©   Józef Okulewicz

znaczek

RÓŻNOŚCI

Nie jest dobrze gdy ...
Być logistykiem   ¤    Pytania o logistykę   ¤    Pytanie o proces   ¤    Apel + Wywiad   ¤   
Logistyka na szczycie   ¤    Ewolucja logistyki   ¤    Konferencje logistyczne   ¤   
What are the origins of logistics ?   ¤    Zegarek   ¤   

¤      Część 2 >>>     Część 3 >>>     Część 4 >>>     Część 5 >>>     Część 6 >>>    

<<< Strona główna


NIE JEST DOBRZE GDY ...

... nie można publikować   ¤    ... samoloty uderzają w wieżowce   ¤    ... nie ma pracy

Od takiego stwierdzenia zaczyna się logistyka, za którą idzie praktyka logistyczna. Druga jego część może dotyczyć zarówno spraw drobnych i błahych jak i spraw ważnych i najważniejszych, a ich zakres obejmować tak pojedynczego człowieka jak i wielkie ich rzesze.
Sprawy te łączy nie tylko refleksja, że nie jest dobrze ale i środki używane do zmiany tego stanu a także wspólny sposób oceniania ich przydatności. Obejmuje on m.in. kryteria oceny czy rozważany system jest logistyczny. Dzięki temu można przerwać zamknięte koło definiowania systemu logistycznego jako służącego do dostarczania dóbr, gdyż do tego celu najlepiej nadaje się system logistyczny.

Jeśli w odpowiedzi na to stwierdzenie, że komuś brakuje jakiegoś dobra do zaspokojenia jego potrzeb, logistyk uzna te potrzeby za rzeczywiście istotne i godne zaspokojenia, może podjąć się dostarczenia odpowiednich dóbr. W tym celu opracowuje on koncepcję logistyczną, tzn. określa kto jest odbiorcą dóbr, czym są te dobra i na czym polega ich dostarczanie.

Następny krok to określenie warunków dostarczania wcześniej rozpoznanych dóbr. Warunkowanie realizuje się poprzez utworzenie systemu logistycznego, w którym ma dokonywać się dostarczanie dóbr.

Aby jednak po uruchomieniu tego systemu nie okazało się, że nie jest on logistyczny, powinien on spełniać odpowiednie kryteria. Sformułowano 5 takich kryteriów, które tworzą zbiór spójny i zupełny przez to, że zostały wyprowadzone z teoretycznej analizy logistyki, a nie jako wynik uogólnienia dotychczas zebranych doświadczeń. Na tej bazie można sformułować jeszcze 6 kryteriów pochodnych, które - poprzez zwrócenie uwagi na wzajemne relacje pomiędzy kryteriami - ułatwiają sprawdzanie własności systemu.

Zajmowanie się uruchomionym procesem jest niewątpliwie pasjonujące, ale to należałoby pozostawić menedżerom albo robić to w roli menedżera. Nie ma co zazdrościć innym przyjemności dyrygowania ludźmi krzątającymi się wokół towarów przysyłanych do magazynu, rozmieszczanych na półkach czy wysyłanych do odbiorców. Logistyk w czasie gdy to się odbywa - nawet jeśli w tym uczestniczy - myślami powinien być tam gdzie rodzą się uwarunkowania dla następnych dostaw, które nie mogą być dla niego niespodzianką ani zaskoczeniem dla podległych mu pracowników.

Logistyk kształtuje świat poprzez określanie warunków, a jest to nieco inny sposób niż bezpośrednie oddziaływanie na to co się w świecie dzieje.

2.03.2002



NIE JEST DOBRZE GDY - NIE MOŻNA PUBLIKOWAĆ

Prasa logistyczna (nie mylić z tą do prasowaniem logistyki1) ) przyznała sobie prawo i przywilej fachowości w dziedzinie logistyki. Powołano więc rady naukowe, które mają czuwać nad wartością merytoryczną publikowanych artykułów. Redakcje dają wyraz świadomości swej roli publikując odpowiednie deklaracje dotyczące "intencji", "misji" lub "profilu". W wyniku tego pisma propagują określony sposób widzenia logistyki zamiast relacjonować czytelnikom to co się dzieje w środowisku.

Skutkiem ubocznym takiego działania jest to, że na łamach czasopisma nie ma miejsca na dyskusję z innymi sposobami widzenia logistyki, ani tym bardziej nie toczy się dyskusja odnośnie przyjętego sposobu, dla którego gwarantem poprawności jest właśnie rada naukowa. Inne nurty logistyki - odbiegające od wizji redakcji czy rady naukowej - ignoruje się czy to z pozycji racji czy grzeczności. Na łamach czasopisma nie można więc poznać poglądów różnych od zaakceptowanych przez radę naukową, jak również nie można poznać krytycznych opinii dotyczących tego co jest publikowane.

Skutkiem tego czytelnik przestaje zwracać uwagę na wartość merytoryczną publikowanych materiałów, jeśli sam nie jest w stanie jej zweryfikować. Ogranicza się do ich warstwy informacyjnej dotyczącej zachodzących zdarzeń lub rozwiązań techniczno-organizacyjnych, bo to stosunkowo łatwo jest zweryfikować. Najczęściej jednak rezygnuje on z samodzielnej weryfikacji treści artykułów czy z poszukiwania poglądów alternatywnych, gdyż albo nie ma na to czasu albo możliwości.

Tak więc intencjonalna troska redakcji czasopisma fachowego by oferować czytelnikom towar wysokiej jakości prowadzi bezwiednie do zobojętnienia czytelników wobec tej jakości.

Przyczyną tej paradoksalnej sytuacji jest to, że w systemie logistycznym jaki obejmuje autora, czasopismo i czytelnika nie jest spełnione kryterium łączności. Przeszkodą jest sposób funkcjonowania zarówno redakcji jak i rady naukowej, w wyniku czego nie zachodzi komunikacja pomiędzy uczestnikami tego systemu. Brak zaś komunikacji powoduje, że autorzy przestają być wiarygodni dla czytelników, a ci nie mogą budować swojego zaufania do redakcji czasopisma.

W świetle tego dziennikarska "pogoń za sensacją"
bez merytorycznej oceny relacjonowanych materiałów
- gdzie walorem jest inność w stosunku do tego co było dotychczas -
mogłaby otworzyć przed czytelnikami nowe możliwości poznawcze.
Taką bowiem funkcję relacjonowania zdarza się spełniać redakcjom gazet codziennych
w ich dodatkach dotyczących logistyki.
Na przeszkodzie stoi jednak utarty pogląd odnośnie niskiej wartości merytorycznej
materiałów gazetowych i przekonanie, że z tym co publikują gazety nie ma potrzeby polemizować,
jeśli tylko nikogo to nie obraża.

_________________________________________________________

1) Logistyka a Jakość, 2/2001 i nast./2001

2.03.2002

P.S. Powyższą prawidłowość dostrzegła Iwona D.Bartczak, myląc się jednak co do diagnozy. (22.11.03)



NIE JEST DOBRZE GDY - SAMOLOTY UDERZAJĄ W WIEŻOWCE

Opadł już kurz po zwalonych "bliźniakach" [WTC, Nowy Jork, 11.09.2001] i - choć ból tych, których dotknęła ta tragedia trwać będzie wiecznie - życie toczy się dalej. A pokazało ono, że jak zwykle praktyka życiowa naśladuje teorię tylko, że robi to wcześniej.

Wprawdzie wyciągnięto nauki z rejsu RMS "TITANIC" i innych statków pasażerskich, których dotykały rozmaite katastrofy i dzisiejsze statki pasażerskie minimalizują obszary, w których przestają być systemami logistycznymi. Jednak mało kto dziś podróżuje statkiem. Co najwyżej w czasie wakacji by odpocząć lub by pomieszkać w apartamencie wykupionym na statku wycieczkowym.

Lecz jak się okazuje ten obszar doświadczeń związany z podróżowaniem po morzu pozostał hermetyczny i nie przenosi się zdobytych tam doświadczeń na inne obszary dostarczania dóbr w transporcie. W każdym z tych obszarów - podróże lądowe czy lotnicze - nadal po omacku wypróbowuje się rozmaite systemy w trosce o wygodę i bezpieczeństwo pasażerów, tak by rozpoczęta podróż zakończyła się zgodnie z wymaganiami pasażerów.

Wydaje się, że nie jest to jednak troska wynikająca z chęci zapewnienia by podróż lądowa czy powietrzna odbywała się w systemie logistycznym, tzn. takim, w którym efektywnie i skutecznie są zaspokajane konkretne potrzeby klienta.

W czasie podróży lotniczej pasażerowie przechodzą przez ścisłe systemy kontroli by oddać się w "ręce" systemu, który przetransportuje ich do następnego systemu drobiazgowego sprawdzania. Ale czy na czas lotu ich dobro jest otoczone systemem logistycznym ?

Od czasów pierwszych, pionierskich lotów wiele się zmieniło. Już nie trzeba być odważnym i wysportowanym ryzykantem by wsiąść do kabiny samolotu. Praktycznie każdy kto chce może latać. Pasażerom zapewnia się wszelkie możliwe udogodnienia by nie odczuwali trudów podróżowania, niezależnie od swoich różnorodnych handicapów.

Siadając w lotniczym fotelu pasażer - dzięki miłej i dyskretnej obsłudze - może poczuć się przez chwilę jak w luksusowym zacisznym hoteliku. Dopiero małe okienka i niespotykany w hotelach huk przypominają, że znajduje się on w centrum systemu transportowego, który oprócz luksusu ma zapewnić przeniesienie się z jednego do drugiego zakątka, ale wciąż tego świata.

Zarazem jednak tuż po wejściu do samolotu spotyka pasażerów zakaz łączności, choć prawie każdy z nich ma przy sobie mini centrum komunikacyjne umożliwiające kontakt z dowolnym zakątkiem świata. Jednak za próby skorzystania z tej możliwości, przewoźnik może im zaoferować mandat bądź siłowe usunięcie z pokładu samolotu. Łączność jest zarezerwowana wyłącznie dla załogi samolotu, która i tak w krytycznym momencie może jej nie wykorzystać mając np. związane ręce.

Przed laty w czasie rejsu RMS "TITANIC" wielu pasażerów stać było na to by wziąć ze sobą jako bagaż własny jacht lub łódź ratunkową. Wtedy jednak nikomu nie przyszło to do głowy, bo nie byli jeszcze uodpornieniu na potęgę reklamy i udostępnili swój umysł dla myśli, że statek może być niezatapialny. Niektórzy z nich jak się okazało sporo zapłacili za pokerowe sprawdzenie jej prawdziwości.

Dzisiaj też wielu pasażerów ma w domu sprzęt do lotów spadochronowych i korzysta z niego by skakać z gór czy mostów. Ale wsiadając do samolotu nie wolno im tego wziąć ze sobą choć przewoźnik wcale nie gwarantuje im "niestrącalności" samolotu. Zresztą na tego typu bajki dzisiejsi pasażerowie przestają być odporni tylko na czas wyborów parlamentarnych.

Tak więc wsiadając do samolotu nie tylko traci się łączność ze światem, ale także fizyczną dostępność do sporej części systemu transportowego, która nawet mogłaby czasem uratować życie. Pasażerowie mają dostęp do ziemi tylko gdy wylądują i do wody gdy wodują, ale już powietrze stanowi przegrodę nie do przebycia gdy w lecącym samolocie coś się dzieje niedobrego.

W systemie transportu lotniczego zapewniono możliwość obserwacji każdego obiektu łatającego na ekranach radarów i komputerów. Wiadomo też jakie właściwości zwrotne ma każdy z samolotów. Nie zapewnia to przejrzystości gdyż nie wystarcza do określenia dokąd obserwowany samolot leci, dopóki pilot tego nie zakomunikuje. A czasem pod przymusem podaje takie cele, które nie były przewidziane przez legalnych organizatorów lotu.

Co więcej - tak jak w przypadku RMS "TITANIC" - wciąż nie wiadomo gdzie są rozmieszczone przeszkody na trasie lotu, przez co nie wiadomo które trajektorie mogą kończyć się kolizją z tego rodzaju przeszkodami. Okazuje się, że w pamięciach współczesnych komputerów można już zapisać miliardy bitów by zaprogramować minki i gesty bajkowych bohaterów, ale niestety nie można zapisać współrzędnych rozmaitych obiektów naziemnych czy powietrznych, tak by samolotowe komputery nie dopuściły do ruchu po trajektoriach kolizyjnych.

Jak się czasami przekonują piloci "inteligentnych" samolotów, komputer pokładowy - wbrew poleceniu pilota - może nie włączyć hamulców bo nie wszystkie koła dotknęły ziemi. Jednak nie jest w stanie obliczyć kolizyjnej trajektorii by "wypchnąć" z niej samolot i nie dopuścić do zderzenia z górą czy budynkiem.

Jak więc widać miliony pasażerów powierzają swój los czemuś co nie spełnia podstawowych wymogów dla systemu logistycznego. Przez lata wierzono propagandzie, że ich dobro jest mniej ważne niż oszczędności linii lotniczych. Tłumaczono sobie zrządzeniem losu to, że niektórzy z nich padali łupem w rozgrywkach pomiędzy drapieżnikami tego świata. Wzruszano się losem ofiar katastrof, zapominając, że za chwilę samemu można stać się taką ofiarą.

Należałoby raczej przyjąć do wiadomości, że za pomocą aktualnej konstrukcji samolotu nie można zapewnić logistycznosci systemu transportowego. Kto chce korzystać z tego środka transportu powinien to robić na własną odpowiedzialność.

Konkluzja

Skoro już rozpoczęła się nowa epoka w porwaniach samolotów, to należałoby dać szansę pasażerom samolotów, by - z powodu oszczędności robionych przez linie lotnicze - nie musieli być dodatkiem do hekatomby ofiar taranowanych wieżowców.

W samolotach mogłyby być urządzenia do katapultowania pasażerów umożliwiające na sygnał z ziemi "wyrzucenie" z samolotu wszystkich pasażerów wraz z załogą przez co ewentualni porywacze pozostawaliby sami w samolocie.

W systemie sterowania samolotem mogłaby być blokada lotów po określonych trajektoriach, tak by porywanie samolotów przestało się opłacać.

Samolot mógłby być zestawem jedno lub kilkuosobowych "kontenerów" - wyposażonych w urządzenia łączące i rozłączające oraz spadochrony i "poduszki" do miękkiego lądowania - łączonych ze skrzydłami, podwoziem i silnikami, który może nie latałby bardzo szybko, ale dawałby gwarancję nie tylko dolecenia ale też przeżycia w przypadku jakiejś awarii w powietrzu.

A swoją drogą należałoby też zatroszczyć się o logistyczność wieżowców.

23.03.2002



NIE JEST DOBRZE GDY - NIE MA PRACY

Poniższe rozważania dotyczą stosowanych powszechnie terminów takich jak "pracodawca" i "pracobiorca" w odniesieniu do pracy w obszarze logistyki. Ze sposobu rozumienia tych pojęć - specyficznych dla języka polskiego - wynikają ważne konsekwencje praktyczne dotyczące tego jak ludzie widzą swoją rolę w życiu oraz samych siebie. To zaś ma zasadniczy wpływ na sposób ich funkcjonowania, na podejmowane decyzje, realizowane działania, przyjmowane cele itd.

Po jednej stronie są przedsiębiorcy, którzy dysponują (na skutek różnych zaszłości) jakimiś kapitałami, terenami, budynkami, maszynami, koncesjami itp. Nazywa się ich "pracodawcami", choć nie bardzo wiadomo jak mogliby komukolwiek dać jakąś pracę, poza pracą polegającą na zarządzaniu własnym przedsiębiorstwem, bo to akurat sami robią. Z drugiej zaś strony potencjalnymi pracownikami są młodzi ludzie, którzy poświęcili kilka lat swego życia na studiowanie dziedzin związanych np. z logistyką i zarządzaniem. Nazywa się ich "pracobiorcami" choć wyraźnie widać, że jak dojdzie co do czego to właśnie oni będą wykonywać pracę, a więc będą ją dawać na rzecz jakichś przedsięwzięć.

Ta niekonsekwencja pojęciowa może deformować wybory dokonywane przez młodego człowieka prowadząc do dezorganizacji życia społecznego. Sugeruje się bowiem młodym ludziom by podejmowali rozmaite starania mając na uwadze to, że ktoś im da jakąś pracę. Pamiętaną ze szkoły wiedzę, że praca powstaje gdy "siłą działa się na drodze", trzeba przekształcić w wizję czegoś co można wziąć i komuś dać. Do tego może przydać się XIX-wieczny model, że oto ktoś jest dysponentem znanych i możliwych do wykonania prac i dzięki temu może wybierać kandydatów do ich wykonania spośród rzeszy dysponentów siły roboczej.

Nawet gdyby nie pamiętać dla jakich celów utworzono taki model, to zawarta w nim wizja stosunków na rynku pracy pasowała co najwyżej do ówczesnych realiów. Wówczas mogło tak się wydawać, że to od przedsiębiorcy wymaga się autorstwa pomysłu na produkt, który mógł służyć zaspokajaniu czyichś potrzeb, nie oczekując przy tym od potencjalnego pracownika nic poza siłą roboczą. Jedynie pochodzenie przedsiębiorców zakłócało nieco ten model.

Współczesność wprowadziła istotną zmianę do tego układu, nie tylko przez to, że siłę fizyczną zastępują maszyny. Przedsiębiorcy coraz częściej stwierdzają, że ich produkty nie znajdują nabywców, na skutek czego nie zgłaszają oni zapotrzebowania na siłę roboczą pozostawiając potencjalnych pracowników swojemu losowi, czyli "na bezrobociu". Zamiast jednak wzmocnić swą siłę intelektualną i zmienić ofertę, winą za ten stan rzeczy obciążają potencjalnych klientów, którzy jakoby z braku odpowiedniej kwoty pieniędzy nie decydują się na kupowanie oferowanych im towarów.

Dlatego nazywanie przedsiębiorców "pracodawcami" jest zwykłym wprowadzaniem w błąd młodych ludzi. Ci zaś przygotowując się do aktywnego życia zawodowego, rozsyłają do przedsiębiorców listy w stylu jak ten załączony poniżej:

"Szanowni Państwo,
Niniejszym zwracam się z ofertą podjęcia pracy na stanowisku specjalisty ds. produktu, specjalisty ds. marketingu, project manager'a lub podobnym. Zależy mi przy tym w szczególności na wykorzystaniu wiedzy i doświadczenia z pogranicza IT i marketingu. Mam (...) lat. Ukończyłem studia na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu (...), a następnie podyplomowe studium typu MBA (...). Jestem członkiem Polskiego Towarzystwa (...). Posiadam znaczne doświadczenie zawodowe. (..) kierowałem firmą (...), która zajmowała się (...). Jako specjalista ds. produktu pracowałem w firmie (...), tworzącej serwis "(...)" (...). W swojej działalności zawodowej zajmuję się również marketingiem. Ponadto piszę artykuły fachowe do gazety komputerowej "(...)". Posiadam rozwinięte zdolności analityczne, dobrze pracuję w zespole. Znam sytuację na rynku IT, przez co łatwo identyfikuję potrzeby klienta. Dobrze orientuję się w szeroko pojętym prawie gospodarczym. Mam doświadczenie w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Podejmuję szybkie i, jak sądzę, trafne decyzje. Jestem inteligentny, szybko przyswajam informacje. Jestem postrzegany jako osoba kompetentna, szybko nawiązuję kontakt z ludźmi. Doskonale znam oprogramowanie oraz sprzęt telekomunikacyjny i komputerowy. Znajomość języka angielskiego pozwala mi na swobodną komunikację. Posiadam prawo jazdy (...). Mam uregulowany stosunek do służby wojskowej. (...)."

Dzięki jednak Parkinsonowi, już od 1958 roku znękani przedsiębiorcy wiedzą jak sobie radzić z nawałą ofert tego typu [C.N. Parkinson: "Prawo Parkinsona, albo w pogoni za postępem", Książka i Wiedza, Warszawa 1963]. W rozdziale "Lista urzędowa albo zasady selekcji" objaśnia on jakie są stosowane sposoby wybierania najlepszego pracownika spośród wielu kandydatów. Jeden ("brytyjski") polega na sprawdzeniu skąd pochodzi kandydat i jakie szkoły pokończył. Drugi ("chiński") polega na poddaniu kandydatów "morderczym" testom, które zwykle przechodzi kandydat łamiący reguły zapisane w testach.

Jak się okazuje są one nadal powszechnie stosowane co widać nawet w rankingu uczelni przygotowanym przez "Newsweek Polska" [31.03.2002]. Wyrazem aktualności pierwszego z nich jest np. uszeregowanie elementów jakie firmy biorą pod uwagę zatrudniając absolwentów. Na pierwszym miejscu jest "renomowana uczelnia" - 70 % firm, potem "dotychczasowe praktyki i staże" - 63 %, a "ocena na dyplomie" jest ważna tylko dla 19 % firm. Przejawem drugiego jest np. organizowany od kilku lat konkurs "Grasz o staż", w ramach którego w ubiegłym roku na 1300 uczestników "aż" 73 (5,6 %) dostało staż.

I tak musi być bo "z pustego i Salomon nie naleje". Nie może dać pracy ktoś, kto po to przyjmuje pracownika by pracę od niego wziąć. "Ty tylko pracuj" jak mówią pracownikowi w McKinsey [Newsweek, 31.03.2002].

Jest oczywiście możliwe, że logistyk może widzieć siebie jako "pracobiorcę". Znajduje to wyraz w sformułowaniach, które można znaleźć w literaturze przedmiotu, że oto dany jest "łańcuch dostaw" a zadaniem logistyka jest integrowanie zachodzących w nim procesów. Przyjmując taką wizję logistyki, która na czyjeś zlecenie zajmuje się integrowaniem procesów w gotowym "łańcuchu dostaw" - choć nie wiadomo dlaczego procesy nie są zintegrowane - wystarczy być "pracobiorcą" aby ją zrealizować.

Jeśli człowiek widzi siebie jako "pracobiorcę" to oczekuje, że ktoś ma pracę i jemu ją da. Za spełnienie oczekiwań i podporządkowanie się wymaganiom i ścisłe zrealizowanie wyznaczonych zadań, "pracodawca" zobowiązuje się wypłacić pracownikowi wynagrodzenie, czyli jest także i "płacodawcą". W istocie więc zadanie potencjalnego pracownika, czyli "pracobiorcy" polega na odpowiednim przygotowaniu się do spełniania życzeń i oczekiwań "pracodawcy", który ma wziąć go na swoje utrzymanie.

Ponieważ jednak nie można na serio zakładać, że "łańcuchy dostaw" powstają same z siebie lub są wynikiem naturalnych procesów w przyrodzie, to powstaje pytanie o tego kto je tworzy, a komu słusznie przypadałaby zasługa dawania pracy i miano faktycznego "pracodawcy".

Żeby one mogły powstać trzeba - tak jak dla powstania czegokolwiek innego - stworzyć odpowiednie do tego warunki. Skoro warunki te - tak jak i proces - służą zaspokojeniu czyichś potrzeb, to działalność ta jest także logistyczna. Zadaniem logistyka powinno być nie tyle integrowanie procesów ale tworzenie warunków by te procesy mogły zachodzić - najlepiej od razu zintegrowane. Żeby z kolei to robić, musiałby wiedzieć wcześniej do czego mają służyć procesy dostawcze, produkcyjne czy jeszcze inne. Jedynym zaś sensownym powodem by się nimi zajmować, tzn. by je warunkować i uruchamiać, jest chęć zaspokojenia czyichś potrzeb.

Jak więc widać jest możliwe takie widzenie logistyki, że nie zajmuje się ona gotowymi procesami lecz tworzy warunki dla powstania tych procesów. Ktoś kto umie rozpoznać czyjeś potrzeby i przy tym chce i wie co i jak trzeba zrobić by te potrzeby zaspokoić, musi widzieć siebie jako "pracodawcę".

Jeśli więc ktoś decyduje się być logistykiem to ma to wyboru dwa sposoby wypełnienia swojej roli. Są one diametralnie różne więc wymaga to na wstępie wyboru jednego z nich i odpowiednie przygotowanie się do kierowania nie tylko zdobywaniem wiedzy i umiejętności lecz także kształtowaniem cech osobowości. Bierne przyjmowanie treści przekazywanych na przypadkowo wybranych zajęciach edukacyjnych bez krytycznej analizy tego jaka wizja logistyki leży u podstaw przekazywanej wiedzy stwarza niebezpieczeństwo bierności w relacjach zawodowych. Skłania do bezwiednego przyjmowania roli "pracobiorcy", co jak się okazuje jest tylko jedną z możliwości jakie stwarza bycie logistykiem.

Dokonując odpowiedniego wyboru logistyk staje przed szansą bycia aktywnym podmiotem w grze rynkowej. To on może określać jak będą zaspokajane potrzeby rozpoznanych przez siebie klientów i to od niego dysponenci środków finansowych i materialnych będą się dowiadywać jak je wykorzystywać, a więc od niego będą otrzymywać pracę, nawet jeśli w swoim mniemaniu byli jej dawcami.

Dziś władztwo klienta przejawia się z nową siłą i w nieznanej wcześniej formie. Dzięki temu, że o jego względy zabiega wielu chętnych by zaspokajać jego potrzeby, to ten kto chce i umie robić to lepiej, ten staje się "pracodawcą" niezależnie od tego czy posiada do tego środki materialne czy nie. Nie to bowiem co ktoś posiada decyduje o tym, że jest się "pracodawcą" lecz wiedza o czyichś potrzebach i sposobach ich zaspokajania.

Pozornie tylko role "pracodawców" i "pracobiorców" zostały z góry rozdane i ustalone. Ktoś kto chce być logistykiem nie może czekać aż ktoś inny wskaże mu klienta, rozpozna jego potrzeby i powie co należy zrobić by te potrzeby zaspokoić. To jest zadanie właśnie dla logistyka. Jeśli to zrobi to tym samym staje się "pracodawcą", gdyż kto tego nie zrobi nie wie jaką pracę komuś dać.

Podsumowanie

Rola w jakiej występuje człowiek zależy wyłącznie od niego samego i dlatego powinna być wynikiem świadomego wyboru a nie tylko okoliczności w jakich człowieka stawiają wydarzenia życiowe.

Logistyka jest tym szczególnym obszarem aktywności zawodowej gdzie od przyjętej wizji tego co ma robić logistyk zależy - w sposób istotny - to jak realizuje on swą rolę, w szczególności w relacji "pracodawca-pracobiorca". Od tego też zależy relacja pomiędzy nim a dysponentem środków technicznych czyli jego pozycja w firmie logistycznej.

Logistyk zawsze jest "pracodawcą" bo to tylko on jest w stanie określić co ma być zrobione by zaspokoić czyjeś potrzeby. Właściciel firmy może być tylko dysponentem określonych środków i może co najwyżej wyrazić (bądź nie) zgodę na ich wykorzystanie. Co więcej musi zapłacić logistykowi honorarium za pokazanie sposobu wykorzystania środków którymi dysponuje, gdyż bez inicjatywy logistyka pozostawałyby niewykorzystane.

Tak się przy tym składa, że z przytoczonych dwóch różnych wizji logistyki wynikają dwie przeciwstawne wizje roli logistyka. Wg jednej musi być "pracobiorcą" a wg drugiej może być "pracodawcą". Nie jest to tylko kwestia chęci by przyjąć określoną rolę lecz oczywista konsekwencja sposobu rozumienia tego czym jest logistyka.

Przed młodymi ludźmi, którzy przygotowują się do zawodu logistyka, staje więc wyraźne zadanie przygotowywania się do bycia "pracodawcą" dla właścicieli magazynów, firm spedycyjnych, fabryk itp. Nie mogą swej roli sprowadzać do oddawania innym do dyspozycji siły roboczej w postaci zdolności intelektualnych, umiejętności i biernie oczekiwać aż zostaną one wykorzystane.

Można nawet postawić tezę, że stając się "pracobiorcą" przestaje się być logistykiem, gdyż rezygnuje się z możliwości rozpoznawania klienta, jego potrzeb i z określania sposobów ich zaspokojenia. Jeśli ktoś nie chce lub nie umie tego robić, to nie może nazywać siebie logistykiem i nie zmieni tego zatrudnienie go na stanowisku logistyka, gdyż ciągle będzie czekał na pracę.

Takie są konsekwencje praktyczne wynikające ze sposobu widzenia czym jest logistyka. Warto więc wziąć to pod uwagę decydując się na studia logistyczne.

6-04-2002
______________________________________________________________
Tekst przygotowywany na Forum Młodej Logistyki, 4-5 kwietnia 2002.
Wygłosiłem wybrane fragmenty tekstu.
Lecz najciekawsza była dyskusja, choć znana jest tylko uczestnikom.



BYĆ LOGISTYKIEM

Formuła "myślę więc jestem" jako apoteoza myślenia nie sprawdziła się. Niektóre skutki myślenia (i bycia wynikającego z tego myślenia) jakie można było obserwować w XX-tym wieku do dziś budzą grożę, choć już widać, że były przygotowaniem do czegoś bardziej niepojmowalnego. Można przyjąć, że nawet w obozach koncentracyjnych ludzie żyli, cieszyli się, itp. Tylko czy takie swoje życie mieli na myśli ci co musieli je tak właśnie przeżywać. Żeby wiedzieć jak dochodzi do takich i innych wynaturzeń warto wiedzieć dlaczego ktoś myśli, że ludzie tak powinni żyć.

Formuła "myślę więc jestem" zwalnia bowiem z odpowiedzialności za wynik myślenia. Istnienie wynikające z myślenia to za mało jak na dzisiejsze czasy, a szczególnie mało jak na potrzeby logistyki. Dlatego warto zrezygnować z takiego warunkowania istnienia na rzecz czegoś wymagającego większej odpowiedzialności od "myślącego".

Człowiek, który ma warunkować dostarczanie dóbr innym ludziom, powinien robić to zgodnie z zasadami rozumowania i ustanawiać warunki najpierw zgodne z rozumem. Dlatego nie wystarczy, że myśli o nich i przez to one są. Ważne jeszcze jest jakie są to warunki.

Sytuacje będące wynikiem myślenia logistyka, któremu wystarczało samo myślenie, że będzie dobrze, nie zadowalają nikogo. Nawet samego logistyka. Wystarczy wczuć się w sytuację człowieka, któremu nikt już nie powierzy odpowiedzialnego zadania. On sam chciałby wiedzieć dlaczego myślał tak jak myślał.

Dlatego na potrzeby logistyki - a może nawet i szerzej - można zaproponować formułę "dlaczego myślę, że jestem". Ludziom, którzy w ten sposób będą podchodzić do swoich zadań można z większym zaufaniem powierzać do uwarunkowania dostarczanie dóbr.

By poznać, że ktoś właśnie wg takiej formuły kształtuje swoje działanie nie ma niestety innego sposobu jak poznawanie "po owocach". Dlatego przed powierzeniem komuś jakiegoś zadania można zapytać się jakie szkoły kończył lub co do tej pory robił. Umiejętność zadawania pytania "dlaczego" można bowiem wynieść ze szkoły lub nabyć w przedsięwzięciach wymagających zwykle zadawania sobie tego pytania.

Co więcej, jakiekolwiek inne referencje mijają się z celem jeśli nie dają się one sprowadzić do wykazania umiejętności zadawania sobie tego pytania. Umiejętność udzielania odpowiedzi na to pytanie oznacza bowiem gotowość przyjęcia odpowiedzialności, z której nikt człowieka zwolnić nie może.

03.11.2002

P.S. Na zmodyfikowanym portalu PCDL w dziale "POLEMIKI" Jacek Samsel przedstawił w dyskusji piękny opis bycia logistykiem, zbieżny z prezentowaną tu wizją logistyki. (16.01.2004)



PYTANIA O LOGISTYKĘ

Mogłoby się wydawać, że zadaniem logistyka jest zrealizowanie procesu dostaw określonych towarów pomiędzy znanym dostawcą a odbiorcą. Jeśli wiemy kto jest dostawcą i kto jest odbiorcą oraz znane są potrzeby i wymagania każdego z nich, to widzenie logistyki jako procesu dostarczania wymaganych dóbr jest dziś niemal oczywiste. Niemal dla każdego kto ma na co dzień do czynienia z procesami logistycznymi, oczywista wydaje się definicja określająca logistykę jako proces planowania, wdrażania i sterowania, itd. jak to podaje definicja przyjęta przez CLM.

Ale czy tak było zawsze ? Warto zdać sobie sprawę, że jednak trwało to jakiś czas zanim przestano traktować logistykę, jako zbiór czynności dotyczących zaopatrywania najpierw wojsk, a potem zakładów produkcyjnych czy innych podmiotów gospodarczych.

Skoro sposób widzenia logistyki zmieniał się w przeszłości, to można zapytać się o granice współczesnego rozumienia logistyki. Mimo, że wydaje się on być adekwatny do tego co się obserwuje w praktyce, to warto wiedzieć czy tak będzie zawsze, czy też będzie on podlegał dalszym zmianom.

Pierwsze pytanie dotyczy obszaru, w którym logistyka może być traktowana jako proces. Rozmaite zjawiska nie dające się wyjaśnić na gruncie tak rozumianej logistyki wskazują na to, że musi być on ograniczony. Czy w konsekwencji logistyka ogranicza się wyłącznie do tego co obserwujemy w relacjach pomiędzy przedsiębiorstwami lub tego co się dzieje w magazynach czy w centrach logistycznych ? Pytanie o zakres pojęcia jest zwykłym pytaniem badacza, by wiedzieć do jakiej rzeczywistości jest ono adekwatne.

Gdyby te granice były sztywne i nieprzekraczalne, to nie byłoby problemu z określeniem czym jest logistyka. Jednak już wstępna analiza pojęcia logistyki wskazuje na granice jego stosowalności. Wyznacza je przyjęte wcześniej założenie, że znani są dostawca i odbiorca oraz to co się pomiędzy nimi dostarcza. Ponieważ jednak wiadomo, że każdy proces wymaga czasu na jego zrealizowanie, to można przyjąć też taką ewentualność, że już w trakcie jego realizacji zmieniają się rozpoznane na początku tego procesu cechy zarówno dostawcy jak i odbiorcy a nawet tego co się dostarcza.

Oczywiste jest, że wobec takich zmian logistyk nie może być bezradny. Powinien on umieć zareagować na takie zmiany i odpowiednio się do nich dostosować. Zarazem jednak widać, że dokonywanie tych dopasowań nie można określić ani planowaniem ani wdrażaniem ani sterowaniem odnośnie jakiegokolwiek procesu.

Jeśli jednak takie dostosowanie nadal wchodzi w zakres działań logistyka, to wystarczy kontynuować to rozumowanie do skrajności by stwierdzić, że logistyką będzie również określanie - a nie tylko modyfikowanie lub zmienianie - tego kto ma być czy to dostawcą czy odbiorcą i co ma być przedmiotem dostarczania.

W ten sposób dochodzimy do granic obecnego rozumienia logistyki, które dotyczy sytuacji, gdy logistyka jest realizowana, tzn. gdy już jest i wystarczy tylko planować, wdrażać i sterować by efektywnie i skutecznie realizować proces w łańcuchu dostawczym. Nie odnosi się ono do tego co jest wtedy gdy nie ma jakiegokolwiek procesu, co by mogło oznaczać brak logistyki w obecnym rozumieniu tego słowa.

Proste uwzględnienie naturalnej w przypadku procesów dynamiki prowadzi zatem do wniosku, że procesowe ujęcie logistyki nie obejmuje sytuacji gdy nie wiadomo kto jest dostawcą czy odbiorcą i nie wiadomo co ma być dostarczane i co za tym idzie nie ma mowy o jakimkolwiek łańcuchu.

Takie sytuacje nie wykraczają jednak poza to co powinien umieć i co powinien robić logistyk. Nie ma zatem powodu by szukać innego słowa na określenie tego co robi logistyk gdy jeszcze ani nie planuje ani tym bardziej nie realizuje procesu dostarczania. On dopiero przygotowuje dostawcę lub odbiorcę lub dobro, które zamierza dostarczać, czyli określa warunki w jakich będzie odbywało się dostarczanie dóbr.

Drugie pytanie dotyczy tego czy określenie logistyki spoza obszaru procesów jest właściwe także w tym obszarze. Otóż jest. Tam bowiem gdzie logistyka już jest i działa, pozostaje tylko dostarczyć określone dobra do odbiorcy, co może być postrzegane jako proces, a logistyka może być traktowana jako proces. Tam zaś gdzie jej jeszcze nie wprowadzono, tam występuje jako warunkowanie dostarczania dóbr. Znajduje się ona w dyspozycji logistyka, który w odpowiedzi na dostrzeżone i rozpoznane potrzeby formułuje koncepcję odbiorcy, dóbr i dostarczania.

W takiej sytuacji jest jasne, że osiągnięty został najszerszy możliwy zakres rozumienia logistyki, rozwiewając niepokoje o to czym ona jest a czym nie jest. Dalszy jej rozwój to oczywiście wypełnianie konkretną treścią tego zakresu, w formie rozmaitych technik i technologii. Przede wszystkim jednak rozwój logistyki zależy od kształtowania się samych logistyków, którzy powinni ją tworzyć nie oglądając się na procesy i łańcuchy.

18.09-18.11.2002



PYTANIE O PROCES

Zanim rozpoczęła się "era" procesów to były zwyczajnie czynności wykonywane ramach pojedynczych podmiotów wojskowych czy gospodarczych. Choć było to zbyt mało jak na logistykę to jednak wówczas uznano, że jest to logistyka. Z czasem zauważono, że nawet prosta synchronizacja działania magazynu i transportu przynosi korzyści dla obu tak współdziałających podmiotów. To pociągnęło za sobą próby synchronizowania rozmaitych podmiotów współdziałających w coraz to większej liczbie i na większą skalę.

W tych okolicznościach dokonała się zmiana przedmiotu logistyki z samych czynności na ich ciągi, czyli procesy. Okazało się bowiem, że ważny jest nie tylko rodzaj i sposób wykonywania czynności, ale ich odpowiednia sekwencja w obszarach działania rozmaitych podmiotów.

Przyjęcie procesu jako przedmiotu zainteresowania a nawet i oddziaływania oznaczało w praktyce takie działania odnośnie procesów jak np. identyfikowanie, obrazowanie, modelowanie, projektowanie, konstruowanie, mierzenie, itp. Nie można też było uniknąć pytania co to jest proces*), skąd się bierze i po co ?

Zgodnie z definicją określa się tą nazwą specyficzne zjawisko jakim jest sekwencyjne występowanie zdarzeń. W zakresie logistyki lub zarządzania może ono być wynikiem sekwencyjnego wykonywania jakichś czynności, stąd mogła nastąpić ewolucyjna zmiana podejścia do logistyki. Powstał nawet nowy przedmiot logistyki, który nazwano "supply chain" a w odniesieniu do tej "nowej" logistyki stosuje się specjalną nazwę "supply chain management", choć oba te pojęcia nie doczekały się jak dotąd dostatecznie jasnych określeń.

Jednak rozpowszechnianie tego nowego sposobu widzenia logistyki nie odbywa się zupełnie bezproblemowo. Podejście procesowe ma bowiem swoje pułapki, których nie było przy zajmowaniu się wyłącznie czynnościami.

W odniesieniu do czynności wystarczy wiedzieć CO należy zrobić i znać sposób na to JAK osiągnąć cel. Reszta zależy od wykonawcy i ze zrozumiałych względów może być nie tylko nieefektywne, ale nawet nieskuteczne, tzn. zrealizowanie czynności może nie spełniać pokładanych oczekiwań.

Ujęcie czynności w karby procesu umożliwia wprawdzie zapanowanie zarówno nad efektywnością i skutecznością, gdyż proces wyraźnie określa JAK ma wyglądać to co ma być robione aby doprowadzić do pożądanego efektu. Jednak jak łatwo zauważyć najdokładniej można to stwierdzić gdy proces zostanie już zrealizowany. Dopóki to się nie stanie mamy do czynienia z czymś co można określić jako proces wzorcowy, intencjonalny, idealny czy wirtualny.

Jaki z tego może być pożytek łatwo się przekonać gdy przystąpi się do realizacji jakiegoś procesu. Rozmaite wydarzenia towarzyszące tej akurat realizacji procesu powodują, że jego przebieg szybko odbiega od wzorca.

Można oczywiście domagać się ścisłego przestrzegania procedur zapisanych we wzorcowym procesie i egzekwować to za pomocą wyrafinowanych metod mierzenia i kontrolowania procesów. Jednak na przeszkodzie ochotnemu podporządkowaniu się temu wymaganiu staje wewnętrzne przekonanie, że istotą przedsięwzięcia logistycznego nie może być precyzyjne realizowanie jakiegoś procesu lecz realizowanie jego misji związanej z dostarczaniem dóbr. To powoduje, że agitacja za podejściem procesowym napotyka niezrozumiały opór tych, którym to podejście powinno przynosić korzyści.

Pułapka polega zaś na tym, że ulega się złudzeniu jakoby to proces miał przyczynić się do usprawnienia tego co się robi. Tak jednak nie jest. W podejściu procesowym nadal jest ważne CO i JAK należy zrobić, tylko patrzy się na to z perspektywy procesu, który ma powstać w wyniku podjętych działań. Po właściwym wykonaniu czynności proces pozostaje produktem ubocznym, tak jak dym z ogniska czy smuga kondensacyjna za odrzutowcem. Można go mierzyć i kształtować. Tylko po co ?

Naturalnym działaniem zaś jest troszczenie się o to by przygotować odpowiednie warunki do tego by wykonywane czynności dały zamierzony efekt. W tym kontekście jest oczywiste, że lepiej to się zrobi mając na uwadze sekwencje czynności niż rozpatrując je każdą z osobna.

Pocieszające jest to, że na podstawie obserwowania poszerzania się obszaru obejmowanego przez "supply chain" można wnioskować, że przedmiotem oddziaływania logistyka coraz wyraźniej staje się to co dopiero przygotowuje procesy i odbywa się znacznie wcześniej zanim dochodzi do realizacji tych procesów. Dzięki temu będzie słabło destrukcyjne oddziaływanie przedstawionej pułapki ujęcia procesowego.

_________________________________________________________

*) proces (fr. procčs z łc. processus 'postęp' od procedere 'postępować naprzód')
1. ciąg zachodzących jedna po drugiej i wynikających kolejno z siebie przemian prowadzących do pewnego stadium końcowego, wyniku.
2. chem., fiz., biochem. przemiany fizykochemicznych właściwości materii.
3. biol. przemiany rozwojowe organizmu.
4. technol. wieloetapowe wytwarzanie czegoś, właściwości fizykochem. materiału itp.
5. praw. działania prowadzone przez sąd oraz strony, zmierzające do wydania sprawiedliwego wyroku; postępowanie sądowe.
6. rozprawa sądowa.
Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna.
(Hasło opracowano na podstawie "Słownika Wyrazów Obcych" Wydawnictwa Europa, pod redakcją naukową prof. Ireny Kamińskiej-Szmaj, autorzy: Mirosław Jarosz i zespół. ISBN 83-87977-08-X. Rok wydania 2001.)

19.11.2002



APEL + WYWIAD

APEL

My przedstawiciele przedsiębiorców produkujących urządzenia do wykonywania czynności bez odrywania rąk od kierownicy zwracamy się do Wysokiego Sejmu z apelem o to, by w trosce o bezpieczeństwo w ruchu drogowym, wzorem wprowadzonego do "Ustawy o prawie drogowym" zakazu prowadzenia rozmowy telefonicznej w samochodzie bez użycia urządzenia umożliwiającego prowadzenie rozmowy telefonicznej bez odrywania rąk od kierownicy, wprowadzono do planu prac legislacyjnych w 2002 roku kolejne zakazy dotyczące czynności wykonywanych w samochodzie podczas jazdy, a w szczególności:

1. zakaz palenia papierosów bez urządzenia umożliwiającego palenie papierosów bez odrywania rąk od kierownicy,
2. zakaz jedzenia kanapek bez urządzenia umożliwiającego jedzenie kanapek bez odrywania rąk od kierownicy,
3. zakaz zmiany programów radiowych bez urządzenia umożliwiającego zmianę programu bez odrywania rąk od kierownicy,
4. zakaz zmiany biegów bez urządzenia umożliwiającego zmianę biegów bez odrywania rąk od kierownicy,
5. zakaz używania hamulca ręcznego bez urządzenia umożliwiającego użycie hamulca ręcznego bez odrywania rąk od kierownicy.

Jako producenci doceniamy troskę Pań posłanek i Panów posłów o rozwój przemysłu i dlatego zobowiązujemy się opodatkować dodatkowo na rzecz tych parlamentarzystów, którzy przyczynią się do wprowadzenia powyższych zakazów do Prawa o ruchu drogowym.

/ podpisy /

WYWIAD

P. Czy Instytut Bezpiecznej Jazdy, którego jest Pan dyrektorem, zamierza poprzeć inicjatywę producentów urządzeń do wykonywania czynności bez odrywania rąk od kierownicy ?
O. Zgodnie z teorią "pierwszego odruchu"1) zamierzaliśmy poprzeć ten apel. Lecz stosując się do teorii "wtórnego oprzytomnienia"2), uznaliśmy poparcie tego apelu za przedwczesne.
P. Czy mógłby Pan wyjaśnić powód takiego stanowiska ?
O. Po pierwsze postanowiliśmy zaczekać na stanowisko Wysokiego Sejmu w tej sprawie aby zgodnie z teorią "pozytywnej kooperacji"3) zająć własne stanowisko.
Po drugie uznaliśmy, że rozwiązanie legislacyjne powinno być kompleksowe, z czym wiązałoby się opracowanie prototypu urządzenia umożliwiającego wykonywanie dowolnych czynności bez odrywania rąk od kierownicy, a nie tylko tych wymienionych w apelu.
Po trzecie wykonywanie niektórych czynności za pomocą urządzenia do ich wykonywania bez odrywania rąk od kierownicy nie miałoby sensu, choć musiałyby być produkowane urządzenia do ich wykonywania.
P. Jakie czynności ma Pan na myśli ?
O. Przykładem takiej czynności jest np. trzymanie ręki na kolanie współpasażerki.
P. Czy ta przykładowa czynność nie powinna być w ogóle zabroniona w ustawie, niezależnie od produkowania urządzeń do jej wykonywania bez odrywania rąk od kierownicy ?
O. Gdyby tak, to w ustawie musiałyby także być wymienione inne czynności, które teraz może nie przychodzą nam do głowy, ale których wykonywanie bez odrywania rąk od kierownicy nie miałoby żadnego sensu. Dlatego wolimy bacznie obserwować proces legislacyjny.
P. Dziękuję za wyjaśnienia.

___________________________________

1) Wg teorii "pierwszego odruchu", gdy nie wiadomo co zrobić, to pierwsza-lepsza decyzja jest lepsza od żadnej.
2)
Wg teorii "wtórnego oprzytomnienia", gdy nie są znane skutki decyzji, to lepiej wstrzymać się z jej podjęciem.
3)
Wg teorii "pozytywnej kooperacji lepiej podejmować decyzje zgodne ze stanowiskiem władz nadrzędnych, niż z nimi sprzeczne.

31.12.2001 (ujawnione 3.01.2003)



LOGISTYKA NA SZCZYCIE

Przesłanki

  1. Lee Scott, po 20 latach pracy w Wal-Mart na różnych stanowiskach w sferze logistyki został w 1999 r. "CEO and President" całej firmy.
    [Jeff Ashcroft, "Logistics Rises to the Top Again !", About.com Logistics Guide]
     
  2. Wartość pracy logistyka dla przedsiębiorstwa przejawia się w tworzeniu tzw. "formatów" by rozmaite "funkcje" mogły poprzez wzajemną komunikację formułować a następnie realizować cele przedsiębiorstwa. W ten sposób logistyk działa z pozycji nadrzędnej wobec tradycyjnej hierarchii, ukazując pracownikom perspektywę wspólnych sukcesów.
    [na podstawie wykładu Jarosława Szewczyka z Frito Lay Polska w trakcie V-go Kongresu Logistyków Polskich, 2002]
     
  3. "Powinien [logistyk] być wysoko umocowany w kierownictwie firmy."
    [Danuta Kisperska-Moroń, w wywiadzie dla Iwony Bartczak, "W poszukiwaniu lepszych wzorów", CXO, 2/2003]
     

Konkluzja

 

Można to ująć rozmaicie.
Jedna możliwość drugą kusi.
Logistyka - miejsce ma na szczycie.
Tego co jest, co będzie, co być musi.

Niełatwo wytrwać gdzieś w strukturach,
Pośród hierarchii przyzwyczajeń.
Uzgadniać wszystko w różnych porach.
Warunkiem być, dla tego co nastaje.

Gdziekolwiek będzie na schemacie.
Ktokolwiek w drogę z nią wyruszy.
Logistyka - miejsce ma na szczycie.
Tego co jest, co będzie, co być musi.

6.02.2003

P.S.1. Wydarzenia po kompromitacji "kreatywnej ksiegowości" obserwowałem za pośrednictwem telewizji zachodniej. Zastanowiły mnie rady jakich udzielali eksperci spanikowanym udziałowcom ENRON-u i giełdowym inwestorom. W samym centrum paniki wystąpił psycholog, ktory pocieszał widzów, żeby nie traktowali tych wydarzeń jak koniec świata. Po kilku dniach inny ekspert stwierdził, że korzenie kryzysu leżą w braku organu wytyczającego ramy dla dzialalności menadżerów, której to roli nie spełniła rada nadzorcza. Jako receptę na przyszłość postulował zmianę uprawnień rad nadzorczych w kierunku ustalania warunków funkcjonowania zarządów i nadzorowania wypełniania tych warunków.
W ten sposób bezwiednie i nieoczekiwanie potwierdzono, że na szczycie organizacji gospodarczej musi być ktoś kto warunkuje jej działalność.
W przypadku Wal-Mart na długo przed kryzysem i nie czekając aż rady nadzorcze przejmą na siebie funkcję warunkowania, szefem zarządu uczyniono logistyka, który ma tę funkcję we krwi. (6.02.04)
 

P.S.2. Przesłanka 4-ta: „Supply chain is cross-functional and supply chain processes need to cut across functions to drive value for the customer. Cross-functional performance measures need to replace functional measures, for example manufacturing needs to be measured on its contribution to supply chain performance (making what is needed when its needed) and not just on its ability to make product cheaply. The only way businesses can address these issues is from the top. Business strategy, company organizational structure and management reward - and the development of future leaders of the business - are all driven from the top, and therefore so must supply chain.” [Alan Waller, Denis 0'Sullivan: Supply chain in the boardroom, Logistics Europe, September 2004, s.22].
Zadania tego może podjąć się oczywiście nie „supply chain” lecz „supply chain manager” czyli logistyk. (3.10.04)

 

P.S.3. Odchodząc w 2008 r. ze stanowiska H. Lee Scott postawił przed firmą 3 cele z zakresu ochrony środowiska:
1. 100 % zapotrzebowania na energię pokryć ze źródeł odnawialnych,
2. nie wytwarzać odpadów,
3. sprzedawać wyroby nie szkodzące środowisku.
[For Wal-Mart, sustainability adds up, CSCMP's Supply Chain, Q4/2008]. (17.01.09)

 



EWOLUCJA LOGISTYKI

Wprowadzenie nowej definicji logistyki można traktować jako naturalny efekt postępu w poznawaniu rzeczywistości. Jeśli można wiedzieć coś o logistyce to należy to wiedzieć.

Tak się akurat złożyło, że wyzwania jakie stawia rzeczywistość wobec logistyków doprowadziły do sformułowania dość dziwacznej definicji logistyki jaką przyjęto w CLM w 1997 r. Zawarto w niej cały zestaw pojęć stosowanych we współczesnej logistyce. Jednak ta próba zebrania ich razem dała wynik zaskakujący, powodując zawiązanie swoistej pętli pojęciowej. W intencji autorów definicji logistyka jest częścią zawartą w "supply chain process". Jednak uchylono się od zadowalającego zdefiniowania tego czegoś większego.

W efekcie taka definicja niczego nie definiuje. Mimo to cieszy się coraz powszechniejszą akceptacją środowisk logistyków, choć wielu też jeszcze nie zauważyło zmiany w stosunku do poprzedniej definicji z 1984 r.

Wydaje się, że mimo swej niejednoznaczności ukazuje ona istotę tego czym się logistycy zajmują. Wyraża się to w tym, że w centrum uwagi stawia ona "tę część, która planuje, wdraża i steruje" resztą. Wielu bowiem logistyków w "tej części" odnajduje siebie i to co robią, a pozostała reszta zawarta w definicji nie zaciemnia im tej istotnej części logistyki.

Dlatego dalszy postęp w definiowaniu logistyki musiał skoncentrować się na tej właśnie części. Oczywiście nie można jej było traktować jako jakiś podproces, gdyż to by nic nie wyjaśniało. Dalszym naturalnym krokiem było poszukiwanie tego jaka to część procesu sprawia, że dokonuje się “planowanie, wdrażanie i sterowanie". Doprowadziło to do ujawnienia tej zdolności człowieka, który w sytuacji gdy czegoś nie ma, może sprawić by rozpoczęły się procesy przepływów tego co spowoduje zaspokojenie potrzeb określonych ludzi. Dlatego wokół tej zdolności musiała być zdefiniowana logistyka.

Mamy więc do czynienia z kontynuacją poszukiwania rozumienia logistyki jakie dokonywało się w ciągu rozmaitych jej zastosowań w minionych latach. Zmiana dotyczy sposobu postrzegania przedmiotu logistyki, który od zawsze był ten sam. Zmieniały się tylko sposoby jego opisywania i rozumienia.

Krótkotrwała przygoda z procesowym ujęciem logistyki, jaka ma miejsce w ostatnich latach sprawiła, że odkryto ważny cel stosowania logistyki jakim jest zapewnienie sprawnego przepływu towarów po ściśle określonych trasach. Stało się przy tym oczywiste, że takie płynięcie nie odbywa się samoczynnie, przez co niezbędny jest udział logistyków. Wymaga ono także inspiracji, wszechstronnego przemyślenia szczegółów, pomysłowości i inwencji oraz wielu innych czynników, których źródłem jest właśnie logistyk. Dlatego nie można i nie ma potrzeby ograniczać logistyki do tych kilku czynności bezpośrednio związanych z procesami.

Jej zakres jest o wiele szerszy niż to co widać podczas przemieszczania towarów. Obejmuje ona te sfery człowieka, które sprawiają, że powstaje coś czego nie było i samo z siebie powstać by nie mogło. Sfera ta dotychczas także była udziałem logistyków, jednak wydawało się, że ważniejsze jest pilnowanie by przemieszczające się ładunki dotarły na czas do miejsca przeznaczenia.

Jednak pytania o rolę logistyka w realizacji tego przemieszczania nie mogą być zbyte pozostawieniem go na jakimś poziomie w hierarchii przedsiębiorstwa i wykorzystywania go np. do spełniania czyichś obietnic.

Nie tylko, że nie mogło to zaspokoić ambicji wielu logistyków, ale stawiało ich często w sytuacjach, które mogłyby nigdy nie zaistnieć gdyby tylko mogli wcześniej włączyć się w przygotowanie przedsięwzięcia. Dzisiaj wiedzą, że nie był to wynik ich nieuzasadnionej megalomanii i wybujałych ambicji, lecz konsekwencja właściwego zrozumienia tych możliwości, jakie kryje w sobie logistyczne widzenie tego co ma się dziać w przedsiębiorstwie.

To nowatorskie widzenie swej roli - wykraczające poza tradycyjne podziały kompetencyjne - spotykało się ze zrozumieniem u innych współpracowników. Przede wszystkim już u źródeł uśmierzało potencjalne konflikty pomiędzy rozmaitymi działami przedsiębiorstwa, których rywalizacja może doprowadzić do osłabienia lub nawet zaniedbania głównej misji dowolnego przedsiębiorstwa.

Mogło to sugerować, że rolą logistyki jest przełamywanie barier pomiędzy rozmaitymi działami przedsiębiorstwa a następnie integrowanie rozmaitych procesów. Gdyby nie “logistyczna" refleksja, że lepiej wcześniej zadbać o takie ułożenie wzajemnych relacji pomiędzy działami, żeby nie tworzyć pomiędzy nimi barier do przełamywania i nie wprowadzać dysharmonii wymagającej następnie integrowania czegokolwiek. Trudno odmówić racji takiej propozycji skoro umożliwia ona oszczędności na budowaniu a potem przełamywaniu barier, jak i unikanie kosztów rozregulowania a następnie regulowania funkcjonowania rozmaitych działów.

Dlatego bez oporów można przyznać logistykom tę dominującą pozycję w przedsiębiorstwie, jeśli tylko tego się domagają. Wzmocnieniem dla tej tendencji jest potwierdzenie takiej roli logistyka, która wynika z definicji tego czym jest ta dziedzina wiedzy. Dzięki temu logistyk nie będzie zaskakiwany rosnącymi oczekiwaniami ze strony rozmaitych służb przedsiębiorstwa. Lecz będzie już od samego początku swej kariery przygotowywał się do pełnienia dominującej funkcji w przedsiębiorstwie.

Cechą logistyki jest to, że ta funkcja może być pełniona z dowolnej pozycji w hierarchii organizacyjnej, ale może też zaprowadzić logistyka na sam szczyt tej hierarchii. Liczy się bowiem nie tyle organizacyjne podporządkowanie lecz wartość oferty jaką logistyk - przyjmując odpowiednio szeroką perspektywę widzenia logistyki - przedstawia wszystkim swym współpracownikom.

Tak więc obserwacja tego co się dzieje w przedsiębiorstwach sprawia, że procesowe widzenie logistyki nie spełnia już oczekiwań jakie wiąże się współcześnie z logistyką. Kolejny krok to nie tylko objęcie wszystkich procesów - zarówno zamierzonych jak i tych niezamierzonych - ale “oficjalne" włączenie w obręb logistyki tego kto ustanawia warunki, dzięki którym powstaje to co wprowadza do świata ład związany z tym, że potrzebujący otrzymują niezbędne im dobra.

To na ile ta nowa wizja zostanie rozpowszechniona zależy już od samych logistyków. Do przejęcia się tą wizją są predestynowani szczególnie ci z nich, którzy już dziś - choć po omacku - poszukują sposobów na prawdziwie skuteczne i efektywne wypełnianie swej misji. Zapewne z ulgą przyjmą wiadomość, że obrali dobry kierunek rozwoju swej kariery zawodowej.

23.02.2003



KONFERENCJE LOGISTYCZNE

Użyteczność konferencji naukowych - przy ich niewątpliwych zaletach i uciążliwych wadach - polega na tym, że następuje na nich prezentacja wytworów warsztatu naukowca wobec widowni złożonej z kolegów po fachu. Chwilowe połączenie tych dwóch sfer ujawnia istnienie pomiędzy nimi naturalnej bariery. Sposób w jaki jest ona wykorzystywana i jaką pełni funkcję w czasie konferencji umożliwia wyodrębnienie trzech rodzajów konferencji, tzn. "matematyczne", "techniczne" i "logistyczne".

Na konferencjach "matematycznych" wszystko jest jawne choć abstrakcyjne. Matematyk powinien przedstawić nie tylko twierdzenie, że coś jest możliwe, ale także dowód tego twierdzenia. Dzięki temu to co oddziela widownię od warsztatu można potraktować jak lustro, za którym rozciąga się kraina fantazji, odwiedzana czasem przez “Alicję z krainy czarów”.

Także od fizyków - których zasady postępowania zbliżają ich do matematyków - wymaga się aby przedstawione dane były na tyle dokładne żeby możliwe było powtórzenie eksperymentu przez tych co dysponują odpowiednią aparaturą badawczą. Ale już wyjaśnienia tego jak niektórzy z nich zrobili np. bombę atomową nie można się doprosić.

Stanowi to bowiem domenę techniki, w której dowodem na to, że coś jest możliwe, jest określony przedmiot, dzięki czemu sposób jego wytworzenia nie musi być ujawniany.

Dlatego na konferencjach "technicznych" można oglądać rozmaite realne osiągnięcia "wystawiane" spoza przesłony ukrywającej warsztat odkrywcy lub wynalazcy. Nawet nie ma co próbować "wyciągać" od któregoś z nich jak dokonał tego o czym mówi, bo w grę wchodzi tajemnica produkcyjna lub handlowa. Zresztą "Harry Potter" przygotowuje już widownię żeby nie pytała i nie dziwiła się niczemu.

Dla uczestników takich konferencji może być atrakcją zobaczyć człowieka sukcesu i łudzić się, że to co on powie może się do czegoś przydać. Ale też ograniczenia czasowe i finansowe skłaniają coraz częściej do rezygnacji z takich atrakcji.

Logistycy mogliby prezentować swoje dzieła na konferencjach zarówno "matematycznych" jak i "technicznych". Mają bowiem w dorobku nie tylko prawdziwe twierdzenia o dostarczaniu towarów ale także rozmaite wynalazki służące do realizowania ich misji w praktyce.

Jednak tym co logistycy lubią najbardziej i co stanowi istotę ich posłannictwa, są rozmaite przedsięwzięcia związane z umożliwianiem dostarczana konkretnych dóbr konkretnym odbiorcom. Z tym zaś wiąże się zupełnie nowy aspekt dotyczący tego, że coś jest komuś potrzebne, a wtórną zupełnie kwestią jest to czy coś jest możliwe czy nie. Dlatego relacja z jakiegoś przedsięwzięcia logistycznego mogłaby dotyczyć tych dwóch aspektów: jeden to czyjeś potrzeby, a drugi to środki za pomocą jakich umożliwić zaspokojenie tych potrzeb .

Mogłaby - gdyby nie to, że byłaby to relacja z przeszłości, która dla uczestnika konferencji może nie być interesująca choćby przez to, że może być za późno na włączenie się do zaspokajania tej potrzeby.

Dla logistyka przesłona oddzielająca jego warsztat od publiczności może co najwyżej posłużyć jako ekran, na który rzuca on cienie zrealizowanych przedsięwzięć logistycznych. Zarówno możliwości jak i sposoby, które wykorzystał należą już bowiem do przeszłości. Nawet jeśli można je powtórzyć, to może nie być chętnych by dostarczone towary odebrać.

Skoro jednak mówienie o faktach z życia logistyka może co najwyżej potwierdzić przypuszczenia, że z jakichś powodów należało coś zrobić albo, że ktoś miał jakieś powody by coś zrobić, to należałoby z tego uczynić przedmiot główny konferencji "logistycznych" odróżniający je od konferencji "matematycznych" czy "technicznych".

Zrealizowane z sukcesem jakiegoś przedsięwzięcia logistycznego jest dowodem na to, że uwzględniono te czynniki, które w danej lokalnej sytuacji były niezbędne. Nie daje to jednak żadnych wytycznych jak postąpić w innej - może nawet podobnej - sytuacji. Wynika to stąd, że nawet w podobnej sytuacji będą uczestniczyć inni ludzie jako realizatorzy lub jako konsumenci.

To zaś oznacza, że najważniejsze na konferencji "logistycznej" jest nie to, że jakieś przedsięwzięcie zrealizowano z sukcesem, ani to w jaki sposób doprowadzono do tego sukcesu, ale to dlaczego podjęto się właśnie tego przedsięwzięcia, dlaczego coś zrobiono lub jaki był powód, że zrealizowano coś co było jedynie możliwe. Mówiąc wprost, dlaczego dostarczono komuś dany towar i dlaczego użyto do tego określonych środków.

Dla realizatorów przyszłych przedsięwzięć logistycznych jest interesujące to krytyczne przejście pomiędzy stanem gdy określone potrzeby nie są zaspokajane, do stanu gdy odpowiednie dobra mogą być dostarczane konsumentom.

Można mieć nadzieję, że w miejsce "teatru cieni" przedmiotem konferencji "logistycznych" stanie się kiedyś ta wewnętrzna bariera, przed którą staje logistyk. Z jednej jej strony są uświadomione potrzeby konkretnych ludzi, a z drugiej - oporna struktura rzeczywistości, w której trzeba doprowadzić do zaspokojenia tych poznanych potrzeb. To jest obszar gdzie logistyk o szerokich horyzontach musi wykazać się swoim kunsztem i umiejętnością rozeznania się w sytuacji. Teoria z praktyką spotykają się tu w pełnym zakresie możliwości i zagrożeń jakie wiążą się ze stosowaniem i wykorzystywaniem współczesnej technologii.

25.02.2003, 31.08.2004

P.S. Wg przedstawionego wyżej schematu odbędzie się sesja na dorocznej konferencji CSCMP, 15-18 października 2006. W czasie spotkania zebrani eksperci będą rozwiązywać na bieżąco przedstawiony przez organizatorów problem.

MIT Stages a Real-Time Supply Chain Disruption Simulation at CSCMP 2006!
New Hot Topics Session Features MIT Avian Flu Outbreak Simulation
During Tuesday afternoon's Hot Topics Session, a new CSCMP Annual Conference session designed to highlight topical supply chain issues, the MIT Center for Transportation & Logistics will stage a real-time simulation of an avian flu outbreak to show how global supply chains can be severely disrupted by such emergencies. 
The simulation will involve a hypothetical outbreak of avian flu that shuts down a fictional contract manufacturing facility in China. The facility is being used by Vaxonn Wireless, a fictional, U.S.-based cell phone manufacturer, to make a critical new product that the company plans to launch in time for a peak holiday buying season. The plant closure ripples through Vaxonn's global supply chain as other countries and companies react to the news.
A panel of executives will respond in real-time to the unfolding emergency, which will be shaped by PowerPoint prompts and pre-scripted news bulletins orchestrated by a facilitator. The panel will enact the role of Vaxonn's emergency response team and be responsible for managing the hypothetical crisis.  In addition to showing how an avian flu outbreak might impact a company's supply chain, the simulation will demonstrate the importance of a multi-disciplinary approach to emergency response, and the role played by supply chain managers in crisis situations. 

14.09.2006



WHAT ARE THE ORIGINS OF LOGISTICS ?

The authors*) present "the origins of logistics as a military art". According to authors' opinions and also reviewers they have succeed. But what view of logistics have readers achieved ?

In the first chapter under the title "War is Logistics" we can found a list of great military achievements viewed from "supply chain" perspective. There is no doubt that without supply any army can move and win. So if anybody, who won any battle any time, used logistics to enable soldiers to make their job. But there is no reason to conclude that "the art of supply chain management derives directly from military logistics", as author wrote.

Showing examples of military achievements authors pointed out what was possible just because of use of logistics. Starting from the title that "war is logistics" they gave many examples to prove this, showing different activities concerning logistics during military campaigns. Anybody can deny this, but the result is confusing and authors prove something quite different.

At the end of this chapter - after many examples of activities that logistics can be - authors loose their clear view of logistics. They wrote that logistics is "the working calculus behind the Roman Empire" based on a network of highways. This one example simply ruins the hypothesis that logistics can be seen as a kind of activity at wartime. This rather means that builders of these roads was the great logisticians, who made good conditions for fast moving troops from one place to another. Instead of commanders, generals or captains who only used these roads.

This - probably not intentional - proof that logistics can not be seen as any activity - neither military nor civilian - is confirmed by the last example. The authors show one more person from history of wars, whom they gave a place "in our military logistical hall of fame". This is Genghis Khan, whose strategy was "killing civilians who were potential soldiers". Such "logistics" aims to reduce national potential source of soldiers.

And there must not be consent to that this is logistics. Lessons learned from such a logistics should not be accepted by today's civilian managers, despite of authors' intentions and positive reviewers' opinions, whoever they are. Their proofs are internally contradictory. They try to prove something like the thesis that a knife was invented to kill people, and later accidentally was used to cut bread. There are no evidences for this, and authors did not give proofs for their conviction about roots of logistics.

Logisticians do not inherit their ability to delivering the goods from ancient killers of innocent people of neighbouring nations. They need not be proud of such "ancestors". Their knowledge and professional skills are based on human thought of how to make possible, that anybody who needs something can get it.

This ability to deliver was applied in the past by countless multitude merchants and craftsmen for peoples' good, though it was not recorded. Instead of this we know historical reports about individual military commanders who used it also. But there is no reason to learn from them anything that we can learn from better sources.

_________________________________________________________

*) Schechter Damon, Sander Gordon F.: Delivering the Goods: The Art of Managing Your Supply Chain, John Willey & Sons, 2002

Wysłane do autora i do Amazon.com. 3.03.2003

P.S. Odpowiedź od autora, w której ogranicza się do zachęcenia do zapoznania się z całą książką, nadeszła już 5.03.03.



ZEGAREK

Kiedyś, dawno temu miałem zegarek. Miał on dla mnie tę zaletę, że się śpieszył. Dzięki temu mogłem zdążać na rozmaite spotkania bo myśląc, że zegarek wskazuje rzeczywisty czas przychodziłem za wcześnie. Zegarek miał jednak pewną wadę. Śpieszył się z każdym dniem coraz więcej. Na skutek tego nie wiedziałem ile minut trzeba odjąć od wskazywanego czasu by wiedzieć, która jest faktycznie godzina, co niekiedy było przydatne.

Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł usprawnienia zegarka w taki sposób, by na blacie wyświetlać aktualną różnicę pomiędzy wskazaniem zegarka a czasem rzeczywistym. Pomysł ten był jednak na tyle prekursorski, że przez wiele lat nie był realizowany.

Aż przyszedł na to czas. Pracownicy pewnej firmy otrzymali PIT roczny z załącznikiem, w którym była podana liczba wraz z wyjaśnieniem co z nią zrobić. Należało ją we własnym zakresie odjąć od jednego z pól formularza i dodać do innego, a następnie odpowiednio przeliczyć pozostałe pola, by w efekcie otrzymać właściwą sumę zaliczek, które powinny być wpłacone do urzędu skarbowego przez firmę. Obliczoną wartość należało następnie wykorzystać w indywidualnym rozliczeniu rocznym składanym w urzędzie skarbowym.

Pomysł z zegarkiem był wówczas trudny do zrealizowania ze względów technicznych*). Dziś w dobie komputerów wydrukowanie odpowiedniego załącznika do urzędowego druku nie sprawia już żadnych trudności. Dzięki temu usługi urzędnicze mogą przybierać bardzo wyrafinowane formy.

_________________________________________________________

*) W tamtych czasach wyświetlacz cyfrowy byłby wielkości paczki papierosów, czyli dużo większy od zegarka.

4.03.2003





Część 2 >>>