam się tam usytuował, dzięki swej osobowości, wiedzy i doświadczeniu. Jako racjonalną i twórczą odpowiedź jednostki na to z czym ma do czynienia w rzeczywistości.

Rzeczywistość zaś domaga się nie procesów czy zdarzeń lecz ładu przejawiającego się tym, że potrzebujący otrzymują to co jest dla nich dobrem. Często wbrew zakusom tych, co próbowaliby temu przeszkodzić. Dobrze więc, że kolejne Kongresy wskazują na logistyka, który własną twórczością - przez podejmowane decyzje - tworzy logistykę jako warunkowanie dostarczania dóbr.

Na IV-tym przełomowym Kongresie pytano "Gdzie zaczyna się logistyka?", na V-tym pytano czy decyzje są "w logistyce" czy są "logistyków". Z hasła zbliżającego się VI-tego Kongresu przebija przekonanie o braku wątpliwości. Idźmy więc "poza horyzont zdarzeń". Tam gdzie powinien być logistyk.

_________________________________________________________
1) (RE: CLM definition; Date: Mon, 10 Sep 2001 21:23:27 -0500; From: Maria McIntyre mmcintyre@clm1.org; To: "'jok@it.pw.edu.pl'" jok@it.pw.edu.pl) "Jozef, Thank you for sharing your web site information. While I do not have the ability to read Polish, your site is very attractive looking ... and I do recognize the letters "CLM." Thank you and I wish you well. Maria" (Maria A. McIntyre; Executive Vice President Council of Logistics Management; 2805 Butterfield Road - # 200; Oak Brook, IL 60523; 630-574-0985; 630-574-0537 Fax; mmcintyre@clm1.org)

25.01.2003



WYJŚĆ POZA HORYZONT

Próby osiągnięcia horyzontu wydają się być bezowocne. Im dalej sięgamy wzrokiem to wciąż to samo - zdarzenia. Jest ich tak dużo, że przesłaniają widok na duże odległości. Giną gdzieś pod horyzontem. Tak ich dużo i tak są rozmaite. Nie są one jednak bezpańskie. Są powiązane pomiędzy sobą w warkocze procesów, które dodatkowo przeplatają się i wzajemnie uzależniają pomiędzy sobą. Żeby nie było dość, to ciągle ktoś dodaje nowe procesy, powiększając i zagęszczając zbiorowisko zdarzeń.

Bogactwo procesów nie tylko przytłacza swym bezmiarem, ale jest także na swój sposób fascynujące. Dostrzeżenie zależności pomiędzy procesami dostarcza zadowolenia odkrywcy. Moment dostrzeżenia ukrytych powiązań, możliwość ujawnienia ich współpracownikom, jest doświadczeniem wartym wytrwałości i przenikliwości poświęconym na ich poszukiwanie.

Sam fakt istnienia horyzontu jest możliwy do zaakceptowania i nawet daje się wytłumaczyć racjonalnie. Nawet można wytłumaczyć bezcelowość prób jego osiągnięcia a tym bardziej przekroczenia. Nie wszystko przecież można i trzeba zobaczyć. Istnienie horyzontu postrzeganego przez wszystkich pozwala pogodzić się z myślą, że jest on nieosiągalny. Wyznacza uwarunkowania ludzkiego życia, pewien obszar możliwości, na którym ono się rozgrywa.

Jakaś siła powoduje jednak, że ciągle tęskni się za tym, co jest poza horyzontem. Jeśli ulec tej wewnętrznej tęsknocie za niemożliwym powstaje problem wyrwania się z tych ograniczeń, których symbolem jest horyzont. Jak zatem wyjść “poza horyzont zdarzeń w logistyce” ?

Cóż bowiem może być za horyzontem i czy warto próbować tam dotrzeć ? Horyzont jest tym, co nas otacza. Określa pewien obszar a zarazem stanowi kres tego, co widzimy. Gdy poszerzamy horyzont, to postrzegamy coraz więcej zdarzeń. Czy gdzieś jest kres zdarzeń, za którym poszerzanie obszaru objętego horyzontem nie będzie powodować powiększania się liczby zdarzeń? Wydaje się, że nie ma. Jedne zdarzenia wywołują następne, te zaś następne, itd., bo taka jest natura procesów. Jest tylko kwestią umowy, które zdarzenie zaczyna a które kończy dany proces oraz to, że jakieś zdarzenie kończące jeden proces zaczyna inny. Zdarzeniom - coraz to nowym - nie ma końca. Tak działa świat.

Jeśli więc poszerzanie okręgu horyzontu odkrywa kolejne zastępy procesów i zdarzeń, to są dwie możliwości odnośnie tego co może być poza horyzontem:

  1. są tam także zdarzenia, które byłyby odkrywane w miarę poszerzania obszaru objętego horyzontem,
  2. nie ma tam zdarzeń, a dopiero wraz z obejmowaniem przez horyzont nowego obszaru, są one wywoływane przez zdarzenia będące przed horyzontem.

poscigGdyby tak udało się przeskoczyć linię horyzontu, to możnaby rozwikłać ten dylemat. Ale jakoś nikomu to się dotychczas nie udało, gdyż taka jest natura horyzontu. Żadna więc hipoteza nie może być potwierdzona. Aby poszerzenie horyzontu nie powodowało powstawania kolejnych zdarzeń, to musiałby być jakiś typ zdarzeń, które byłyby ostatnimi w jakichś procesach, za którymi nie mogłoby już być innych zdarzeń. To tak jakby jakaś zmiana w świecie nie wywoływała żadnych skutków. Coś jak “czarna dziura” zdarzeń, pochłaniająca ich całą twórczą moc.

Jednak stawiałoby to pod znakiem zapytania sam fakt wystąpienia takiego zdarzenia, gdyż nie byłoby go jak zaobserwować. Ewentualnie mogłyby to być zdarzenia, które nie wywołują zdarzeń określonego rodzaju związanego z konkretnym procesem. Dzięki temu byłyby przynajmniej obserwowalne.

Tylko, że zarówno zdarzenie jak i proces to tylko ludzki pomysł na opisywanie rzeczywistości. Po to wprowadza się zdarzenie by móc posługiwać się procesami, tak by to co się obserwuje nie sprawiało wrażenia chaosu. Zdarzenia są więc skutkiem ludzkiej zdolności postrzegania rzeczywistości, jako wynik zdolności postrzegania zmian. To nie zdarzenia istnieją, lecz to co istnieje i co się dzieje, można opisać jako zdarzenia.

Możnaby więc umówić się, że od pewnego zdarzenia nie traktuje się tego jako zdarzenie. W ten sposób powstałoby zdarzenie terminalne. Tylko, że to co byłoby po nim byłoby jakąś rzeczywistością, którą należałoby jakoś postrzegać i opisać. Potrzebne byłyby jakieś nowe kategorie, równie efektywne jak zdarzenia.

Ale takie wyjście poza horyzont zdarzeń polegałoby na tym, że po to tylko by nie widzieć procesów, przechodzi się jakąś granicę, którą wcześniej samemu się sobie wyznacza. W efekcie nie widzielibyśmy procesów i zdarzeń nie dlatego, że ich nie ma lub nie można ich zobaczyć, lecz dlatego, że umówiliśmy się nie nazywać tego co widzimy procesem. Czyli taki rodzaj "zaklinania" rzeczywistości.

Cały wysiłek takiego wychodzenia poza horyzont zdarzeń poszedłby na marne. To już lepiej nie ruszać się z miejsca i przestać postrzegać procesy tam gdzie się jest. Ten sam efekt. Linia horyzontu zdarzeń zamknie się w nas jako punkt, pozostawiając wolną przestrzeń już bez zdarzeń. Tylko należałoby na tę przestrzeń patrzeć inaczej choć jeszcze nie wiadomo jak. Mógłby to być taki sam sposób jaki byłby potrzebny poza horyzontem zdarzeń. Ale na razie go nie ma.

Wychodzi na to, że horyzont powstaje dlatego, że postanawiamy w określony sposób postrzegać rzeczywistość. Ponieważ jednak w określeniu zdarzenia nie ma żadnego kryterium ograniczającego ten sposób postrzegania rzeczywistości, to uzyskany obraz jest mocno zagmatwany. Dlatego chcemy wyjść poza obszar wyznaczony tą metodą, czyli w efekcie uwolnić się od metody. Symbolem tego jest właśnie horyzont, który ze swej natury ogranicza pole widzenia. Jest swego rodzaju ratunkiem przed jednoczesnym postrzeganiem nieskończonej liczby zdarzeń. Powstaje przez to myląca sugestia, że za horyzontem jest coś innego.

Potraktujmy więc metodę procesów jako rodzaj “światła”, którym oświetlamy obserwowaną rzeczywistość. Zakreśla ono pewien krąg, wewnątrz którego widzimy procesy i zdarzenia, ale poza którym to już ciemność. Pełni on funkcję swego rodzaju horyzontu obejmującego zdarzenia. Aby zobaczyć co jest poza nim wystarczy powiększyć krąg światła. Oczywiście zobaczy się wtedy nowe zdarzenia i procesy.

horyzontAle jest też drugi sposób. Można przecież obserwować tę pozostałą rzeczywistość w innym świetle. Niekoniecznie musi to być “światło” procesów i zdarzeń, choć wydaje się, że już lepszego “światła” nie ma. W odniesieniu do logistyki “światło” to już wielokrotnie się zmieniało. Najpierw było to “światło” czynności, potem funkcji, czyli celowych czynności. Obecnie najpopularniejsze jest “światło” procesów, czyli sekwencji funkcji lub inaczej sekwencji celowych czynności.

Jednak nie w tym problem czy jest lepsze “światło” od procesów. Może ktoś je kiedyś wymyśli. Teraz ważne jest to by traktować procesy nie jako otaczającą nas rzeczywistość zamknięta “horyzontem zdarzeń”, lecz właśnie jak rodzaj “światła”, którym oświetlamy tę rzeczywistość, po to by widzieć to co się dzieje w kategoriach procesów 1).

Wyjście poza horyzont zdarzeń nie będzie więc wynikiem skutecznego pościgu za uciekającą linią horyzontu. Nie będzie też skutkiem wzniesienia się na odpowiednią wysokość na tyle szybko by prześcignąć oddalającą się linię horyzontu. Wystarczy zrzucić z oczu przesłonę procesów i stanąć obok kręgu horyzontu, by przestać wytwarzać horyzont wokół siebie, lecz tylko tam gdzie jest niezbędny i tylko w niezbędnym zakresie.

Horyzont zdarzeń nie powinien więc ogarniać logistyka. Otacza on jedynie to co ma być użyteczne dla dostarczania dóbr. Oczywiście krąg horyzontu powinien być jak najobszerniejszy, by nic co może służyć lub zagrażać dostarczaniu nie było pominięte.

Logistyk zaś musi dbać o to by zdarzenia go nie ogarnęły, czyli o to by zawsze być ponad i obok tego co się zdarza. Nie może dać się wciągnąć w wir zdarzeń i stać się ich zakładnikiem. To on ma je tworzyć, tak by nie zdarzały bez jego wiedzy lub woli. Tylko wtedy zachowa zdolność oddziaływania na to co się dzieje. Działać zaś będzie poprzez tworzenie warunków dla tego co się ma dziać.

Dziś światło procesów wydaje się najodpowiedniejsze. Ważne więc by nauczyć się je używać skutecznie i z pożytkiem. O tym zaś może decydować tylko logistyk, który sam będzie poza “horyzontem zdarzeń”. I faktycznie po uwolnieniu się z ograniczeń tego horyzontu “wszystko jest proste”. Dlatego, że jest dziełem własnym logistyka. To co będzie tworzył - jako swe dzieło - będzie dla niego proste, a przez to zrozumiale. Nawet jeśli dla innych byłoby bardzo skomplikowane.

Prostota tego co jest “za horyzontem" nie wynika z tego, że jest tam kraina “mlekiem i miodem płynąca” gdzie “lew i łania pasą się na wspólnym pastwisku”. To jest nadal ten sam świat tylko zmienił się do niego stosunek logistyka. To co się w nim dzieje staje się wynikiem jego woli a nie skutkiem igraszek procesów.

Prostota jest więc skutkiem porzucenia złudzeń, że usadawiając się w centrum procesów uzyskujemy nad nimi pełnię kontroli. Przebudzeniem może być zderzenie z procesami zaplanowanymi przez kogoś innego, które nie tylko zakłócają przebieg procesów "głównych" ale narażają też na szwank dobre imię logistyka. Nie będzie też proste przez to, że wszystko wiadomo jak i co robić. Tego też nikt nie może nawet obiecać.

Logistyk nie dostaje bowiem do rąk jakiegoś rodzaju "różdżki czarodziejskiej", za dotknięciem której wszystko staje się proste. Ma tylko narzędzie do budowania świata podlegającego przejrzystym regułom, do podejmowania działań eliminujących z tego świata chaos i zamęt. To ustawianie się "poza horyzontem zdarzeń" daje niezbędną perspektywę do tego by podołać wyzwaniom jakie współczesność przed nim stawia.

_________________________________________________________
1) Kewin Turner z Wal-Mart w udzielonym wywiadzie ujął to następująco: "obraz całego systemu z perspektywy procesów biznesowych" ["Wiarygodność zmienia świat", CXO, nr 7 październik 2002, str. 64-67]

24.01, 2.02. 2003



PRZEŁOM W LOGISTYCE

czasopisma korespondencja

W okresie drugiej połowy XX w. pojawiały się rozmaite próby określenia czym jest logistyka. Ich zestawienia można znaleźć w wielu współczesnych publikacjach dotyczących logistyki1). Zakres upowszechnienia poszczególnych definicji był niejednakowy, a ciągłe pojawianie się nowych propozycji świadczyło o tym, że wynik wciąż nie był zadowalający.

Odczucie swego rodzaju ulgi mogło pojawić się gdy CLM2) po wielu latach dyskusji zaprezentowała w 1984 r. przyjętą przez specjalistów zrzeszonych w tej organizacji "procesową" definicję logistyki3). Była ona ukoronowaniem praktycznego podejścia do logistyki z wykorzystaniem aktualnych osiągnięć nauki w sposobie przedstawiania rzeczywistości. Zaproponowane ujęcie spotykało się z coraz szerszą akceptacją środowisk logistyków, czego ubocznym przejawem było zamieranie dyskusji i stopniowe zanikanie nowych propozycji odnośnie definicji.

Teoretyczne ujęcie procesowe wyraźnie wskazywało na swą wtórność wobec praktyki. Dlatego następujące po tym próby podporządkowania praktyki procesom nie przynosiły sukcesu, bo nie mogły ich przynieść bez szkody dla praktyki. Doskonalenie się praktyki logistycznej trwało bowiem nadal bez oglądania się na teorię. "Odkrywano" coraz to nowe działania, które nie mieściły się w uznanych formach procesów.

W efekcie CLM "musiała" zmodyfikować swą definicję logistyki już w 1997 r. Nowa jej postać4) była także wyrazem podporządkowania teorii temu co działo się w praktyce, czyli upowszechniającej się właśnie fascynacji synchronizacją działań wielu procesów związanych z dostarczaniem towarów. Nowa idea przyjęła postać tzw. "łańcuchów dostawczych" jako wiodącej zasady logistycznej. Jednak dokładne zdefiniowania tego nowego sposobu działania odłożono na przyszłość, zadowalając się ogólnikowymi deklaracjami o jego wyższości5) nad logistyką.

Choć pogodzono się z wtórnością teorii logistyki wobec tego co się działo w praktyce, to dzięki tej prolongacie praktycy mieli nadal otwartą furtkę by móc deklarować się po stronie logistyki bądź “łańcuchów”. Usprawiedliwieni byli tym, że definicja logistyki nadal się zmieniała, czego potwierdzeniem była kolejna modyfikacja definicji po kilku latach, gdy CLM dodała do zakresu logistyki procesy przepływu od odbiorcy do dostawcy, o których praktycy wiedzieli od dawna. Przy braku teorii wszystko co dotyczyło logistyki musiało być problemem6), bo nie wiadomo było co wydarzy się w praktyce.

Od praktyków domagano się jednak tworzenia “łańcuchów dostawczych” lub włączania się do nich, choć dla wielu było oczywiste, że zarówno procesy jak i “łańcuchy dostawcze” powstawały dopiero jako wynik ich działania. Do takiej sytuacji musiało doprowadzić stosowanie procesowej definicji logistyki. Jeśli logistyka jest procesem w ogóle, to przynależy do teorii systemów i traci swą autonomię. Żeby zachować choć pozory odrębności trzeba było wskazać procesy jakie obejmuje logistyka. Procesy zaś mogą różnić się pomiędzy sobą nie konstrukcją - bo ta jest we wszystkich taka sama - lecz obszarem występowania lub zastosowania.

Należało więc wyspecyfikować te procesy, którymi zajmuje się logistyka. Zaczęto od procesów dostarczania towarów, potem doszły usługi, aż dodano informacje - których status jednak ciągle nie do końca jest wyjaśniony. Kolejno też dodawano kapitały, ludzi, aktualnie akcentuje się wartości. Po kilku latach “odkryto” procesy przepływów zwrotnych od odbiorcy do dostawcy. Z czasem zapewne dochodziłyby kolejne klasy procesów. Pomijano niestety procesy zagrażające dostarczaniu dóbr, którym logistycy powinni zapobiegać7).

Ten stan bezradności wytworzył próżnię, która niespodziewanie została wypełniona wydarzeniami z 11.09.2001 w Nowym Jorku. Wymienianie takich czy innych procesów jako składowych logistyki zostało tragicznie przerwane przez atak na cywilne obiekty przeprowadzony za pomocą cywilnych samolotów. Nie brany pod uwagę przez logistyków proces destrukcji “zderzył się” z oferowanymi przez nich procesami dostarczania towarów usług i informacji, tworząc potworną i tragiczną wyrwę nie tylko w ziemi ale przede wszystkim w sercach ludzi.

Tego musiało być za wiele dla logistyków. Dalsze wymienianie procesów traciło sens, skoro zawsze można być zaskoczonym przez kogoś kto wymyśli i zrealizuje proces pominięty w definicji logistyki. Dotychczas w ten sposób praktycy zawsze wyprzedzali tzw. teoretyków. Tym razem to praktycy zostali wyprzedzeni.

W sytuacji logistyki może to oznaczać cofnięcie się do jej prapoczątków. Znowu wyzwaniem dla logistyków byłoby sprawne i skuteczne dostarczanie materiałów na linie frontów. Tylko, że na marne poszedłby wieloletni wysiłek by oderwać logistykę od jej militarnych korzeni i nadać jej walor ogólnie użytecznej dziedziny wiedzy i umiejętności. W tym sensie nawet ogłaszanie szczytnych celów podejmowanych działań militarnych nie zmienia tego, że jest to klęska logistyki. Ludzka racjonalność nie zdołała przeciwstawić się dążeniom do chaosu i destrukcji.

Niestety sami logistycy - poprzez swoje organizacje - tak ustawili swoją rolę. Jeśli logistyka ma być podporządkowana procesowi dostawczemu, to tym samym logistycy stają się podporządkowani twórcom procesów. Na tych zaś twórców mogą nie mieć żadnego wpływu, jak pokazały to tragiczne wydarzenia z pamiętnego września.

Rozbieżność jakiej źródłem stało się procesowe ujęcie logistyki, wyraża się tym, że praktyk widzi proces PRZED, a teoretyk PO zrealizowaniu. Ujawnia to swe negatywne skutki w tym, że mimo klarownych konstrukcji teoretycznych tzw. “łańcucha dostawczego”, w praktyce trzeba sobie radzić z czymś co dopiero w efekcie dawało się widzieć jako taka konstrukcja. Sprawiało to wrażenie zgadywania rozwiązania mając do dyspozycji jedno podejście.

Podporządkowanie logistyki traktowanej jako proces jakiemuś innemu procesowi większemu od niej - a jednocześnie niezdefiniowanemu - samo w sobie było nieopatrznym zawieszeniem metodologii naukowej. W decydującym momencie zamiast z radością stwierdzić, że oto wobec wyzwania jakie stanowiło wytworzenie przez praktyków potrzeby synchronizowania różnych współdziałających obiektów, nadal mamy do czynienia z logistyką, zatrzymano ją w rozwoju i podporządkowano świeżemu wytworowi współczesności. Pozostawiono logistykę w przedpokoju przyjmując, że zmiana wielkości przedsięwzięcia wprowadziła nową jakość. W ten sposób coś co powstało w stosunkowo krótkim czasie - prawie na naszych oczach - miało przyćmić dziedzinę wiedzy i działalności, która mozolnie przez wieki poszukiwała swej tożsamości. Tuż u mety zostałaby uprzedzona przez powstałą nową dziedzinę.

Mógł z tego wyniknąć jedynie zamęt, który ogarnął ostatnie lata minionego wieku. W “ekspresowym” tempie należało wytworzyć nową terminologię oraz nowy sposób uprawiania nauki i stosowania jej w praktyce. Zabrakło przy tym czasu na refleksję co jest obiektem badań. Z perspektywy praktyki były to nadal te same co w logistyce strumienie materiałów, informacji i czego tam jeszcze. Jednak z perspektywy nauki miały to być “łańcuchy” a nawet “sieci” procesów, co miałoby wskazywać nie tylko na nowy obiekt badań i oddziaływań, ale przede wszystkim uzasadniać wyższość nad dotychczasową logistyką.

Jasne jest, że ponieważ logistyk ponosi osobistą odpowiedzialność za wyniki dostarczania, to w jego osobistym interesie leży uzyskanie odpowiedniej perspektywy widzenia logistyki. Po pierwsze nie może on stać w roli petenta do jakiegoś większego procesu, za który nie odpowiada, a po drugie nie może stawać do wyścigu z twórcami procesów mając skrępowane ręce i nogi listą procesów jakie obejmuje logistyka. Po trzecie i najważniejsze zawężenie obszaru logistyki do procesów wyłącza poza ten obszar wszelkie aktywności związane z przygotowaniem procesów. Na skutek tego logistyk ponosi odpowiedzialność za coś na co może nie mieć wpływu, a co stawia go w zwyczajowej sytuacji tzw. “chłopca do bicia8).

Pokazuje to jak ważne znaczenie ma sposób w jaki logistyk widzi swą rolę i dziedzinę, której poświęca swój czas, emocje i intelekt. Jest również ważne by ci od których oczekuje wsparcia w rozwiązywaniu rozmaitych problemów wynikających w codziennym życiu akceptowali tę samą perspektywę logistyki.

Warunkiem dalszego rozwoju logistyki jest oderwanie się od procesów jako wyznacznika tego czym jest logistyka. Zarówno w aspekcie materialnym zdarzeń jak i relacji pomiędzy procesami. Jednak rozwiązaniem nie może być włączenie do logistyki tego większego procesu, którego jakoby jest ona częścią.

Szczęśliwym trafem sformułowanie “ta część” w definicji przyjętej ostatnio przez CLM, stanowiło inspirację dla nowego rozumienia logistyki. Paradoksalnie umożliwiło bowiem oderwanie się od materialnego widzenia logistyki i potraktowanie tego jej aspektu jako skutku “tej części” każdego procesu. “Ta część” bowiem to aktywność ludzkiego rozumu by podporządkować swej woli to co się dzieje w świecie. To przenoszenie akcentu na sferę nie poddaną jak dotąd rygorom naukowym, jest zgodne z dotychczasową intuicją, że to co realizuje się w praktyce powstaje ze wszystkimi szczegółami w obszarze wyobraźni i pomysłowości logistyków. Im więcej logistyki powstanie przed rozpoczęciem procesów tym lepiej dla samych procesów.

Nie można jednak twierdzić, że tak tragiczne skutki spowodował brak odpowiedniej definicji. Odpowiedzialność zawsze spada na ludzi, którzy dokonali określonych działań. Nie można jej przypisywać ani instytucjom ani systemom. Dzięki definicji można jednak właściwie postrzegać badany obiekt. To co obserwujemy wskazuje, że często można się mylić odnośnie tego obiektu i wytwarzać o nim fałszywe mniemania. Zmiana definicji logistyki to tylko początek drogi od tego niespodziewanego chaosu do stanu gdy rzeczywistość zostanie podporządkowana logistyce jako warunkowaniu dostarczania dóbr9).

Pierwszym efektem przełomu jest zakończenie dyskusji o tym czym jest logistyka. Nowe określenie umożliwia odróżnienie logistyki od tego co jest tylko dostarczaniem bądź przewożeniem towarów czy ładunków. Jest ono przy tym wspólne dla praktyków i teoretyków. Umożliwia tworzenie wspólnego języka mającego odzwierciedlenie w obu tych rodzajach aktywności.

Drugim efektem jest uruchomienie wzajemnej wymienialności doświadczeń wyrażanych w tych samych kategoriach pojęciowych. Umożliwia to jasne formułowanie zapytań oraz postulatów w odniesieniu do każdej z tych dwóch grup zawodowych.

Trzecim zaś efektem - może najważniejszym - jest koniec rozdzielania logistyków na praktyków i teoretyków. Od początku było ono sztuczne i wiele środowisk podejmowało próby zgromadzenia przedstawicieli obu grup za jednym stołem. Środowiska naukowe proponowały stół konferencyjny, zaś środowiska praktyków - stół zarządu firmy.

Wielu osobom udawało się prowadzić swą działalność na obu niwach. Jednak dotychczas wszelkie współdziałanie wymagało dopasowania terminologii wyrosłej na gruncie nauki do tego co robiono i obserwowano w praktyce. Rodziło to np. pytania o to “gdzie zaczyna się logistyka10), czy decyzje są "w logistyce" czy "logistyków"11) lub wywoływało nieporozumienia przy próbach traktowania internetu jako środka rewolucjonizowania logistyki.

Po zmianie definicji zmienia się tylko perspektywa widzenia logistyki. By ją realizować potrzebne są nadal odpowiednie predyspozycje, wiedza, doświadczenie z rozmaitych dziedzin, szerokie - teraz prawie ogarniające wszystko - horyzonty intelektualne oraz umiejętności radzenia sobie na tym bardzo szerokim polu. Konieczność doskonalenia się w tych rozmaitych dyscyplinach nadal spoczywa na logistyku.

Zarazem jednak kończy się problem z tym jakie procesy są objęte logistyką. Okazuje się bowiem, że wszystkie. Zarówno te, które służą dostarczaniu dóbr jaki i te, które zagrażają dostarczaniu. Są wśród nich procesy znane dotychczas jak i te, które dopiero powstaną a także te, które zostaną przewidziane przez logistyka, po to by można było skutecznie zapobiec ich powstaniu. Logistyk musi określić wszystkie warunki jakie są konieczne do zrealizowania dostarczania. Dzięki temu może podjąć się osobistej odpowiedzialności za wynik dostarczania. Od tego bowiem kim jest logistyk może zależeć los firmy oraz ludzi, którzy z jej pomyślnością pokładają swoje nadzieje.

_________________________________________________________
1) Np. Blaik P.: Logistyka, PWE, Warszawa 1996.
2) CLM (ang. Council of Logistics Management) www.clm1.org
3) Beier F.J., Rutkowski K.: Logistyka, Szkoła Główna Handlowa, Warszawa 1993.
4) CLM
5) Joel Sutherland, Przewodniczący CLM, w rozmowie z internautami 3.06.2002 stwierdził: “To jest ważne pytanie czym jest ta rzecz nazywana “łańcuchem dostawczym” (ang. “supply chain”) ? Są setki definicji tego terminu, które były wytworzone przez konsultantów w latach 80-tych. Wiemy, że jest większy niż logistyka, ale brakuje zgody co do definicji. Logistyka jest przypuszczalnie najważniejszą częścią tej szerszej aktywności pomiędzy przedsiębiorstwami i to tam możemy efektywnie prowadzić badania i dostarczać wartości edukacyjnych. Po to by CLM mogła reprezentować SCM (ang. Supply Chain Management), powinniśmy zdefiniować ten termin ku ogólnej zgodzie ... co, nie sądzę by było możliwe.”, Transcript of Council of Logistics Management State of the Union Chat.
6) Rzeczyński B.: “Trendy i strategie w logistyce 2000+”, Logistyka, 6/2000.
7) Zagrożenia dla procesów logistycznych dostrzeżono np. przy okazji realizowania dostaw JIT, które stały się łatwym celem dla napadów rabunkowych na skutek swej regularności i powtarzalności.
8)Animator sprawnego planowania”, Wywiad z Jarosławem Szewczykiem, CXO, grudzień 2002.
9) www.okulewicz.republika.pl
10) IV Kongres Logistyków Polskich, Warszawa, 20-21.11.2001.
11) V Kongres Logistyków Polskich, Warszawa, 28-29.10.2002.

25.01.2003

P.S. Konsekwencją przełomu w zakresie definicji stało się określenie logistyki poprzez jej istotę i warunek istnienia. Dzięki temu także zarządzanie logistyczne stało się bardziej zrozumiałe. (12.05.2003)



PRAKTYCY   z   TEORETYKAMI

W nowożytnej logistyce dominuje działanie praktyczne, po którym następuje uogólniająca je refleksja teoretyczna1). Na skutek tego przesłanki do uogólnienia ma ten kto wcześniej coś zrobił. Zwykle ten ktoś dokonuje tego uogólnienia i podaje jako teorię, która może nawet mieć cechy ogólność i tak często jest traktowana. Inni przez to, że nie mają dostępu do przesłanek, muszą to przyjmować jako pewnik i czekać na kolejne "objawienie".

Bez wątpienia tak tworzone teorie są poprawne. Ze względu na dużą skalę nagromadzonego doświadczenia jakiś sprawdzony wzorzec teorii logistycznej może być z powodzeniem powielany w wielu przypadkach. Mimo, że jest on słuszny dla warunków, w których został sformułowany, to jego walor ogólności jest nikły. Przeniesiony do nowych i innych uwarunkowań lokalnych nie przynosi oczekiwanych efektów (np. Wal-Mart w Niemczech lub w Wielkiej Brytanii).

W efekcie jednak logistyka jest postrzegana jako jakiś zbiór wzorców prezentowanych przez wybitnych logistyków. Zarówno w dziedzinie logistyki jak i zarządzania z łatwością przyjął się termin "guru". A przecież ani w matematyce czy fizyce czy innej dziedzinie o wyraźnej roli teorii zjawisko "guru" nie występuje. Wskazuje to na nikłą rolę teorii w logistyce. Poza może taką teorią, która umożliwia np. obliczenie czasu przejazdu na zadanej trasie, do czego żaden "guru" nie może wtrącić swego "3 grosze". Może co najwyżej wymagać by przejazd odbywał się "błyskawicznie".

Skutkiem tego są tendencje do separowania sie praktyków od teoretyków. Albowiem teorię o podanym wcześniej rodowodzie można w jakiś sposób “nagiąć" do praktyki na odpowiednio wąskim obszarze o wyraźnej specyfice. Najlepiej to zrobić na obszarze przedsiębiorstwa, gdzie naukowcy raczej nie “zaglądają" przez co nie mogą zwracać uwagi na “czystość" teorii.

Przykładem takiego separowania się może być udział logistyków w konferencjach. Wiadomo, że w działającej z sukcesem firmie musi być co najmniej jeden wybitny logistyk. Jednak namówić kogoś takiego na wykład na “zwykłej" konferencji naukowej jest bardzo trudno bo “nie ma czasu". Można zaś go spotkać na komercyjnej konferencji, która ze względu na koszt nie jest dostępna dla naukowców.
Tak więc czynnik pozamerytoryczny, jakim są pieniądze, podtrzymuje niemożliwe do zweryfikowania przekonanie, że bez wątpienia wybitni logistycy mają coś do powiedzenia.

Aby przełamać te separatystyczne tendencje należy próbować opracować teorię logistyki tak by uniezależnić ją od wiodącej roli doświadczenia. Może to wymagać wyjścia poza "ramy" wyznaczone do tej pory dla teorii. Wydaje się, że zainicjowane bez mała 70 lat temu "ramy" podejścia systemowego są zbyt wąskie by pomieścić logistykę w ujęciu teoretycznym. To "wychodzenie" może potrwać jakiś czas, podobnie jak wcześniej trwało popularyzowanie aktualnego podejścia systemowego.

Dlatego można traktować jako szczęście w nieszczęściu, że w ostatnio organizowanych kongresach i konferencjach nie mogli - z różnych przyczyn - brać udziału rozmaici "guru". Z jednej strony obniżyło to rangę tych imprez, ale z drugiej strony zmusiło ich uczestników do refleksji, że nie powinni aż tak bardzo uzależniać się od czyichś "objawień".

Dotychczas dawało to pozór uczestniczenia w światowym życiu, ale wcale nie dawało podstaw do rozwiązywania konkretnych lokalnych problemów. Przybywające na poprzednie kongresy "gwiazdy" światowej logistyki przedstawiały obraz, który nie mógł zadowalać żadnej z obu grup. Dla praktyków mógł być niezrozumiały bo odnosił się do egzotycznych dla nich uwarunkowań lokalnych pod każdym względem. Dla teoretyków zaś przedstawiał uogólnienia, które mogli znać z wcześniejszych publikacji.

Można byłoby oczywiście zaczekać na unormowanie się sytuacji i powrót "guru", ale można też skorzystać z okazji by zacząć budować logistykę na podobnych zasadach jak inne dziedziny wiedzy.

Oczywiście nie można uważać, że dotychczasowy rozwój był oparty na błędnej zasadzie. Był on wynikiem ogromnych wysiłków podejmowanych w dobrej wierze by jakoś poradzić sobie z tą trudną dziedziną. Wykracza ona bowiem poza ramy wytyczone choćby dla matematyki, fizyki czy mechaniki.

Tym co różni logistykę od innych dziedzin, jest kryterium dobra konsumenta dostarczanych towarów. Nie da się zbudować logistyki na zasadach praw przyrody wystarczających do tego by dostarczyć komuś jakieś towary. Pozostaje bowiem poza nimi wola odbiorcy towarów by je potraktować jako przydatne mu do czegoś.

Dotychczasowy sposób kształtowania nauki umożliwiał obywanie się bez rozpatrywania chęci naukowca jak i przedmiotu jego dociekań. W dążeniu do tzw. "obiektywności" poznania pomijano twórcę określonego systemu. Wpływ badacza w przypadku matematyki ujawniał się bardzo rzadko, np. w odniesieniu do liczb niewymiernych2). Podobnie w przypadku fizyki, choć mógł dotyczyć kwestii o znaczeniu zasadniczym, jak np. umiejscowienie cząstki elementarnej3). W przypadku logistyki występował już na samym początku rozpatrywania odbiorcy dóbr. Logistyka stawia zarówno wolę dostawcy jak i wolę odbiorcy w centralnym miejscu, przez co wymyka się z tradycyjnych ram narzucanych przez naukę.

Dlatego naukowcy pozostawali bezradni wobec takiej sytuacji i nie bez oporów akceptowali swego rodzaju dyktat "guru", którymi – znów bez złej woli – stawali się wybitni logistycy. Ci zaś bazując na sile swej osobowości bez trudu uwalniali się z ram nauki – do respektowania których nie byli zobligowani – i stawiając w centrum swej uwagi dobro konsumenta dóbr, tworzyli systemy umożliwiające zaspokajanie jego potrzeb. Dochodzili często do rozwiązań, które swą oryginalnością słusznie przydawały im miano odkrywców i twórców nowych kierunków rozwoju logistyki.

Dzięki temu, że ich osiągnięcia mogły być z sukcesem powielane można było przypuszczać, że nie są to wyłącznie lokalne osiągnięcia lecz są podporządkowane jakimś ogólniejszym regułom. Zamiast jednak poszukiwać tych ogólnych reguł zadowalano się transferowaniem tych osiągnięć na inne sytuacje, co nie zawsze kończyło się sukcesem.

Rozważania logistyka zaczynają się bowiem od tego, że ktoś czegoś chce, a ktoś inny chce tę potrzebę zaspokoić. Wszelkie tzw. "obiektywne prawa", które się z tym wiążą są wtórne wobec tych dwóch aktów woli. Źródła logistyki leżą więc w obszarach które były marginalne dla dotychczasowej nauki.

Można je było z powodzeniem stawiać poza nawias przy opracowywaniu rozmaitych technologii, przy "odkrywaniu" praw przyrody "rządzących" światem nieożywionym lub nieosobowym. Ta sfera logistyki rozwijała się w ostatnich latach równie burzliwie jak i pozostałe dziedziny nauki i techniki. Jednak ciągle napotykano bariery w skutecznym i efektywnym zastosowaniu tych osiągnięć związane z chęciami tak dostawców jak i odbiorców.

Tradycyjne ujęcie systemowe tego nie obejmowało i nie mogło obejmować. Dla usunięcia tych trudności potrzebni byli coraz to nowi "guru" – którzy zwykle się pojawiali – albo inna perspektywa widzenia logistyki, w której mieściłyby się chęci i aspiracje ludzi. Akceptowanie takiej perspektywy otwiera dla badań naukowych i refleksji naukowej obszar o newralgicznym znaczeniu dla logistyki. Dzięki temu można podejmować się tworzenia systemów logistycznych adekwatnych do konkretnych potrzeb występujących w konkretnych uwarunkowaniach. Dzięki temu też pomysły na nowe sposoby realizowania logistyki mogą być wynikiem refleksji nad warunkami w jakich miałoby się odbywać zaspokajanie czyichś potrzeb.

Zamiast jednak oczekiwać na wynik zmian, można już teraz tworzyć warunki dla konfrontacji teorii z doświadczeniem. Robi to od kilku lat organizator imprez pod znamienną nazwą “Kongres Logistyków Polskich". Taka nazwa zobowiązuje do podejmowania prób odwrócenia zaistniałych tendencji separatystycznych dwóch środowisk zawodowych. Oznacza to bowiem, że zaproszeni są zarówno "logistycy-praktycy" jak i "logistycy-teoretycy". Ponieważ jednak dzieli ich zasadnicza bariera finansowa, to aby ją przełamać wprowadzono zasadę, że za udział płacą tylko praktycy, no i sponsorzy. Dzięki temu powstał obszar, na którym jedni i drudzy mogą się spotkać już na równych prawach4).

Jednak ani teoria o dotychczasowym rodowodzie ani doświadczenie praktyczne nie dają się upowszechniać metodą kongresów czy konferencji. One mogą być lokalnie adaptowane przez wyspecjalizowane ośrodki bez publicznego nagłaśniania tego. Organizowania takich kongresów mógł się podjąć tylko ktoś kto - z różnych powodów - tego nie wie. I taki ktoś się znalazł.

Teoretycznie powinien ponieść klęskę. Na przeszkodzie jednak stoi to samo co stało przed naukowcami, którzy kiedyś uważali, że żyrafa nie może istnieć. Czyli stoi coś w rodzaju “żyrafy", a jest nią to, że odbyło się już 5 kongresów i wszystko zapowiada, że będzie ich więcej. To jeszcze nie znaczy, że został znaleziony klucz do sukcesu. Na razie - na podobieństwo samochodu - silnik pracuje bo działa rozrusznik. Jednak jeszcze nie nastąpił zapłon mieszanki, która została sprowadzona na obszar kongresów. Problemem może być także to jak długo "rozrusznik" będzie działać i jak długo będzie podtrzymywana "iskra".

To co jest jednym z owoców poprzednich kongresów to ukazanie sztuczności podziału na praktyków i teoretyków, który nie może być dalej podtrzymywany, mimo pozornie dobrego samopoczucia każdej ze stron. Obie grupy zawodowe - poza tym, że mają u nas drastycznie różne możliwości finansowe - łączy to, że nie widzą pełnego obrazu logistyki. Uświadomienie sobie tego jest najważniejszym owocem tego wspólnego spotkania właśnie polskich logistyków.

Wspólne spotkanie przyniesie jednak owoce jeśli obie strony odrzucą to co do tej pory sprzyjało separowaniu się. Jest tym złudne przekonanie, że można upowszechniać uogólnione doświadczenie praktyczne. To zaś dla teoretyków oznacza konieczność szukania źródeł refleksji nie w gromadzonych doświadczeniach, a w samej swej zdolności do racjonalnego myślenia.

Celem wspólnego spotkania jest wyrównywanie relacji pomiędzy doświadczeniem a teorią, tak aby teoria była przydatna dla praktyki, a praktyka była wynikiem odpowiedniej teorii. Spotkanie praktyków i teoretyków musi odbywać się na gruncie oczyszczonym od wzajemnych złudnych oczekiwań i fałszywych ambicji. Tak aby bez obaw można było mówić o lokalnych doświadczeniach nie objętych teorią jak również o teorii, która choć nie wynika z doświadczenia, to umożliwia lepsze jego rozumienie.

_________________________________________________________
1) Przykład takiego wynikania teorii z praktyki można dostrzec w internetowej rozmowie z Damonem Schechterem, autorem książki "Delivering the Goods" [Schechter D., Sander G.F.: Delivering the Goods: The Art of Managing Your Supply Chain, John Willey & Sons, 2002]
"We wanted to create a primer for what is likely to be the most important field of business management during the coming decade. The result, "Delivering the Goods", can be divided into two discrete parts. The first part is a historical ride, highlighting the importance of logistics from Alexander the Great to General Norman Scwarzkopf. From the South Sea Bubble to the Dot-Com Bubble. From Sears to Wal-Mart. [...] The second half of "Delivering the Goods" applies the lessons learned to modern business. The lessons are incorporated into a formula I call the Tri-Level View.", Delivering the Goods Chat with Special Guest Author Damon Schechter, Transcript of Chat from February 18th, 2003

2) Liczbę cyfr znaczących liczby niewymiernej, np. Pi, określa matematyk na podstawie własnej oceny do czego jest mu ta liczba potrzebna. Technikom zwykle wystarcza mniej cyfr znaczących takiej liczby.

3) Na wynik pomiaru bardzo małych wielkości wpływa sam badacz w stopniu zależnym od użytych środków pomiarowych.
Michał Urbański sformułował następującą tezę: "przestrzeń zjawisk jest rozpięta na narzędziach badawczych". Co więcej "ludzka psychika jest niezależnym stopniem swobody, co oznacza, że może być użyta do budowy dodatkowych wymiarów przestrzeni i ta przestrzeń rozpięta na aktywnościach psychicznych tworzy dodatkowy wymiar, który można dodać do wymiarów już nam znanych". [O herezji (relacja z dyskusji).Miesięcznik Politechniki Warszawskiej, kwiecień 2003]

4) III Kongres Logistyków Polskich, Warszawa, 20-22.11.2000.

25.02.2003

P.S. Niestety VI-ty Kongres Logistyków Polskich został odwołany i nie będzie można już poznawać owoców tej formuły spotkań. (19.04.2004)



PRZENIESIONY

W Serwisie Internetowym LOGISTYKA zamieszczono list organizatora VI-go Kongresu Logistyków Polskich o zmianie terminu spotkania kongresowego na 15-16.03.2004, z wyjaśnieniem przyczyn takiej decyzji. W tym samym czasie na stronie internetowej czasopisma Logistyka a Jakość w dziale "Aktualności" podano tylko, że VI Kongres został odwołany. Dla podkreślenia wagi tego wydarzenia umieszczono odpowiedni wątek na forum dyskusyjnym i opatrzono wykrzyknikiem. Dopiero docierając (po dwóch kliknięciach) do pełnego tekstu można się dowiedzieć, że został zaproponowany nowy termin Kongresu. Poddano przy tym w wątpliwość oficjalne przyczyny odwołania - zapowiedziany strajk generalny kolejarzy - snując rozważania o zbytnim zagęszczeniu imprez logistycznych w listopadzie.

W ten sposób ujawnił się wpływ subiektywizmu na przekazywanie wiadomości. Wiadomo, że aby zmienić termin jakiejś imprezy trzeba odwołać ją w terminie dotychczasowym i ustanowić nowy termin. Po ustanowieniu nowego terminu impreza jest "przeniesiona" a nie "odwołana". Dlatego eksponowanie we wiadomości tylko pierwszej fazy tej operacji jest ograniczaniem prawdy, a zatem jest zaprzeczeniem funkcji informacyjnej czasopisma.

Takie ujęcie wiadomości może nie dziwić, gdyż czasopismo to już wcześniej nie kryło zadowolenia, doszukując się symptomów upadku organizatora kongresów. Wydziwiano1), że na I-szym Kongresie menu obiadowe jakoby przyćmiło tematykę obrad, a na III-cim z kolei nie starczyło obiadu dla wszystkich zarejestrowanych uczestników. Po IV-tym Kongresie cieszono się z upadku organizatora, czego przejawem miało być to, że Kongres zamiast na Stadionie X-lecia odbył się w kuluarach Sali Kongresowej. Ostatnio cieszono się, że organizatorowi nie udało się wznowić czasopisma poświęconego logistyce2).

Na szczęście taki styl uprawiania logistyki - by obgryzać kostki konkurencji, utrudniając jej dotarcie do klienta - staje się anachroniczny. Obecnie na świecie promuje się tzw. "collaborative logistics", która przejawia się w formie "7 niezmiennych praw". Wyrazem jednego z nich jest zasada "Collaborate in the lane. Compete on the shelf."

Budowanie gmachu polskiej logistyki nie jest kwestią jednej chwili. Trwa i jeszcze będzie trwać jakiś czas. Składa się nań wysiłek wielu ludzi i organizacji. Każdy z nich dostarcza dla jego powstania "towar" jaki uważa za cenny, w "opakowaniu" jakie uważa za właściwe i na jakie go stać. Przez wzgląd na prawie powszechne doszukiwanie się korzeni logistyki w wojskowości, warto naśladować żołnierzy - którzy wiedzą, że "pies wojskowy" składa się ze "smyczy" i "psa właściwego" - i odróżniać "towar właściwy" od "opakowania". Odrzucanie zaś towaru ze względu na opakowanie, podpada pod znane polskie przysłowie o kąpieli.

Nawet jeśli spełnią się oczekiwania wyrażane na stronie internetowej czasopisma, to i tak trzeba będzie pamiętać, że to przy okazji Kongresów pojawiła się "polska logistyka". Stało się to po organizowanych wcześniej - przez inną organizację - konferencjach pod angielską nazwą "LOGISTICS'rok". Również bez IV-go Kongresu - odbywającego się pod hasłem "kreatywna logistyka" - może by nie powstało albo nie byłoby zrozumiałe hasło reklamowe z roku 2003 "effective logistics is a matter of creativity"3). Należałoby też w zastępstwie wskazać inne źródło, z którego możnaby się dowiedzieć jak w dobie popularyzowania procesów, wyjść "poza horyzont zdarzeń", co jest hasłem przeniesionego VI-go Kongresu. Inne bowiem organizacje w tym czasie jedynie stawiają pytania.

Dlatego zamiast ujawniać zawistne emocje we wiadomościach - które z założenia powinny być bezstronne i kompletne - należałoby raczej wspomóc organizatorów, by VI-ty Kongres Logistyków Polskich odbył się w nowym terminie. Specyfiką polskiej logistyki nie powinna być praca w osamotnieniu i radość z czyichś mniemanych porażek, podczas gdy świat odkrywa znaczenie współdziałania i współpracy.

_________________________________________________________
1) patrz Pożegnanie procesów
2) Soter: "Lekcja anatomii doktora Tulipa", Logistyka a Jakość, 4/2003
3) Zamieszczonej w Eurologistics, wrzesień-październik 2003

7.11.2003

P.S. Do wymiany zdań na temat wiadomości o VI Kongresie Logistyków Polskich włączył się Organizator Kongresu. Zareagował na to w swoistym stylu Redaktor Naczelny czasopisma. (13.11.2003)



ODWOŁANY

Na portalu internetowym PCDL pojawiła się żałobna wiadomość od koordynatora VI-go Kongresu Logistyków Polskich, że Kongres został odwołany.

Szkoda, że nie dowiemy sie jak wyjść “poza horyzont zdarzeń” i nie zobaczymy co jest poza nim. Najwyraźniej “głosujących nogami” logistyków to nie ciekawi i nie martwi ich perspektywa “małżeństwa z rozsądku” z zarządzaniem.

Nie da się jednak zapomnieć, że to w ramach dotychczasowych KLP narodziła się “kreatywna logistyka”. Żal, że nie stała się wystarczająco samodzielna, bo teraz - wbrew nadziejom niektórych - nie jest to ta sama logistyka, którą możnaby chcieć zarządzać. Gdyby każde było “na swoim”, to łatwiej byłoby kształtować wzajemne stosunki.

2.03.2004
Wysłane do Pana Jacka Samsela - koordynatora VI-go Kongresu Logistyków Polskich



PRZYWRÓCONY

*) Na portalu internetowym PCDL przywitano Nowy Rok wiadomością, że z letargu powraca VI-ty Kongres Logistyków Polskich, który zaplanowano na październik 2005 r.

Ponieważ zdaniem Koordynatora Kongresu "VI Kongres Logistyków Polskich jest jedyną odpowiedzią na pytanie: "Qvo Vadis" logistyku ?", to może i hasło Kongresu pozostanie aktualne, by - poczynając od "kreatywnej logistyki", poprzez "decyzje logistyków" - wyprowadzić logistyków "poza horyzont zdarzeń w logistyce".

4.01.2005

Hasłem Kongesu jest "Logistyk jako twórca i kreator wartości przedsiębiorstwa". Kreator to inaczej stwórca, czyli ktoś kto tworzy z niczego, co byłoby poza nim. Więcej to już nie można wymagać od logistyka.

10.01.2005

Jednak podjęcie się przez logistyka roli twórcy wartości przedsiębiorstwa byłoby i tak wystarczająco wielkim wyzwaniem. Mimo wszystko, twórczość logistyka rozpoczyna się dopiero po zaistnieniu niezaspokojonych potrzeb innych ludzi. Ci zaś ludzie i ich potrzeby stanowią inspirację do działania i nie muszą być stwarzani przez logistyka. Podobnie wystarczyłoby gdyby logistyk był twórcą wartości przedsiębiorstwa. Powstawałaby ona ze względu na kogoś, bez konieczności jego stwarzania.
Dlatego napisałem do Organizatora Kongresu: "Cieszę się, że VI KLP nabiera rumieńców. Nie ma jednak potrzeby umieszczać w tytule, że "Logistyk jako twórca i kreator ...", bo po przetłumaczeniu otrzymujemy "Logistyk jako twórca i stwórca", co nie brzmi atrakcyjnie. Podjęcie się przez logistyka roli twórcy wartości przedsiębiorstwa byłoby i tak wielkim wyzwaniem."

12.01.2005

Z listu do Organizatora Kongresu "Dziękuję za zawiadomienie o Kongresie. Zgadzam się z tezą, że jest to samodzielna instytucja koncentrująca uwagę logistyków polskich wokół ważnych dla nich zagadnień.
Dobrze też, że organizatorzy myślą o propagowaniu kongresowych ideii poza granice Polski. Zapewne będzie to w języku angielskim. Wtedy hasło Kongresu mogłoby brzmieć jak np.
"Logistician as the creator and creator of enterprise value".
Dlatego ponawiam prośbę by zmodyfikować hasło, pod którym ma się odbywać ta impreza.
"

17.01.2005

Hasło VI-go Kongresu Logistyków Polskich zostało zmienione na aktualne. Teraz pozostaje problem czy ktoś zechce być takim logistykiem. Nauczono nas grzebać się w wartościach tworzonych przez innych. Było z tym wygodnie, bo nie tworząc wartości nie trzeba było brać za nie odpowiedzialności, czhoć wdrażano je naszymi rękoma.

17.08.2005



<= VII Konferencja Logistyki Stosowanej =>

zorganizowana przez:
Wydział Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej im. St. Staszica
Wydział Zarządzania Politechniki Częstochowskiej
Wydział Transportu Politechniki Warszawskiej
Katedrę Logistyki Technicznego Uniwersytetu Clausthal (Niemcy)
CID Ltd Sp.z o.o. Kraków
Zakopane

świt nad Tatrami



"TA CZĘŚĆ"

fot. K.Krupa,  krupakon@pro.onet.plW trakcie pierwszej sesji Konferencji Prof. Stanisław Oziemski (pierwszy z lewej na fotografii poniżej) przedstawił referat1), w którym m.in. zacytował tezę prof. Krzyżanowskiego2) "Wszystko co istnieje, czyli universum, składa się z dwu sfer: realnej i konceptualnej". W ten sposób rozwijanie przez Profesora od 10 lat koncepcji dwoistej postaci istnienia, doprowadziło do wprowadzenia tej koncepcji na forum Konferencji Logistyki Stosowanej. Dzięki temu stanie się zapewne bardziej zrozumiała formuła "ta część", użyta w definicji logistyki przyjętej przez CLM (The Council of Logistics Management). Doświadczenie z obszaru zastosowań logistyki pokazuje przy tym, że część „konceptualna” jest równie realna jak ta „realna”. To potwierdza też, że w dobrym kierunku szło moje doszukiwanie się "tej części" w aspekcie refleksyjnym każdego procesu, w odróżnieniu od jego aspektu empirycznego.

Jeśli więc w tej dwoistości upatruje się „podstawowe nurty logistyki”, to zmiana sposobu widzenia logistyki jest już nieodwracalna. Jest tylko kwestią czasu kiedy się upowszechni.

dwie części procesuDodatkowo w ramach pierwszej sesji uczczono 80-cio lecie urodzin Prof. Oziemskiego. Dlatego dopiero podczas dyskusji, która odbyła się po drugiej sesji3), podziękowałem Profesorowi za wprowadzenie na forum Konferencji tezy o dwoistości wszystkiego co istnieje, gdyż ułatwi to zrozumienie znaczenia "tej części" w definicji logistyki przyjętej przez CLM w 1997 r., jak również wyjaśnia to sposób uogólnienia tej definicji, w mojej propozycji zgłoszonej przed 3-ma laty na IV-tej Konferencji z tego cyklu.

_________________________________________________________
1) Oziemski Stanisław: "Podstawowe nurty logistyki"

2) Krzyżanowski L.J.: O podstawach kierowania organizacjami inaczej. PWN Warszawa 1999 r.

3) Choć gdyby nie mój wniosek, to by się nie odbyła.

27.12.2003

inauguracja 7-mej KLS

















Audytorium Konferencji

P.S.1. Tematykę referatu rozwija Profesor w wywiadzie jaki zamieszczono w stycznowym numerze czasopisma LOGISTYKA ("Prof.S.Oziemski - Logistyka powinna mieć własną filozofię", Logistyka 1/2004), w którym stwierdza m.in.:
"Dostrzegam natomiast brak zdefiniowania obszaru, w którym powinien iść rozwój logistyki na tle opracowań wizjonerskich, teoretycznych, pozwalających porządkować prace przyczynkowe, cząstkowe i przyczyniających się do rozwoju tej tak ważnej ze względów gospodarczych dziedziny wiedzy.".

Na pytanie zaś Redaktora "W którą zatem stronę należałoby, w przekonaniu Pana Profesora, skierować się, chcąc myśleć o wypracowaniu filozofii logistyki ?" odpowiedział:
"Myślę tu o systemach wcielanych w logikę formalną. Rozwój logiki poprzez sformalizowanie jej działań podstawowych w obszarze systemów, przeniesiony na grunt matematyki dyskretnej (rozwijającej paradygmat matematyki euklidesowskiej), a odniesiony do obszarów interdyscyplinarnych stanowi dla mnie to, co nazywam logistyką. Jeśli chcemy ją traktować jako ogólną metodę rozwiązywania problemów, to powinniśmy sięgnąć do korzeni logistyki tkwiących w filozofii nowożytnej, rozwijającej teorię wielkich systemów i poznania oraz wyróżniać podwójną naturę istnienia rzeczy.".

Na końcowe pytanie Redaktora "Czy zdaniem Pana Profesora można myśleć o logistyce jako dyscyplinie naukowej ?" odpowiedział:
"Gdybyśmy etymologii poszukiwali w grece, łacinie lub języku angielskim i semantyczne znaczenie odnieśli do "logica", "logistike", "logistikon", "logistics", to możemy identyfikować się z pojęciem "Logistyczna dyscyplina naukowa należąca do nauk filozoficznych, obejmująca logikę formalną, semantykę logiczną, teorię wnioskowania indukcyjnego". Moim zdaniem, pierwszą część teorii logistyki stanowi modelowanie procesu metodami systemowymi. A system to skomplikowana złożoność. Zbyt złożona, by stosować analizę i zbyt zorganizowana, aby stosować statystykę. A więc wymaga poszukiwania "mocy wewnętrznej", to "coś więcej niż suma części". Ten nurt - niezauważany przez techników - istnieje "od zawsze" i powinien być podstawową koncepcją w logistyce.".

Jak zatem widać wyzwalanie się logistyki z pęt łańcuchów i procesów nie tylko przybiera na sile, ale nawet już się dokonało. Wiedza ma bowiem to do siebie - co odgrywa zasadniczą rolę w "dwoistości rzeczy" - że gdy jeden człowiek coś wie i mówi o tym, inni nie mogą twierdzić, że nie można tego wiedzieć. (4.02.2004)

P.S.2. Wywiad z Profesorem wywołał dyskusję, która toczyła się w kolejnych numerach czasopisma LOGISTYKA: Bernard Rzeczyński: Filozoficzny fundament logistyki, 2/2004; Marek Fertsch: Diagnoza słuszna, kuracja dyskusyjna, 3/2004; Józef Okulewicz: W sprawie logistyki, 3/2004. Zapowiedziana też jest wypowiedź Profesora. (8.06.2004)



POWRÓT Z KONFERENCJI

Powrót z konferencji okazał się w kategoriach logistyki bolesnym doświadczeniem, pokazującym jak daleko jest logistyka od praktyki. Pozornie sprawa była prosta. Należało obudzić się o godz. 4 rano, ubrać się, pójść na dworzec, wsiąść do autobusu i jechać. Początkowo zdarzenia zachodziły wg tego scenariusza. Budzik zadziałał, autobus przyjechał punktualnie, kilkoro pasażerów zajęło w nim miejsca i autobus ruszył. Było ciepło, lekko pochmurnie, jako zapowiedź nadchodzącego załamania się pogody. Ponieważ wiele ludzi chciało podróżować tego ranka, na każdym przystanku dołączało lub wychodziło po kilka osób.

Po jakimś czasie autobus dojechał do przystanku, na którym oczekiwała bardzo spora grupa osób. Zaczęło się wsiadanie i kupowanie biletów. Kierowca co rusz rozglądał się po autobusie. Wreszcie przeszedł się wzdłuż foteli, po czym wskazał jednego z kandydatów na pasażera i oświadczył, że więcej pasażerów nie zabierze. Na uwagę zawiedzionych pozostałych kandydatów na pasażerów, że przecież są miejsca stojące stwierdził, że takich nie ma, bo on nie zamierza płacić kary.

Na to jeden ze stojących w kolejce zaczął błagać kierowcę by go zabrał, bo on koniecznie musi jechać do Krakowa. Kierowca początkowo był nieubłagany, ale gdy pozostali oczekujący oddalili się z przekleństwami od autobusu, zgodził się by chłopak jechał. W chwilę potem doszedł jeszcze jeden młody człowiek, który pokazał kierowcy jakąś legitymację służbową i nie czekając na zgodę, zajął rozkładany fotel przy kierowcy. Autobus ruszył z przystanku pozostawiając na nim jakieś 8 osób, które będą czekały niecałą godzinę na następny. Nie było wiadomo czy zdążą dojechać na czas tam gdzie postanowili, wstając w sobotę przed świtem.

Autobus dojechał do celu wysadzając część pasażerów na kolejnych przystankach. Większość jechała do Krakowa. Jedni do pracy, inni na zajęcia na uczelni, może na egzamin, jeszcze inni na dworzec kolejowy by jechać dalej.

Zdarzenie jak każde inne. Możliwe, że oprócz przekleństw podróżnych pozostawionych na przystanku, nie wywołało żadnych innych emocji. Podobne sytuacje mogły wystąpić tego dnia, o tej porze na niejednym przystanku autobusowym.

Pamiętam jak na tej samej trasie, w latach 70-tych, jechałem autobusem - chyba ostatnim - stojąc na jednej nodze wciśnięty w przednią szybę autobusu. I dojechałem. W tych czasach niewoli, nawet nie przyszło mi do głowy, że to kierowca autobusu mógłby zadecydować o tym, że tego dnia nie dotrę do Krakowa. Kierowcy też to nie przyszło do głowy i zabierał wszystkich chętnych, którym odpowiadały takie warunki podróżowania. Coś się zmieniło od tamtych lat, gdy z niewoli przeszliśmy do wolności.

Ta wolność oznacza, że dziś nie można podróżować w warunkach tak urągających nie tylko wygodzie ale i bezpieczeństwu. Lepiej spóźnić się do pracy czy na zajęcia, nie dojechać na egzamin, nie zdążyć na pociąg, niż ścierpieć jakąkolwiek niewygodę w autobusie. Czy jednak aż tak wzrosły wymagania pasażerów odnośnie komfortu podróżowania, że odpowiada im sytuacja, że kierowca w obronie tego komfortu uniemożliwia kilku osobom - współobywatelom - dotarcie na czas do założonego celu podroży ?

Na ile te cele były mało ważne, że do ich osiągnięcia nie można było narazić innych ludzi na mniejszy komfort jazdy ?

Czy wcześniejsze zajęcie miejsca w autobusie daje prawo do pogodzenia się z tym, że inny człowiek nie pojedzie autobusem w warunkach nieco mniej komfortowych ?

Czy możliwe byłoby aby ktoś z pasażerów wysiadł z autobusu - wiedząc np., że może pojechać późniejszym - by ustąpić miejsca komuś, dla kogo zdążenie na czas było sprawą dużej wagi ?

Czy autobus jest miejscem do dokonywania takich porównań i licytacji celów podróży ?

Czy celem działania systemu transportu publicznego jest wytwarzanie sytuacji, w których cele podróży pasażerów, którzy znaleźli się w autobusie, zyskują zdecydowaną przewagę nad celami tych podróżnych, dla których zabrakło miejsca ?

Czy zadaniem kierowcy jest selekcja podróżnych na tych, którzy dojadą na czas i na tych, którzy nie zdążą ?

Czy kierowca powinien być zmuszany do podejmowania takich decyzji ze względu na regulamin przedsiębiorstwa i przepisy ruchu drogowego ?

Są to tylko pytania bez odpowiedzi. Lecz tylko w ten sposób umiem upomnieć się o interes pasażerów pozostawionych sobotnim świtem na przystanku na trasie Zakopane - Kraków. System transportu publicznego - jako środek komunikacji - przekazał im swój własny przekaz „Nie obchodzą mnie wasze cele podróży”.

Wiadomo jednak, że systemy przemawiają głosem swoich twórców lub dysponentów. Dziś gdy system - pozornie od siebie - mówi „Nie ma”, to tylko oznacza, że dysponentowi nie chce się wykorzystać dostępnych - zwykle w obfitości - zasobów systemu. Dzięki bowiem odsunieciu na dalszy plan problemu dostępności dóbr materialnych, powstał obszar wolności, na którym człowiek może już bez rozkazu, z własnej woli, wprowadzać ograniczenia w realizacji celów innych ludzi. Ktoś chce zapewnić komfort podróżowania wyłącznie na miejscach siedzących, a ktoś innych chce podróżować komfortowo, bez stojących mu nad głową pasażerów. Obaj przy tym nie zważają na tych, którym uniemożliwiają dojechanie na czas do celu podróży, mimo ich jasno wyrażonej chęci.

Tak działający system transportowy nie ma nic wspólnego z logistyką nie dlatego, że - wbrew stosowanej jeszcze definicji - przemieszczanie towarów jedynie towarzyszy przemieszczaniu osób, a odbiorca towaru jest cały czas przy towarze. Można go bowiem potraktować jako system dostarczania usługi przewozowej. Wadą tego systemu jest to, że nie zaspokaja on potrzeb części pasażerów, mimo iż swe potrzeby jednoznacznie wyrazili zgodnie z oczekiwaniami dostawcy, tzn. wyszli na przystanek przed przyjazdem autobusu z pieniędzmi na bilet.

Dostawca bowiem wprowadził taką regułę działania systemu, która nie uwzględnia potrzeb tych klientów, których w danej chwili jest więcej niż miejsc siedzących w autobusie. Nie ma tu więc mowy o dobru odbiorcy usługi, a jedynie o wygodzie dostawcy i tej części odbiorców, którzy zajęli miejsca w autobusie. Ponadto nie dla wszystkich z nich ta wygoda okazuje się być dobrem.

27.12.2003



2002 r. <= ciąg dalszy => 2004 r.