Część I

Treść części II:
Prasowanie logistyki
Trendy w logistyce
Co z zarządzaniem ?
Będzie Kongres
Na Kongresie
Bilans zamknięcia
W okowach “łańcuchów”
Podmiotowość MRP
O kobietach
Pożegnanie procesów
Strona główna


PRASOWANIE LOGISTYKI

Od początku roku trwa prasowanie logistyki, w ramach którego wykonano już trzy fazy tej operacji1). Jak się okazało, na rynku czytelniczym funkcjonuje aż 9 czasopism o tematyce logistycznej, które autor tej akcji wymienia wg niejasnej kolejności, tj.: "Logistyka", "Logistyka a Jakość", "EuroLogistics", "Świat Logistyki", "Nowoczesny Magazyn", "Spedycja i Transport", "Spedycja Transport Logistyka", "Polska Gazeta Transportowa", "Gospodarka Materiałowa i Logistyka".

W pierwszej fazie zasugerowano, że prasowanie będzie realizowane w podanej na liście kolejności, choć rozpocznie się od najstarszego czasopisma logistycznego. Lecz z jakichś powodów pominięto faktycznie najstarsze i na pierwszy ogień wzięto drugą co do wieku, a pierwszą z listy "nestorkę". To mogło sugerować, że w drugiej fazie zostanie wzięta "Logistyka a Jakość". Jednak wybór padł na "młódkę". W trzeciej zaś fazie zajęto się zupełną efemerydą mimo, że było aż 7 innych kandydatek do wyboru.

Tak więc na podstawie trzech kolejnych faz nie można sformułować prostego kryterium wyboru kolejnej fazy. Pewną sugestię odnośnie kolejności omawiania mogłaby podsunąć, podana w pierwszym artykule lista czasopism dostrzeżonych na rynku, gdyby nie to, że w dotychczasowym prasowaniu pominięto z tej listy drugie w kolejności.

Zostało więc jeszcze 6 redakcji, ale do końca nie wiadomo w jakiej kolejności będą prasowane. Wg wspomnianej listy mógłby to być "Nowoczesny Magazyn", gdyby nie to, jest on wydawany przez tego samego wydawcę co pominięte czasopismo. Może to być powodem nerwowego wyczekiwania w nieomówionych dotąd redakcjach.

Redakcja "EuroLogistics" - objęta drugą fazą prasowania - ma już tę nerwowość poza sobą. Dowiedziała się, że niepotrzebnie informuje swych czytelników, że jest czasopismem "o logistyce w teorii i praktyce", gdyż inne czasopisma już to zrobiły wcześniej. Oceniający wyciąga przy tym wniosek, że redakcja szyderczo odnosi się do faktu podziału w obrębie logistyki.

Nie wiadomo jednak dlaczego autor przypisuje sferę teorii "naukowcom", a sferę praktyki - "fachowcom". Przecież już dawno odkryto, że dla praktyki najważniejsza jest dobra teoria i trudne albo wręcz niemożliwe jest fachowe dostarczanie towaru w oderwaniu od teorii. Trudno też odmówić fachowości naukowcom, choć może oceniający ma przesłanki by tak twierdzić. Lecz zanim je ujawni nie można przeczyć, że "logistyka w teorii i praktyce" może być interesująca zarówno dla "naukowców" jak i dla "fachowców".

Następnie redakcja dowiedziała się, że "Euro" z tytułu czasopisma nie znajduje odbicia we wszystkich artykułach, gdyż cześć dotyczyła spraw światowych.

O tym jaka relacja powinna zachodzić pomiędzy tytułem a treścią czasopisma czytelnicy dowiedzą się zapewne po analizie czasopisma, którego redaktorem jest oceniający. Zanim to nastąpi - nie wiadomo jednak kiedy - to tylko wiadomo, że nie należy spraw światowych omawiać w kontekście należącej do świata Europy.

Zarazem z tej oceny powoli wyłania się intencja prasowania, a wygląda to na ustawianie sobie konkurencji. Po doradzeniu bowiem "nestorce" by zajęła się nauką i nie przeszkadzała na rynku praktyków, zaleca się "EuroLogistics" aby wyrosła z niej "silna konkurencja", tak jakby dotychczasowa konkurencja nie była silna. Stawia się jej jedynie warunek by nie zajmowała się tematami poruszanymi już przez konkurencję.

Jednak nie precyzuje się na czym będzie wówczas polegała konkurencja, skoro czytelnicy nie będą mogli porównywać tych samych tematów opracowywanych różnie przez różne redakcje. Poza tym jeśli wszystkie czasopisma będą zajmować się różnymi tematami, to raczej będzie to wyglądało na współpracę i uzupełnianie się. Wymagać to będzie przy tym jakiejś koordynacji poruszanych tematów w wykonaniu zapewne kogoś, kto umie ustawić tę specyficzną "konkurencję".

We wstępie do 3-ciej fazy prasowania kwestia konkurencji odżyła na nowo. Podsumowując dotychczasowe etapy zestawiono dwa czasopisma pisząc o nich, że "każda z redakcji dorobiła się przez swój okres działania chociażby kilku egzemplarzy pisma". W ten sposób zrównano "nestorkę" z pierwszej fazy, która świętuje 31-lecie działalności ze wschodzącą gwiazdą "silnej konkurencji", która faktycznie wydała 4 numery. Po takim zrównaniu ktoś kto wydał 10 numerów wygląda na potentata.

Przy okazji wyszło na jaw, że w dotychczasowych fazach chodziło o dwumiesięczniki. Jednak zamiast omówić kolejny dwumiesięcznik - czyli siebie - zajęto się czasopismem "Świat Logistyki" - efemerydą wydaną jednorazowo.

Tu już nie było co i komu doradzać, bo konkurencja jakby sama zeszła z ringu. Autor potraktował więc swą ocenę jako lekcję poglądową jak "kończy się pismo" mimo wielkich ambicji redakcji.

Uwagi te redakcja niewątpliwie przyjmie z wdzięcznością. W swej naiwności poszukiwania własnej drogi nie poszła śladem omówionych dwumiesięczników i w efekcie nie może sobie poradzić z drugim numerem, bo wszystkie ciekawe tematy omówiła w pierwszym. Tak jakby każda redakcja musiała wydawać wiele numerów by dawkować w nich ciekawe tematy.

Ale i tak redakcja może mówić o sukcesie, gdyż w przypadku poprzednich redakcji artykuły oceniono jako "usypiające" lub "do poduszki". To by wskazywało na to, że analizy nie zawsze były prowadzone przed zaśnięciem.

Jednak z dotychczasowych faz prasowania niedwuznacznie wynika, że właściwą drogę wybrał tylko piszący o logistyce w prasie, co charakteryzuje się głównie tym, że redakcja uniknęła prasowania.

Aby dopełnić obraz tego jak należy redagować pismo o tematyce logistycznej, pozostało tylko niecierpliwie oczekiwać na opis tego jak należy dobierać i dawkować tematy aby starczyło ich na wiele numerów. Nie wiadomo jednak kiedy to nastąpi, bo nie jest znane kryterium doboru podmiotów oceny.

W takiej sytuacji czytelnik staje się świadkiem swego rodzaju manipulacji, której cel nie jest mu znany. Gdyby chodziło o jakąś publiczną rozgrywkę pomiędzy redakcjami, to powinny być znane reguły i cel tej gry. Jednak ze względu na nieznane reguły, nie można traktować tego inaczej jak zabawę, w której wszystkie chwyty są dozwolone a reguły można zmieniać dowolnie.

Wprawdzie na wstępie każdego artykułu pisze się o walce o reklamodawców, lecz w takim razie dlaczego przedmiotem analizy są treści i formy artykułów zamieszczanych w czasopismach ?

Gdyby chodziło o konkurencję pomiędzy redakcjami w celu zdobycia reklamodawców to wydaje się, że ocenie powinny podlegać warunki oferowane w poszczególnych czasopismach. Do tego wystarczyłaby jedna tabelka z wymienionymi kryteriami oceny istotnymi dla reklamodawcy, i odpowiednio wypełnionymi kolumnami przypisanymi do poszczególnych redakcji.

Oczywiście oprócz rozmaitych kryteriów dotyczących formy, ceny czy akwizycji reklam, byłyby zasadnicze dotyczące tego kto i w jakiej liczbie czyta te reklamy. Pretekstem do czytania reklam byłyby oczywiście artykuły zamieszczane w czasopismach. I w tym "jest sęk" albo "pies pogrzebany".

Ponieważ przy wielości czasopism to czytelnik decyduje o tym co czyta, trzeba go jakoś przygotować do właściwego wyboru czasopisma.

Ale to ze względu na reklamodawców wprowadza się kategorię wieku, radząc "nestorce" by ze względu na "usypiające teksty" udała się na zasłużony wypoczynek do sfer naukowych i dała szansę młodym. Jednak za chwilę deprecjonuje się tę samą "nestorkę" w oczach reklamodawców tym, że dorobiła się "kilku egzemplarzy pisma".

Nie mogąc zaś odmówić prawa do konkurowania o reklamy równie młodym lub młodszym czasopismom, ustala się dla nich zakres tematyczny aby nie dotarły do znanych sobie czytelników.

No i w tym świetle staje się wreszcie zrozumiały ten cień zawiści na wieść o wielkości jednorazowego nakładu "efemerydy" na rynku czasopism.

Tak więc pod pozorem konkurencji o czytelnika sprawa dotyczy konkurencji o reklamodawców. Po co jednak zawracać tym głowę czytelnikom ?

Tu czas na ogólniejszą refleksję. Czy bowiem w odniesieniu do czytelnika można mówić o konkurencji czasopism ? Czy jest on zainteresowany tym by czytać najlepsze czasopismo, które wygra tę konkurencję przez doprowadzenie pozostałych do upadłości ? Czy takie zwycięskie czasopismo jest w stanie zaspokajać potrzeby czytelników w zakresie tematyki logistycznej ?

Doświadczenie podpowiada, że zwycięzca szybko osiada na laurach, zadowalając się reglamentacją nie tylko tematyki artykułów ale i autorów. W efekcie tego nie tylko czytelnik byłby przegrany. Reklamodawcy, o których w istocie toczy się ten bój, napotykaliby co rusz barierę długich czasów oczekiwania na publikację reklam oraz wzrastających cen powierzchni reklamowej.

Dlatego w interesie czytelnika leży nie tylko wielość czasopism ale i to by zajmowały się podobnymi tematami przedstawiając je na różnym poziomie i z różnych perspektyw. To dopiero gwarantuje mu możliwość wyrobienia własnego zdania. Dobrze byłoby gdyby ukazywały się one w podobnym rytmie aby można było łatwo połączyć różne opinie na ten sam temat. Nie ma też powodu by unikać tematów dla kogoś drażliwych czy obciążonych autorską subiektywnością. Jeśli bowiem celem jest dobro czytelnika, to powinien on mieć dostęp do jak najszerszego spektrum opinii na interesujące go tematy.

Natomiast wydają się zbędne niejasne dywagacje o innych współrealizatorach interesu czytelnika, gdyż nie ma powodu sądzić, że potrzebuje on doradcy w tym zakresie. Nawet jeśli wyraża takie życzenie, to lepiej dać mu szansę by jak najszybciej zaczął sam troszczyć się o dobór tego co czyta. Wtedy też stanie się szanowanym partnerem dla reklamodawców, a nie tylko zasłoną dla toczonych w prasie bojów o reklamy.

_________________________________________________
1) K.P.: Logistyka w prasie, Logistyka a Jakość, 2,3,4/2001.

31.08.2001

______________________________________________________________________

P.S.1 Tekst wysłany do redakcji omawianych czasopism, tj. „EuroLogistics” i „Świat Logistyki”.
Nie był wysłany do redakcji czasopisma [...] ze względu na [...] reakcję na mój poprzedni list. (20.04.2002)

P.S.2. Wykropkowania "[...]" na „prośbę” redaktora czasopisma, który doczytał się w dopisku
[...] redakcję na mój poprzedni list”. (26.07.2002)

P.S.3. W numerze 1/2002 czasopisma zakończyło się „prasowanie logistyki”, pozostawiając poza swym zasięgiem trzy tytuły, w tym „Logistyka a Jakość” i „Nowoczesny Magazyn”. Jeśli ta niekompletność „prasowania” była założona od początku, to musiał być jakiś bardzo ważny cel, dla którego narażono się na opinię nieeleganckiego postępowania. (19.12.2002)

P.S.4. Dopiero gdy w 2004 roku „Ukazał się Raport Logistyka w Polsce 2003, wydany przez Instytut Logistyki i Magazynowania, w którym interesująco zapowiadał się fragment dotyczący wydawnictw logistycznych.” pojawił się - w notatce o pejoratywnie brzmiącym tytule - „Żal, że raporterów nie stać było na rzetelne i nawet jednodniowe obniesienie czytającym raport o tym, co pozostaje dominantą pozostałych gazet.” [Raporterzy. Logistyka a Jakość, 4/2004].
Został on spowodowany tym, że kryterium przyjęte przez autorów raportu dla szerszego opisania czasopism poświęconych logistyce nie objęło m.in. czasopism wydawanych przez ARDO-STUDIO. A przecież postąpili oni analogiczne do redakcji LaJ, która w swym serialu „Logistyka w prasie” też nie opisała tych czasopism.
Nie ma co żałować, że inni nie robią tego czego nie zrobiło się samemu. Żal - jak każda emocja - zmienia widzenie świata i można - w podanym uzasadnieniu, że przy wyborze czasopism kierowano się punktacją „przyznaną im przez Komitet Badań Naukowych, co stanowi rekomendację tych tytułów pod względem ich poziomu merytorycznego ze strony KBN” - dostrzec „wnioskowanie z tego o poziomie merytorycznym gazet”. Wbrew bowiem twierdzeniu autora notatki, że wnioskowanie takie „jest niestety alogiczne”, takiego wnioskowania tam nie ma. Jest tylko wnioskowanie o rekomendacji. (27.07.2004)


TRENDY W LOGISTYCE

Jak dotąd logistyka rozwijała się w ten sposób, że najpierw zdobywano doświadczenie w jakimś zakresie jej stosowania a następnie poprzez uogólnienie formułowano wnioski mające walor teorii. Z tego względu przemiany logistyki jakie mogą nastąpić w przyszłości próbuje się prognozować na podstawie zjawisk zaobserwowanych w jej dotychczasowym rozwoju. Dlatego bardzo cenne są wszelkiego rodzaju analizy podsumowujące dotychczasowe osiągnięcia logistyki i wyprowadzające na tej podstawie wnioski co do trendów jakie będą miały wpływ na zjawiska mogące ujawnić się w przyszłości. Na podstawie raportu będącego wynikiem tego typu analiz1), a który sam w sobie może stanowić przedmiot dalszych opracowań, wyodrębniono i zestawiono w punktach "nowe wyzwania logistyki"2). Nie ulega kwestii, że takie zestawienie będzie oddziaływać na sposób widzenia logistyki a także na kierunki przygotowań do tego by sprostać wyzwaniom jakie stoją współcześnie przed logistykami. Dlatego warto przeanalizować sformułowane w artykule problemy i wyzwania.3)

Pierwsza grupa to "Naczelne problemy logistyki". Przyjmuje się (pkt 1), że menedżerowie wyższego szczebla, realizujący logistykę przejmują w coraz większym stopniu odpowiedzialność za to co się dzieje w przedsiębiorstwie. Faktycznie ich rola i odpowiedzialność wzrastała do tej pory, a więc można oczekiwać, że będzie też wzrastać w przyszłości. Wiąże się to z coraz większym uświadamianiem sobie roli i znaczenia logistyki, która nie ogranicza się już do sterowania czynnościami związanymi z fizycznym przepływem materiałów, ale dotyczy wszelkich procesów w przedsiębiorstwie i poza nim4). Ponieważ zmienia się widzenie roli logistyki, tym samym rola menedżerów przyjmujących logistyczny sposób widzenia procesów w przedsiębiorstwie, będzie się zmieniać w kierunku zwiększenia ich znaczenia.

Słuszne jest również spostrzeżenie (pkt 2), że menedżerowie ci są motorem napędowym podejmowania przez logistykę ciągle nowych zadań. Zmierza to ku temu by logistyka stała się ogólną koncepcją funkcjonowania nie tylko przedsiębiorstwa jako samodzielnej jednostki, ale także jako elementu w całym systemie zaspokajania potrzeb ludzi. Wiążą się z tym nie tylko nowe zadania ale też i nowy sposób widzenia tych zadań.

Obniżanie kosztów logistycznych (pkt 3) jest jednym z efektów, który może zachodzić lub nie, dlatego może być traktowany jako problem. Zarazem jednak faktycznym wyzwaniem jakie stoi przed logistykami jest przełamanie oporów przed jednoczesnym obniżaniem kosztów i zwiększaniem zysków. W przypadku systemów logistycznych należy uwzględniać to, że logistyka nie jest ograniczona przyjętą definicją systemu, odnośnie którego jest stosowana. Jej celem jest zaspokojenie potrzeb człowieka (konsumenta) i poprzez ten cel w każdej fazie stosowania logistyki jest definiowany system służący temu celowi. Dlatego przy stosowaniu logistyki można stawiać postulat jednoczesnego zmniejszania nakładów i zwiększania efektów. Zawodzą przy tym klasyczne metody optymalizacji, ale właśnie to stanowi esencję kolejnego wyzwania jakie stoi przed logistykami.

Podobnie wzrost integracji usługodawców (pkt 4) jest problemem, gdyż jako taki nie musi prowadzić do obniżenia kosztów. Nie widać bowiem istotnych przesłanek ku temu, by akurat logistykom bezproblemowo udawało się uniknąć np. zmowy usługodawców zmierzającej do podwyższenia swych zysków przez podwyższenie kosztów.

Zyskiwanie na znaczeniu przepływu informacji (pkt 5) może także stanowić wyzwanie w tym sensie, że logistycy mogą nie wykorzystać tego środka dla tworzenia odpowiednich systemów logistycznych. Jak dotąd postęp technologii informacyjnych wyprzedzał zapotrzebowanie zgłaszane przez logistyków. Z tych m.in. względów dopiero gdy postanowiono wykorzystać internet dla potrzeb logistyki okazało się, że nie jest on do tego przystosowany.

Wyzwanie oraz problem jakie stanowią wysokie nakłady inwestycyjne (pkt 6) wiążące się ze współczesnymi systemami logistycznymi mogą być m.in. konsekwencją wiodącej roli doświadczenia w rozwoju logistyki. Dużą część tych kosztów ponosi się na próby i błędy związane z wdrażaniem nowych technologii o nieznanym wpływie na powstające systemy logistyczne.

Kolejna grupa problemów zawarta jest w grupie "Łańcuch logistyczny". Pojawienie się tego terminu (ang "supply chain") od kilku już lat stanowi zarówno wyzwanie jak i problem dla logistyków5). Wiąże się to z kwestią relacji jaka zachodzi pomiędzy logistyką a tym łańcuchem.

Przyjęta w podgrupie "Logistyka rozwoju łańcucha procesowego" konwencja traktująca logistykę "jako znaczący składnik łańcucha procesów" wyznacza wprawdzie logistyce rolę dominującą, lecz zarazem pozostawia wolne pole dla innych elementów. Tym samym może to ograniczać znaczenie analizy trendów i strategii w logistyce, gdyż ciekawsze i ważniejsze byłyby trendy i strategie w łańcuchu logistycznym, którego logistyka jest zaledwie "znaczącym składnikiem".

Teza odnośnie tego co warunkuje skracanie czasu (pkt 8) wskazuje, że logistyka została podporządkowana "zorientowaniu procesowemu" i "współbieżności przepływów" przecząc wcześniejszej tezie, że to logistyka przekształciła się "na zorientowaną na procesy". Zatem konieczność określenia relacji pomiędzy logistyką a łańcuchem logistycznym będzie towarzyszyć rozwojowi logistyki w najbliższych latach.

Pozostałe podgrupy, tj.: "Logistyka zaopatrzenia", "Logistyka produkcji / dystrybucji", "Ekologistyka", podobnie jak cala grupa trzecia "Trendy w zarządzaniu logistycznym", zawierają tezy odnośnie istniejących już szczegółowych technologii stosowanych współcześnie. Zapewne ich znaczenie będzie rosło w przyszłości, choć niektóre z nich wymagają udowodnienia, a niektóre są kanonami stosowanymi powszechnie, choć nikt nie próbował ich udowodnić, ze względu na brak wystarczających do tego doświadczeń. Przykładem mogą być wszelkie technologie, których nazwy są ozdabiane literką "e-", a które nie tylko przeżywają bujny rozwój ale też sprawiają poważne kłopoty wdrażającym je firmom6).

Na podstawie analizy powyższego zestawienia problemów logistyki można zauważyć, że ich wspólnym mianownikiem jest rozwój logistyki. Jeśli rozwój stanowi problem to prawdopodobnie dlatego, że odbywa się on w sposób niekontrolowany i nieprzewidywalny. Powodem tego może być to, że jego podstawowym motorem jest praktyka wyprzedzająca teorię. Zatem dla rozwiązania problemów, wynikających z dostrzeżonych we współczesnej logistyce trendów, jest niezbędne przewartościowanie widzenia logistyki, tak by to praktyka była efektem poprzedzającej ją refleksji teoretycznej. Stworzenie zatem odpowiedniej teorii logistyki stanowi zasadnicze wyzwanie jakie stoi przed logistykami.

W wyniku powstania teorii logistyki, wiele zagadnień wymienianych dzisiaj jako problemy przestanie być problemami. Wymagać one będą jedynie realizacji praktycznej, jako oczywisty efekt logistycznego podejścia do rzeczywistości.

_________________________________________________
1) Baumgarten H., Walter S.: "Trends und strategien in der logistik 2000+", BVL, Berlin 2000.

2) Rzeczyński B.: "Trendy i strategie w logistyce 2000+; część 2 - Nowe wyzwania logistyki", Logistyka 2/2001.

3) Ponieważ na zakończenie artykułu była prośba Redakcji o uwagi odnośnie zawartych w nim treści, powyższy tekst wysłałem do czasopisma "LOGISTYKA". Jak dotąd nie został on wykorzystany więc zamieszczam go tu, tym bardziej, że w świetle tragicznych wydarzeń w USA, uwagi dotyczące trendów w logistyce nabrały większego znaczenia. (14.12.2001)

4) Rzeczyński B.: "Trendy i strategie w logistyce 2000+; część 1 - Zmiany funkcji i zastosowania logistyki", Logistyka 6/2000.

5) Metz P.J. "Demystifying Supply Chain Management", Supply Chain Management Review, Winter 1998.

6) Lewis Ch., Allen N.: "Inventory alarm", Logistics Europe, March 2001.

3.09.2001



CO Z ZARZĄDZANIEM ?

Relacja pomiędzy zarządzaniem a logistyką jest problemem nurtującym nie tylko naukowców czy praktyków ale także publicystów. Dopóki logistyka zajmowała się fizycznymi przepływami towarów w poszczególnych jednostkach organizacyjnych, to z zarządzaniem nią dawano sobie jakoś radę. Niestety gdy swoim przedmiotem uczyniła procesy to od tego czasu weszła na drogę potencjalnego konfliktu z zarządzaniem, które też zajmuje się procesami i to często tymi samymi co logistyka. A ponieważ jej aspiracje na tym się nie kończą, ważne jest określenie wzajemnych relacji aby nie inicjować ani tym bardziej eskalować możliwych konfliktów.

Podjęta próba rozwikłania tej łamigłówki1) nie powiodła się m.in. ze względu na brak "odpowiedniej definicji logistyki". Nie określono przy tym kryterium tej odpowiedniości. Przy wielości akceptowanych wówczas określeń logistyki nie można tak po prostu wybrać jednego z nich, bez ryzyka pominięcia aspektów logistyki ujętych w pozostałych określeniach.

Myślę jednak, że w próbie tej nie doceniono zasług CLM2), traktując przyjętą tam definicję jako jedną z wielu. Wprawdzie mogło tak się wydawać, bo definicja z roku 1985 - wieńcząca w swych sformułowaniach lata niekwestionowanych doświadczeń praktycznych - tak jak i inne odwoływała się do ujęcia procesowego logistyki, robiącego oszałamiającą karierę i znajdującego szeroki oddźwięk wśród logistyków na całym świecie. Jednak nie można było tego powiedzieć o definicji z roku 1997, kiedy to porzucono ujęcie procesowe na rzecz aktualnego sformułowania, które - ze względu na swą zagadkowość - może na definicję naukową nie wyglądać. Jeśli jednak ktoś - narażając się na niezrozumienie - obstaje przy takiej definicji, to musi stać za tym głębokie przekonanie o słuszności przyjętego rozwiązania. Takie pozornie paradoksalne sformułowanie, wyraźnie wskazujące czym logistyka nie jest, w sytuacji gdy w rozwoju logistyki dominuje jej aspekt praktyczny, ma swoja wagę.

Biorąc to pod uwagę można przyjąć, że definicja ta jest już wystarczająco odpowiednia, by na jej podstawie spróbować rozważać relację jaka zachodzi pomiędzy zarządzaniem a "tą częścią procesu".

Po pierwsze nie można z takiego określenia wnioskować, że logistyka jest jakimś fragmentem większego procesu, przez co dopiero rozpatrywanie jej łącznie z pozostałymi fragmentami daje pełny obraz procesu zaspokajania potrzeb. Przyjmując bowiem, że to logistyka - zgodnie z przyjętą definicją CLM - stawia sobie za cel zaspokajanie potrzeb konsumenta, nie można twierdzić, że dokona się tego poprzez oddziaływanie na procesy. Z łatwością można sobie wyobrazić takie procesy, które zagrażają zaspokojeniu potrzeb klienta i dlatego lepiej im zapobiegać niż zarządzać nimi. Ta sama część, która wg definicji CLM "planuje, wdraża i steruje" procesem musi również zapobiegać określonym procesom. Dlatego sama nie może być procesem ani też nie może z procesu czynić przedmiotu swoich rozważań.

Po drugie nie można przyjmować - tak jak chcą jedni - ze da się zarządzać logistyką, gdyż wtedy należałoby zarządzać tym kto "planuje, wdraża i steruje". Ponieważ już nic innego nie pozostaje do zrobienia gdy ktoś chce coś komuś dostarczyć, to wtedy te działania byłyby wynikiem zarządzania a nie logistyki. Poza tym co to za przyjemność, kiedy ten ktoś sam wystarcza do tego by zrobić wszystko co jest do zrobienia, gdy coś chce się zrobić. Przyznaje to nawet "Gus" Pagonis, gdy "skarży" się na swoich podwładnych, którzy zajmują się logistyką w trzech gałęziach firmy "SEARS": "Moi menadżerowie są wspaniałym zespołem tak długo dopóki nie wykręcę numeru do któregoś z nich by polecić coś do zrobienia co jest wbrew temu co oni robią w ramach swoich obszarów."3). Jeśli nawet sam Pagonis nie może sobie "pozarządzać" logistyką kiedy przyjdzie mu na to ochota, to cóż mogą inni ?

Traktując więc na serio definicję CLM należy przyjąć, że przedmiotem działania logistyków jest zupełnie co innego niż zarządzanie procesami. Taka logistyka ani sama nie zarządza ani też nie można nią zarządzać. Nie można też próbować zamknąć jej w sferze nauki ani też wstawiać w jakieś tradycyjne schematy strukturalne praktyki.

Logistyka zajmuje się czymś czego nie ma i stwarza warunki, aby to coś powstało albo nigdy nie wystąpiło. Wszystko żaś po to by zostały zaspokojone realne potrzeby ludzi. Jest to nawet ważniejsze niż zapobieganie skutkom jakichś działań. Zarządzanie zaś może dotyczyć tylko czegoś co już jest i przydaje się do tego by w stworzonych przez logistykę uwarunkowaniach doprowadzić do powstania i dostarczenia określonych dóbr. Może to wiązać się z rozmaitymi przepływami, którymi należy zarządzać, tak aby postawione cele mogły być zrealizowane. Nazwanie tych przepływów procesami logistycznymi jest kwestią umowy pod warunkiem, że odbywają się one w systemie logistycznym4).

Jednak nie z powodu nazwy przepływów, a raczej ze względu na ich specyfikę, zarządzanie na usługach logistyki może być nazwane logistycznym (ang. "Supply Chain Management"). Wymaga ono odpowiedniego postępowania i specjalnych umiejętności, dzięki którym logistyk nie tyle zarządza co warunkuje dostarczanie dóbr. W praktyce może to n.p. oznaczać umiejętność wchodzenia z podwładnymi lub z przełożonymi w relację opisaną prze gen. Pagonisa podczas jego wykładu w Warszawie5).

Tradycyjne zarządzanie może być nadal potrzebne, gdyż rodzaj zastosowanego zarządzania zależy od tego względem kogo lub czego jest stosowane - no i przez kogo. Jeśli zarządzany proces nie jest logistyczny to i zarządzanie nie musi być logistyczne.

Do specjalistów od zarządzania należy odpowiedź na pytanie czy dotychczasowe zarządzanie wyodrębnia z siebie część dotyczącą zarządzania logistycznego, czy też było tylko etapem na drodze rozwoju, by przez kolejny etap - jakim jest zarządzanie logistyczne - dojść do "właściwego" zarządzania. Czy też może zarządzanie logistyczne jest zwieńczeniem dotychczasowego rozwoju nauki o zarządzaniu.

LOGISTYKA

ZARZĄDZANIE

planuje

wdraża

steruje

DOSTARCZANIE DÓBR

Może też spróbować odpowiedzieć na pytanie następne, tzn. "Jak zarządzać logistycznie ?"

_________________________________________________
1) Ziemkowski M.: "Zarządzanie logistyką czy zarządzanie logistyczne", Logistyka a Jakość, nr 4/1999

2) The Council of Logistics Management, USA

3) Pagonis W.: Supply Chain Management - The Elimination of Inventory Buffers Through Total Logistics Chain Visibility, The National Retail Federation's Supply Chain & Operations Management Conference, Austin, USA 1999

4) p. Logistyka z Titanic'a

5) p. Wizyta Pagonis'a



25.05.2001

Tekst pisany od 8.09.2001, co jest to o tyle ważne, że po 11.09.01 również na logistykę należy patrzeć inaczej.
Jak się bowiem okazało dostarczanie dóbr wymaga nie tylko zajmowania się odpowiednimi procesami,
ale może być zakłócone procesami, na które nie sposób oddziaływać.
Zamiast tego byłoby lepiej gdyby można było im zapobiegać.
Jednak trzeba mieć nadzieje, że logistyka nie będzie wymieniać procesów jakie uruchamia a jakie powstrzymuje,
gdyż ważniejsze od wyliczania tego co robi, jest badanie tego czym to robi.

P.S. Na szczęście próba odpowiedzi na pytanie "Jak zarządzać logistycznie" powiodła się i przynajmniej wiadomo co jest istotą takiego zarządzania." (21.08.2003)



BĘDZIE IV-ty KONGRES LOGISTYKÓW POLSKICH

Na 20 listopada br. zaplanowano rozpoczęcie Kongresu Logistyków Polskich, organizowanego po raz czwarty przez Polskie Centrum Doradztwa Logistycznego. Tym razem ma być on poświęcony "roli menedżerów w budowaniu i zarządzaniu procesami". Szkoda jednak, że nie przybędzie propagator koncepcji zarządzania poprzez wartości - Ken Blanchard. Spotkanie z nim mogłoby dopingować logistyków do sprostania wyzwaniu jakie stanowi nawiązanie do zasady, że najlepiej jest wtedy gdy zarówno zarządzający jak i zarządzany czują się szczęśliwi realizując wspólnie wyznawane wartości.

Jednak nie tylko z powodu założonej tematyki warto będzie zwrócić uwagę na to wydarzenie, gdyż często w natłoku codzienności gubi się świadomość uczestniczenia w wydarzeniach przełomowych. Planowany Kongres może być takim wydarzeniem nie tylko dla środowiska polskich logistyków i menedżerów. Warto nie przegapić okazji by uczestniczyć w takich wydarzeniach, zamiast dowiadywać się o nich po czasie z podręczników historii, może nie tyle w celu wpływania na bieg historii, lecz choćby po to by nie być zapomnianym przez historię.

Po latach popularyzowania rozmaitych aspektów technicznych i organizacyjnych dotyczących logistyki nieodparcie nasuwa się wniosek, że zdobywana wiedza o tym, jak to jest gdzie indziej lub jak robią to inni jest często trudna do zastosowania na własnym podwórku. Bywanie na konferencjach logistycznych przekształcało się przez to w rytuał towarzyski, nobilitujący tym bardziej im droższa była konferencja, dając w ten sposób okazję do pokazania dobrej kondycji finansowej firmy delegującej uczestnika.

W tym rankingu daleko w tyle pozostawały konferencje organizowane przez środowiska naukowe. Obserwując zaszłości na spokojnie i bez żadnego związku z bieżącym dostarczaniem towarów, naukowcy doszukiwali się uogólnień w tym co na co dzień działo się w praktyce logistyki. To prowadziło czasem do zaskakujących wniosków, ale na ogół potwierdzało przydatność stosowania logistyki w praktyce. Zwykle też praktycy, którzy to dostrzegali stanowili dowód na poparcie prawdziwości głoszonych tez. Zarazem jednak próby wdrożenia wydedukowanych rozmaitych praktyk tam gdzie tego nie dostrzeżono, napotykały bariery często niezrozumiale dla naukowców a trudne do przezwyciężenia przez praktyków.

Prowadziło to do sytuacji, w której mogło narodzić się przekonanie, że praktycy mogą sobie świetnie radzić bez naukowców, a tych drugich w pełni zadowala obserwowanie praktyki. W wyniku tego naukowcy i praktycy na różny sposób delektując się logistyką, przestawali być sobie nawzajem potrzebni, co tylko umacniało leżącą w samej naturze logistyki tendencję do rozłącznego funkcjonowania obu tych środowisk.

W przypadku logistyki takie rozdzielenie niesie jednak ze sobą poważne niebezpieczeństwa, gdyż kryterium rozstrzygającym o przydatności logistyki nie jest ani jakaś szczególna teoria ani też jakaś specyficzna praktyka, lecz dostarczenie konkretnego towaru zgodnie z wymaganiami klienta. Już na pierwszy rzut oka widać, że żadne dywagacje naukowe nie są do tego potrzebne. Po zarejestrowaniu życzeń klienta, wiadomo bowiem co w ramach powszechnie znanych praw fizyki należy zrobić by te życzenia zaspokoić, obchodząc się bez pomocy nauki. Zarazem jednak jest to coś więcej niż tylko zwykłe dostarczenie towaru choćby dlatego, że nie można się powołać na obiektywne trudności gdy dostarczenie się nie powiedzie.

Swego rodzaju wezwaniem do przeciwstawienia się tej tendencji było zorganizowanie poprzedniego Kongresu Logistyków Polskich wg nowatorskiej formuły, by za udział płacili tylko praktycy, a naukowcy mieli wstęp bezpłatny. Można to było traktować jako gest zrozumienia dla sytuacji materialnej uczelni, ale musiało rodzić pytanie jaki w tym mogą mieć interes praktycy. Jeśli na co dzień radzą sobie bez naukowców, to po co jeszcze mają im fundować kongres, na którym wprawdzie dowiedzą się co robią inni ale i tak nie będzie to miało istotnego wpływu na to co sami robią u siebie. Pozostawienie tych niejasności bez wyjaśnienia - a nie pojawiły się one w okresie pomiędzy kongresami - mogło grozić tym, że na kolejny kongres praktycy nie przybędą, przedkładając delektowanie się logistyką we własnym gronie.

W tej sytuacji IV Kongres - ze znakomitym hasłem "Kreatywna logistyka" - można traktować jako kolejny impuls przeciwstawiający się wspomnianym tendencjom separatystycznym. Czyż bowiem można inaczej traktować stwierdzenie organizatorów, że "Kreatywna logistyka to nic innego jak twórcze podejście do procesów zarządzania ". Nie tylko oznacza to, że nie byłoby procesów zarządzania, gdyby logistyka ich nie stworzyła, ale - co jest o wiele ważniejsze - nie może to być robione przez naukowców i praktyków rozdzielnie. Jest to wyraźne wezwanie do wspólnego poszukiwania źródeł kreatywności i sposobów jej aktywowania w działalności przedsiębiorstw. Bowiem tylko wspólnie można dowieść słuszności innej tezy organizatorów, że "Kreatywna logistyka jest absolutną podstawą [...] skutecznego i nowoczesnego zarządzania."

Kongres może jedynie otworzyć drogę do poznawania tej podstawy, a przekazywanie treści zawartych w powyższych sformułowaniach możnaby przyjąć za misję polskiej logistyki na długie lata. Już dziś można stwierdzić, że sielankowe obrazy przyszłości jakimi łudzono się w ramach niedawnego przełomu wieków legły w gruzach. Wyzwania jakie stawia rysująca się przyszłość wymagają nie tylko od logistyków przewartościowania wielu dotychczasowych pewników. W sposób drastyczny formułują to organizatorzy ostrzegając potencjalnego uczestnika Kongresu, że "jeżeli widzisz w Kreatywnej Logistyce jedynie procesy uznane dziś za logistyczne takie jak: transport, spedycję i gospodarkę magazynową - to przegrałeś już dziś."

Wobec takiej alternatywy, udział w Kongresie staje się koniecznością, przy której bledną kwestie nierównomiernego rozłożenia środków finansowych w społeczeństwie. Jeśli miałoby się na tym Kongresie dokonać coś tak ważnego jak otwarcie nowych perspektyw przed logistykami, to lepiej zapłacić za to w sposób może i niesprawiedliwy, niż gdyby miało nie dojść do tego wydarzenia.

Dotychczasowe rozmaite kongresy i konferencje przekonały dobitnie ich uczestników, że nie wystarczy wiedzieć co trzeba robić by stosować logistykę. Okazało się, że to, kim jest stosujący logistykę jest ważniejsze niż to, jakie procesy są zarządzane logistycznie.

Można mieć nadzieję, że tym razem obrady Kongresu nie będą poświęcone kolejnym kwestiom dotyczącym sposobów organizowania pracy czy stosowaniu nowinek technicznych, lecz będą dotykać zagadnień zasadniczych dla funkcjonowania logistyki, wysuwając na pierwszy plan kwestię co oznacza bycie logistykiem.

Postawienie na kreatywną logistykę, to także określone wymaganie wobec samego Kongresu. Jeśli logistykę można określić jako kreatywną, to jakoś trzeba ustosunkować się do aktualnej wizji logistyki. Choć procesowe ujęcie tego czym zajmuje się logistyka jest ważnym odkryciem rozwijanym w ciągu ostatnich lat, to jednak nie wyczerpuje ono tego czym jest logistyka. Ponadto trudności we wdrożeniu tej koncepcji w praktyce przedsiębiorstw i w programach nauczania, mogą być spowodowane nie tylko intuicyjną obawą przed podporządkowaniem wielości procesów innemu procesowi, ale też uczuleniem na to, by nie było tzw. "równiejszych wśród równych". Podsuwa to myśl, że logistyka procesem być nie może, a byłaby raczej "tą częścią procesu" jak to enigmatycznie sformułowano w definicji przyjętej przez CLM (The Council of Logistics Management). Hasło Kongresu nie tylko współgra z tym współczesnym ujęciem logistyki, ale wyraźnie wskazuje o jaką część procesu chodzi, tzn. o tę, która może być kreatywna.

Jeśli logistyka jest kreatywna, to nie jako nauka ani jako praktyka ani tym bardziej jako proces. Takie określenie przysługiwać może ludziom realizującym logistykę, a to może oznaczać kres dominacji ujęcia procesowego. Stwórczość ta może być dziełem człowieka, który widząc, że czegoś nie ma i wiedząc dlaczego tego nie ma, podejmuje wysiłek by to coś było. Czyż nie stwarza on w ten sposób fragmentu świata, który nie powstałby gdyby nie jego wola ? W ten sposób z rolą logistyka wiąże się nie tylko wielki splendor ale przede wszystkim odpowiedzialność za to, by to co robi było skierowane na zaspokajanie rzeczywistych potrzeb ludzkich i służyło dobru zarówno klienta jak i dostawcy. Oznacza to, że w kontekście logistyki należy mówić o twórczości człowieka, który formułując określone cele racjonalnie zmierza do ich osiągnięcia.

Dzięki temu logistyka jest czymś na podobieństwo łuku spinającego naukę z praktyką. Nie może być zawłaszczona wyłącznie przez naukowców, którzy następnie ofiarowywaliby ją praktykom, ani przez praktyków, którzy udostępnialiby naukowcom platformę do zbierania doświadczeń. Jest wynikiem kreatywności zarówno naukowców jak i praktyków, gdyż obie te grupy w równym stopniu, choć w różny sposób współtworzą logistykę.

Często o logistyce myśli się tak jakby to była jakaś kolejna metoda czy sposób, który wprowadza się do przedsiębiorstwa. Ma się przy tym nadzieję, że po takim wprowadzeniu dotychczasowy system staje się systemem logistycznym. Jeśli jednak w strukturze przedsiębiorstwie ma być dział logistyki, to głównie po to by pomagał poszczególnym pracownikom zachwycić się logistyką. Logistyka nie jest bowiem jeszcze jednym rodzajem działalności przedsiębiorstwa, tylko ogarniającą to przedsiębiorstwo zasadą działania, podporządkowującą je przyjętej koncepcji logistycznej. Sprowadza się ona do tego - co odkryli już starożytni - by w praktyce stosować metody racjonalne. Naukowcy muszą się przy tym pogodzić, że ich naukowe opracowania są równie ważne jak zdrowo rozsądkowe pomysły praktyków.

W odniesieniu do logistyki nie można pytać się kiedy lub gdzie ona się zaczyna, gdyż funkcjonuje ona poza czasem, w którym są realizowane kreowane na jej podstawie procesy. Przekonanie, że logistyka zaczyna się od jakiegoś zdarzenia związanego np. z dostarczaniem surowców lub ich zamawianiem prowadzi do sprzeczności z tym co się obserwuje w praktyce. Jeśli logistyk ma dbać o efektywne i skuteczne funkcjonowanie firmy, musi swoje działania zacząć znacznie wcześniej nim rozpoczną się dostawy, a trudno nie nazwać tych czynności logistyką. W wyniku dochodzi się do konkluzji, że logistyka zaczyna się w umyśle logistyka i to dużo wcześniej zanim zaczną się jakiekolwiek procesy przemieszczania dóbr. Ale takiej logistyki tym bardziej nie można nazywać procesem.

Oczekuję, że na kongresie pod hasłem "Kreatywna logistyka" zostanie przynajmniej rozpoczęta dyskusja nad tym co takiego stwarza logistyka i jak to robi. Mam nadzieje, że już za kilka dni nie tylko zostaną zasygnalizowane odpowiedzi na te pytania, ale wraz z tym zostanie otwarty nowy rozdział w rozwoju i kształtowaniu logistyki, w którym ujawnią się twórcze umiejętności logistyków i menedżerów.

Oczekiwania te i nadzieje będą mogły być spełnione pod warunkiem, że Kongres się odbędzie. Do tego zaś potrzeba by ci co mogą zapłacili więcej, a ci co nie mogą zapłacili mniej. Nie będzie to jednak nawiązanie do propagowanej przez lata utopii lecz prosta konsekwencja przyjętego hasła Kongresu uzależniającego logistykę od woli twórczego człowieka. Może jest to jedyny sposób by zacząć badać i poznawać logistykę zamiast ślad po niej w postaci procesów.

10.11.2001



NA IV-tym KONGRESIE LOGISTYKÓW POLSKICH

We wczorajszym (20.11.01)*) wykładzie pt. "Zarządzanie dla przyszłości" prof. Józef Penc wspaniale przedstawił zadania i perspektywy dla menedżerów, nie wspominając jednak nic o logistykach. Dlatego dobrze się stało, że drugi dzień Kongresu Logistyków Polskich rozpoczyna się od pytania o logistykę. Wiadomo, że dobre pytanie to połowa odpowiedzi choćby przez to, że wskazuje ono kierunek poszukiwania tej odpowiedzi. W tym jednak przypadku zamieszczone w zagajeniu do dyskusji pytanie o to "Gdzie zaczyna się logistyka" sugeruje, że logistyka jest czymś co rozciąga się w przestrzeni. Ponadto pomocnicze pytanie z tego zagajenia "Kiedy logistyka się kończy" sugeruje, że ma ona także rozciągłość czasową.

To umiejscowienie logistyki w czasoprzestrzeni jest swego rodzaju odbiciem podejścia procesowego, które święci triumfy już od kilkunastu lat. Jednak przekonanie, że logistyka zaczyna się w jakiejś chwili zdarzeniem związanym np. z dostarczaniem surowców lub ich zamawianiem prowadzi do sprzeczności z tym co się obserwuje w praktyce. Jeśli logistyk dba o efektywne i skuteczne funkcjonowanie firmy musi swoje działania zacząć znacznie wcześniej nim rozpoczną się dostawy, a trudno nie nazwać tych czynności logistyką. Co najwyżej można dojść do konkluzji, że logistyka zaczyna się w umyśle logistyka i to wcześniej zanim zaczną się jakiekolwiek procesy przemieszczania dóbr. Ale takiej logistyki nie można będzie nazwać procesem.

Trzeba wspomnieć o próbach odwrotu od tego podejścia, czemu dała wyraz CLM (The Council of Logistics Management), nieco enigmatycznie definiując logistykę jako "tę część procesu".

Obecny Kongres - poprzez swoje hasło "Kreatywna Logistyka" - wpisuje się w te poszukiwania jednak wyraźnie wskazując, że logistykę trzeba widzieć poza czasoprzestrzenią, w której są realizowane procesy. Proponuje się także metodę wdrażania logistyki jako tzw. "podejście twórcze" a stwierdzając, że logistyka jest "absolutną podstawą [...] skutecznego i nowoczesnego zarządzania" zarazem uspokaja, że jest to już ostatnia zmiana podejścia w logistyce.

Od jakichś dwóch lat jest znana definicja logistyki mówiąca, że jest to warunkowanie dostarczania dóbr. Jej użyteczność praktyczna polega na tym, że wyraźnie określa zadania jakie stoją przed logistykiem.

Otóż zanim rozpoczną się jakiekolwiek procesy, musi on określić trzy składowe koncepcji logistycznej:

  • pierwsza to koncepcja człowieka, który ma określone potrzeby niemożliwe do zaspokojenia w sposób samoistny.
  • druga to koncepcja dobra, które w postaci rzeczy, usługi czy informacji, może zaspokoić tę potrzebę.
  • trzecia zaś to koncepcja dostarczania, czyli sposobu na to aby w określonych ograniczeniach przestrzenno-czasowych wskazane dobra dotarły do odbiorcy.

Logistyk musi przy tym zadbać o to aby koncepcje te były realne, czyli odpowiadały temu co jest i co może być.

Gdy warunki urzeczywistnienia koncepcji logistycznej zostaną przygotowane, mogą do dzieła włączyć się menedżerowie i zrealizować tę koncepcję w praktyce, doprowadzając do tego, ze dobra dotrą do odbiorcy.

A na koniec mogą przyłączyć się naukowcy i opisać to co się stało w kategoriach procesów, co jednak na dobrą sprawę ani logistykom ani menedżerom do niczego nie jest już potrzebne.

_________________________________________________
*) Wygłoszone w czasie drugiego dnia IV-go Kongresu w sesji "Gdzie zaczyna się logistyka".

21.11.2001

P.S. Przedstawiona na forum IV-go Kongresu definicja logistyki już po roku była mottem na następnym V-tym Kongresie Logistyków Polskich. (30.12.2002)



BILANS ZAMKNIĘCIA

Zakończony pierwszy rok XXI wieku już na zawsze pozostanie w pamięci jako rok, w którym użyto pasażerskich samolotów do taranowania biurowców. Ofiara tysięcy zamordowanych 11 września pasażerów, pracowników a także ratowników i przypadkowych przechodniów domaga się przeciwdziałania podobnym i innym zbrodniom w przyszłości.

Myślenie o człowieku jako o przedmiocie, który można używać wg swego widzimisię jeszcze raz pokazało swe tragiczne oblicze. Jednak ten dzień sprawił to czego nie dokonały ani lata doświadczeń XX w. ani apele wybitnych osobistości naszych czasów. Dla wszystkich bez mała stało się jasne, że musi nastąpić przełom w sposobie widzenia roli człowieka.

Pewne nadzieje na dokonanie takiego przełomu można wiązać z nowymi trendami jakie umocniły się w logistyce w tym pamiętnym roku. Zamiast dopatrywać się niedociągnięć po stronie tych, którzy nie przewidzieli możliwości takiego ataku by mu skutecznie zapobiec, można potraktować to jako impuls do zmiany sposobu widzenia logistyki.

W ciągu minionego roku w istotnym stopniu została rozszerzona wiedza o logistyce, której obszarem zastosowań od wielu lat jest dostarczanie towarów, usług i informacji. Niewątpliwym początkiem tych przemian było opracowanie w 1997 r. przez CLM (The Council of Logistics Management) nowej definicji logistyki. Ta sama organizacja, która wcześniej bo w 1984 r. ogłosiła, że logistyka jest procesem, tym razem wprowadziła do definicji enigmatyczną formułę "ta część procesu". Tak dziwne sformułowanie, będące jednak wynikiem wielu lat doświadczeń nie mogło być zignorowane. Oznacza ono, że jeśli zajmujemy się logistyką to nie tyle procesem co "tą częścią procesu", która powoduje, że proces jest.

Wtedy nie budzą zdziwienia pytania o odpowiedzialność za skutki towarzyszące dostarczaniu towaru. Nie wystarcza by logistyk tylko zaplanował, wdrożył i zrealizował proces bez zastanawiania się jaki to ma wpływ na otaczający go świat, byle tylko klient otrzymał to co zamówił. Nie można też oczekiwać by to klient domagał się, by z dostarczaniem mu określonych dóbr nie wiązała się czyjaś krzywda lub strata.

Problem społecznej odpowiedzialności logistyków został postawiony na 17-tym Międzynarodowym Kongresie Logistycznym SOLE w Salonikach w Grecji wraz z tezą, że taką odpowiedzialność logistycy powinni na siebie przyjąć.

Tak szerokie widzenie roli logistyki staje się zrozumiałe jeśli "logistyka to warunkowanie dostarczania dóbr". Takie ujęcie logistyki zaprezentowano na V Konferencji Logistyki Stosowanej, na 17 Międzynarodowym Kongresie Logistycznym w Grecji oraz na IV Kongresie Logistyków Polskich. W ten sposób świadomość nowego widzenia logistyki, przestała być domeną garstki entuzjastów.

Istotę dokonanych przemian stanowi to, że zarówno od strony doświadczenia praktycznego jak i od strony rozważań teoretycznych sformułowano tę samą wizję logistyki.

Oznacza to, że logistyk nie tylko swe działania zaczyna wcześniej niż rozpoczną się jakiekolwiek procesy dostarczania i nim zostanie określone, że jakieś procesy w ogóle mogą się rozpocząć ale także i to, że ponosi osobistą odpowiedzialność za skutki swoich działań, a w szczególności za procesy, które uruchamia.

Określony na nowo przedmiot logistyki nie ogranicza się do badania procesów technologicznych i organizacyjnych ani do badania cech osobowych człowieka realizującego procesy logistyczne, ale obejmuje badanie zasad tworzenia warunków dla dostarczania dóbr. Warunkowanie zaś przenosi akcent na to jak należy myśleć o odbiorcy, o jego potrzebach, o dostarczanych mu dobrach i o sposobie dostarczania.

W ten sposób w centrum rozważań o logistyce pojawił się człowiek. Nie tylko ten któremu są dostarczane dobra ale również ten, który podejmuje się dostarczania dóbr. Bycie logistykiem oznacza umiejętność zastosowania rozmaitych osiągnięć nauki i praktyki do tego by konkretne przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem i z pożytkiem zarówno dla dostawcy jak i odbiorcy. Nie może być przy tym mowy o przedmiotowym traktowaniu jednego przez drugiego. Zarazem daje to nadzieję, że podmiotowe traktowanie się ludzi stanie się normą nie tylko w interesach ale i w polityce.

7.01.2002



W OKOWACH “ŁAŃCUCHÓW”

Początki powstawania “łańcuchów” wiążą się z podejmowaniem prób integrowania a następnie synchronizowania działań par podmiotów takich jak np. fabryka i magazyn, dla osiągnięcia wspólnych korzyści. Ponieważ osiągano spodziewane korzyści w postaci mniejszych zapasów czy krótszych czasów realizacji zamówień, to idea wspólnego działania propagowała bez trudności. W imię tych korzyści inwestowano w środki techniczne usprawniające wspólne gospodarowanie, a głównie w systemy informatyczne. Są one bowiem także i dzisiaj podstawą integracji już nie pojedynczych przedsiębiorstw, ale całych ich sieci. Dziś już bowiem nie mówi się o “łańcuchach” ale o “sieciach łańcuchów”. W tym nowym określeniu wyraża się z jednej strony szacunek dla tradycji, gdyż pierwsze formy integracji przedsiębiorstw przypominały ogniwa łańcucha. Z drugiej strony chodzi też o przekazanie myśli, że dostawy, którym służą powiązane w “sieci” przedsiębiorstwa, mają swoich adresatów i w efekcie zmierzają ku nim jednak poprzez “łańcuchy” przedsiębiorstw.

Wszystko to jednak są tylko ilustracje głównej myśli współczesnego dostarczania towarów, usług i informacji, że uczestniczy w nim wiele podmiotów gospodarczych i nie tylko wymaga to od nich pomysłów organizatorskich oraz wielkiego wysiłku dla sprawnego synchronizowania działań, ale także niezbędne są środki techniczne wspomagające te działania. Nieocenione pożytki daje współczesna informatyka i możliwość łączenia przedsiębiorstw rozległymi sieciami komputerowymi, dzięki czemu traci na znaczeniu przestrzenne rozmieszczenie połączonych w sieci przedsiębiorstw.

Rozpowszechnienie tego sposobu gospodarowania napotyka pewne przeszkody, których korzenie tkwią zarówno w przyjętych technicznych sposobach realizacji jak i w samej jego koncepcji.

Pierwsze źródło trudności wiąże się z tym, że podmiot inicjujący i tworzący sieć przedsiębiorstw zwykle nie tylko stawia warunki współdziałania ale też narzuca wszystkim przyszłym jej uczestnikom konieczność podporządkowania się jednolitej konwencji komunikacyjnej i sprzętowej. Podmioty włączające się do “łańcucha” starają się te warunki spełnić na własny koszt, licząc przy tym na długotrwała współpracę. Trudno bowiem oczekiwać by tzw. “lider łańcucha” fundował wszystkim jego uczestnikom środki techniczne do wspomagania integracji. Zazwyczaj też - i to jest jasne - włączenie się do funkcjonującego sprawnie “łańcucha” czy sieci dostawczej jest dla indywidualnego producenta na tyle kuszącą możliwością, że dla jej zrealizowania gotów jest ponieść także koszty zainstalowania u siebie systemu informatycznego, który umożliwi integrację z systemem informatycznym sieci. Próba współdziałania w ramach kilku sieci może przy tym oznaczać konieczność instalowania kilku różnych systemów informatycznych.

Lecz zgodnie z zasadami funkcjonowania “łańcuchów” są one redefiniowane i konfigurowane przy każdym nowym przedsięwzięciu ze względu na kryteria ekonomiczne a nie sentymentalne. Wiadomo przecież, że “sieci” zmieniają się. Nawet integracja w ramach systemu informatycznego nie gwarantuje trwałości integracji, gdyż ta jest wynikiem aktualnej koniunktury oraz kondycji partnerów. Nie można też mieć pewności, że system informatyczny niezbędny w ramach jednej “sieci” będzie przydatny do zintegrowania się z inną “siecią”, tak jak podporządkowanie się stylowi pracy w jednej “sieci” nie gwarantuje, że będzie to styl pracy przydatny dla współdziałania z inną “siecią”.

W wyniku tego po zakończeniu współpracy, uczestnikom “łańcucha” - którzy wcześniej podporządkowali się postawionym wymaganiom lub inaczej mówiąc “włączyli się do łańcucha” - pozostają środki użyte do integracji w ramach właśnie zerwanego “łańcucha”. Mogą one nie być przydatne do nawiązania integracji w ramach innego “łańcucha”. Wzmaga to obawy przed integracją gdyż gospodarowanie to nie tylko wyraz chęci dostarczenia odbiorcy odpowiedniego towaru. To również ostrożność przy podejmowaniu rozmaitych działań aby nie ponieść przy tym osobistej straty.

Drugie źródło trudności tkwi w samym określeniu tego sposobu zarządzania. Można przypuszczać, że potrzeba wprowadzenia terminu “Supply Chain Management”, w skrócie SCM, była wynikiem zbyt wąskiego ówczesnego rozumienia logistyki ograniczającego jej obszar do działań związanych z zakupami, produkcją i sprzedażą wewnątrz jednej firmy. Gdy zauważono, że sukces związany z zadowoleniem klienta obejmuje wiele organizacji i że działania tych organizacji muszą być wzajemnie synchronizowane, pojawiło się nośne pojęcie “supply chain”, czyli “łańcuch” powiązanych ze sobą przedsiębiorstw i związana z tym konieczność zastosowania w tak połączonych przedsiębiorstwach odmiennego sposobu zarządzania. Termin “supply chain” jest tłumaczony w Polsce na “łańcuch dostaw”, “łańcuch dostawczy” czy “łańcuch logistyczny”.

Takie pochodzenie terminu mogło prowadzić i zwykle prowadziło do przekonania, że “łańcuch dostawczy” istnieje jako byt i przede wszystkim jest dany a'priori. W związku z tym powstaje zagadnienie włączania się do “łańcucha” i wyłączania się z niego oraz kwestia zarządzania w tym “łańcuchu”, jak również integrowania i synchronizowania zachodzących w nim procesów. Takie rozumienie SCM utrwalało się mimo zgodnego definiowania SCM przez różne ośrodki jako sposobu “koordynowania” bądź “integrowania” procesów lub jako “podejście” do zarządzania. Większość autorów traktuje przy tym SCM jako działalność nadrzędną wobec logistyki, którą nadal postrzega się w obrębie pojedynczej firmy.

W literaturze zachodniej także występuje rozumienie SCM jako sposobu zarządzania procesami w tzw. “łańcuchu dostawczym”, a więc próby “zarządzania łańcuchem dostawczym” nie są wyłącznie specyfiką polską.

Tak więc firmy próbujące wdrażać logistykę mają ułatwioną drogę - z której bardzo trudno jest zawrócić - by traktować “łańcuch dostawczy” jako dany, podczas gdy jest on efektem podejmowanych działań. Popełniany błąd - obrazowo mówiąc - polega na tym, że aby latać odrzutowcem uczą się popychać go za pomocą smugi kondensacyjnej zamiast sterować nim od wewnątrz.

Przyjęcie przez CLM w 1997 nowej definicji logistyki zostało potraktowane jako wyraz dalszej ewolucji rozwoju procesowego podejścia do logistyki. Ponieważ w definicji użyto pojęcie “supply chain”, potraktowano to jako podporządkowanie logistyki koncepcji SCM. W tym ujęciu użyte w definicji określenie “ta część procesu” może być rozumiane tak, że istnieje jakiś proces związany z dostarczaniem dóbr usług i informacji, którego fragmentem jest logistyka, odpowiadająca jedynie za planowanie wdrażanie i sterowanie przepływem towarów, usług i informacji.

Powstaje jednak niedopowiedzenie. Ponieważ zgodnie z definicją ten przepływ nie ogranicza się tylko do przedsiębiorstwa lecz dotyczy całej drogi od surowców do końcowego konsumenta, to trudno wskazać czego jeszcze mógłby dotyczyć ten cały proces objęty SCM. W ten sposób na określenie procesów dostarczania czegoś konsumentom przyjęto różne pojęcia, bez sprecyzowania jednak czym miałyby się one różnić. Jednym określa się szeroką integrację kluczowych procesów, a drugim - cześć głównego z tych procesów. Nadrzędność SCM nad logistyką uzasadnia się tym, że SCM obejmuje szerszy obszar i większy zbiór funkcji i działań niż logistyka. Nie bierze się pod uwagę możliwości, ze obszary te są zupełnie inne i nie pokrywają się wzajemnie.

W wyniku analizy tych pojęć jawi się obraz sytuacji, w której ktoś z jakiegoś powodu określałby źródło surowców i konsumenta wytworzonych z nich towarów, a następnie wiązałby rozmaite podmioty tak aby można było uruchomić przepływy towarów, usług i informacji pomiędzy źródłem surowców a miejscem konsumpcji. W tej dziwnej sytuacji logistyka pojawiałaby się dopiero gdy już jest ustalony dostawca i odbiorca i należałoby tylko zaplanować, wdrożyć i sterować przepływami towarów usług i informacji pomiędzy nimi. Dopiero po uruchomieniu tych procesów przychodziłaby pora na ogarniające logistykę SCM, którego celem byłoby integrowanie powstałych procesów.

Jak widać koncepcja taka tworzy prawdziwy "węzeł gordyjski", w którym nadrzędną rolę pełni coś co jedynie zajmuje się wytworami działalności podrzędnej, nie mając wpływu na ich powstawanie. Powodem tego jest założenie, że ta podrzędna działalność wytwarza procesy wzajemnie niezintegrowane mimo, że bierze pod uwagę początkowego dostawcę i końcowego klienta. W efekcie dopiero po powstaniu tych procesów można przystąpić do ich integrowania, co upoważniałoby do uznania, że SCM pełni rolę nadrzędną wobec logistyki. Jako przykład który wyraźnie wykazywałby różnice pomiędzy SCM a logistyką, podaje się powstawanie nowego produktu, w czym jakoby logistyka nie bierze udziału [1].

Przypomina to bardzo dylemat dotyczący tego czy pierwsze było jako czy kura. Wydawałoby się, że logistyka jako tworząca procesy w “łańcuchu dostawczym” powoduje zarazem powstanie “łańcucha dostawczego” a zatem pełni rolę zasadniczą. Jednak tę nadrzędną rolę przypisuje się SCM na podstawie przypuszczenia, że zakres tego pojęcia jest szerszy.

Przyjmuje się, że “łańcuch dostawczy” istnieje i wymaga jedynie integracji podmiotów wewnątrz niego lub z innymi “łańcuchami dostawczymi” by sprawnie funkcjonować i zapewniać uczestniczącym w nim firmom zyski jak również przewagę konkurencyjną nad firmami spoza “łańcucha dostawczego”. Logistyce zaś pozostawia się rolę motoru napędowego procesów wewnątrz “łańcucha dostawczego”.

Może więc zamiast rozstrzygać co jest pierwsze i większe, tzn. SCM czy logistyka, należałoby zastanowić się nad tym skąd się bierze zarówno jedno jak i drugie.

Przyjmując takie właśnie relacje pomiędzy SCM a logistyką dwa zagadnienia pozostały nadal nierozstrzygnięte.
Po pierwsze nie określono jaki rodzaj działalności powoduje pojawienie się “łańcucha dostawczego” oraz procesów w tym “łańcuchu”, które można z kolei integrować w ramach SCM.
Po drugie nie sprecyzowano czym więcej jest “proces w łańcuchu dostawczym”, jeśli logistyka jako jego część powoduje powstanie i funkcjonowanie przepływu towarów, usług i informacji pomiędzy początkowym dostawcą a końcowym konsumentem.

Konfuzja i nieporozumienia będące tego wynikiem pozostawiają nierozstrzygniętą kwestię skąd w ogóle wziął się pomysł by od jakiegoś dostawcy pobierać towary czy usługi, wiązać z nimi jakieś informacje, a następnie dostarczać to wszystko jakiemuś odbiorcy. To jest kwestia zasadnicza, bo gdy to już zostanie określone, to faktycznie dyrygowanie zaangażowanymi w to ludźmi po to by doprowadzili do skutku to, że odbiorca otrzyma oczekiwane towary czy usługi wydaje się ważniejsze od planowania wdrażania i sterowania przepływani tych towarów i usług oraz informacji. Oznacza to, że zamiast rozstrzygać problem co jest ważniejsze podczas realizacji procesu należałoby wskazać kto odpowiada za to, że w ogóle jakiekolwiek procesy mogły się rozpocząć.

Wbrew przyjętej interpretacji, sformułowania użyte w aktualnej definicji logistyki podanej przez CLM dają dobrą wskazówkę. Trzeba jednak przyjąć, że planowanie, wdrażanie i sterowanie nie są działaniami występującymi w trakcie procesów przepływu towarów usług i informacji, lecz muszą być zrealizowane zanim te przepływy się rozpoczną.
Co do planowania i wdrażania może to nie budzić wątpliwości. Jedynie rozumienie sterowania może skłaniać do traktowania go jako działania towarzyszącego procesom. Nie ma jednak istotnego powodu by tak sądzić. Nawet sterowanie występujące w urządzeniach, których funkcjonowanie polega na realizacji określonego algorytmu, jest w pełni zdeterminowane zanim rozpocznie się działanie danego urządzenia.
Analogicznie w przypadku logistyki sterowanie polega na określeniu wymuszeń jakie należy uwzględnić podczas realizowania procesów przepływu, a więc musi ono być w pełni określone przed rozpoczęciem tych procesów. Uruchamianie jakichkolwiek procesów zanim określi się sposoby oddziaływania na ich przebieg, byłoby postępowaniem skrajnie nieracjonalnym.

Jak więc widać logistyka jest działaniem występującym poza czasem realizacji procesów, a tym samym jest działaniem tworzącym “łańcuch dostawczy”, w którym te procesy będą realizowane. Do zadań logistyki należy więc rozpoznanie komu brakuje jakichś towarów czy usług a nawet i informacji oraz określenie kto te towary, usługi czy informacje będzie wytwarzał i dostarczał, a następnie utworzenie odpowiednich powiązań pomiędzy organizacjami, jeśli takie są niezbędne, by uwarunkować odpowiednie przepływy.

Problemem też jest to co wdrażamy mówiąc o wdrożeniu logistyki. Czy są to procesy, określone wcześniej metodami tradycyjnymi bądź za pomocą specjalnego oprogramowania, które należy wdrożyć i następnie pilnować ich realizacji. Czy też jest to metoda tworzenia procesów w odpowiedzi na potrzeby klientów. Dlatego narzędzia wspierające logistykę, to nie tylko systemy realizujące pewne procesy, ale również narzędzia do projektowania procesów, a także narzędzia do precyzyjnego definiowania celu procesów.

Działania podczas realizacji procesów, jako będące skutkiem logistyki, można nadal nazywać logistyką, choć bardziej precyzyjne byłoby określanie ich mianem “logistyczne”.

Zarazem widać, że potrzeba zastosowania SCM powstaje dopiero wtedy gdy powstaną procesy. Istotą SCM nie jest jednak to, że bierze się w nim pod uwagę początkowego dostawcę i końcowego konsumenta - bo to musiało być wcześniej ustalone w ramach logistyki - lecz to, że procesy pomiędzy nimi trzeba realizować w pewnych specyficznych uwarunkowaniach i w pewien specyficzny sposób.

Tę specyfikę najlepiej widać w ostatnim akcie dostarczania towaru, gdy stosunkowo nisko opłacanemu pracownikowi powierza się towar znacznej wartości, który ma on dostarczyć końcowemu konsumentowi tak by ten był z tego zadowolony. Ma on zaś to zrobić bez żadnego dodatkowego nadzoru, by zminimalizować koszty dostarczania. W efekcie w tym ostatnim akcie, który decyduje o sukcesie całego przedsięwzięcia, nie bierze udziału ani logistyk ani też nikt z kadry zarządzającej. W sumie więc gra toczy się o to także by ten końcowy wykonawca był zintegrowany z całym systemem utworzonym przez logistykę i zarządzanym wg koncepcji SCM, czyli zarządzanym logistycznie.

Zadanie SCM sprowadza się więc do tego by nie zepsuć tego co logistyk dobrze zaplanował, wdrożył i wysterował w zakresie przepływu dóbr lub naprawić błędy logistyka gdy ten źle wykonał swoje zadanie. Nic więcej zrobić nie można bo nie wiadomo jakie pomysły na dostarczanie dóbr może mieć logistyk.

Specyfika SCM, czyli zarządzania logistycznego, dotyczy więc tego co w zarządzaniu jest najważniejsze czyli sposobu traktowania siebie i swych zadań przez ludzi zaangażowanych do realizacji jakiegoś przedsięwzięcia. Jeśli tak wiele zależy od końcowego dostarczyciela jakiegoś towaru, to równie dużo zależy od ludzi, którzy wcześniej wykonują rozmaite czynności, czego samo dostarczenie towaru jest zwieńczeniem.

Może być wiele sposobów zarządzania. Jeden z nich znajduje zastosowanie przy dostarczaniu klientom potrzebnych im dóbr. Ten sposób zarządzania określany w skrócie jako SCM oznacza za pomocą trzech wyrazów jedno pojęcie. Te trzy słowa tworzą tylko etykietę pojęcia, które na własny użytek można rozumieć nawet jako inne trzy słowa, np. “zamówić, dostarczyć, obsłużyć”. Powiązanie takiego rozumienia z SCM wyraża się tym, że każde z tych słów oznacza związek tak mocny, że można go porównać do łańcucha. Ale łańcuch powstający przy słowie “zamówić” zmienia się w mgnieniu oka, gdy tylko zamówienie zostanie zatwierdzone, w równie mocny związek powstający - przy słowie “dostarczyć”, a następnie zmienia się równie szybko w związek - równie silny - adekwatny do słowa “obsłużyć”. Są to zupełnie inne związki choć równie silne [Michael L. Avery, North Western College, Orange City, USA]. Oznacza to, że zamówienia płyną przez jeden “łańcuch”, dostawy przez inny, a usługi posprzedażne przez jeszcze inny. Chociaż dostawca i odbiorca są ci sami lecz to co “płynie” za każdym razem jest czym innym.

Zakończenie

W swoim czasie koncepcja SCM okazała się bardzo korzystna, gdyż pomogła oderwać się od lokalnego widzenia problemów związanych z dostarczaniem dóbr. Po latach doświadczeń logistyka nie jest już postrzegana tak wąsko, a więc opisywanie jej w konwencji procesów i “łańcuchów” stanowi poważne ograniczenie możliwości jej działania. Istota narzuconych logistyce okowów polega na podporządkowywaniu jej modelom zaobserwowanych w przeszłości procesów.

Uwolnienie się z tych okowów jest zadaniem jakie stoi przed logistykami i menadżerami. W ich wspólnym interesie leży widzenie logistyki jako twórczej siły w przedsiębiorstwie, dzięki której są rozpoznawane potrzeby i tworzone warunki dla ich spełniania a następnie są one zaspokajane. W tym wspólnym dziele obie strony są równouprawnione, a ich kompetencje ani nie pokrywają się ani nie konkurują ze sobą.

Wsparcie jakiego potrzebują oni od informatyki - gdyż współczesne realizowanie logistyki i zarządzania logistycznego wymaga odpowiedniego wsparcia technicznego - nie może polegać na możliwości realizacji wymodelowanych na podstawie przeszłości procesów. Powinni domagać się narzędzi do bieżącego tworzenia procesów w odpowiedzi na aktualnie stwierdzone potrzeby z możliwością przewidywania skutków planowanych działań. W ten sposób wzmocnią swe naturalne skłonności do zręcznego a zarazem ostrożnego realizowania przedsięwzięć.

A przede wszystkim powinni wiedzieć co potrzebują i umieć domagać się tego zamiast czekać na oferty informatyków, gdyż tą drogą nie doczekają się tego co naprawdę potrzebują.

Aktualnie jesteśmy w fazie zmiany sposobu widzenia logistyki i zarządzania tak u nas jak i na zachodzie. W obu tych kręgach kulturowych co innego było impulsem do przemian ale cel jest wspólny. Jest nim “kreatywna logistyka jako absolutna podstawa skutecznego i nowoczesnego zarządzania” jak to określono na IV-tym Kongresie Logistyków Polskich, a co w inny sposób wyraża - prezentowane na tej witrynie - określenie logistyki jako “warunkowanie dostarczania dóbr”.

Tablica
Zestawienie definicji SCM powstałych w tym samym okresie i nadal aktualnych.

Supply Chain Management

SCM is the systemic, strategic coordination of the traditional business functions and the tactics across these business functions within a particular company and across businesses within the supply chain for the purposes of improving the long-term performance of the individual companies and the supply chain as a whole.
[2]

SCM is the integration of key business process from end user through original supplier that provides products, services and information that add value for customers and other stakeholders.
[3]

Integrated SCM (ISCM) is a process-oriented, integrated approach to procuring, producing, and delivering products and services to customers. ISCM has a broad scope that includes sub-suppliers, suppliers, internal operations, trade customers, retail customers, and end users. ISCM covers the management of material, information, and funds flows. (Note that we add the word "integrated" to underscore the objective of integrating the many functions into the total process.).
[4]

kontynuacja

[1] Lambert D.M., Cooper M.C., Pagh J.D.: “SCM: More Then a New Name for Logistics”, The International Journal of Logistics Management, vol 8, nr 1, 1997, http://www.ijlm.org/
[2] Witryna internetowa CLM: http://www.clm1.org
[3] Lambert D.M, Cooper M.C., Pagh J.D.: “Supply Chain Management: Implementation Issues and Research Opportunities”, The International Journal of Logistics Management, vol 9, nr 2, 1998, http://www.ijlm.org/
[4] Metz P.J.: “Demystifying Supply Chain Management”, Supply Chain Management Review, Winter 1998, http://www.manufacturing.net/scm/

14.01.2002



PODMIOTOWOŚĆ MRP (Manufacture Resource Planning)

Wreszcie dokonano tego odkrycia, że człowiek jest podmiotem. Już wydawało się, że może być tylko trybikiem wspaniałej maszyny przedsiębiorstwa, albo przedmiotem wzmacniającym siłę konkurencyjną przedsiębiorstwa, a tu taka niespodzianka. Jakież to argumenty przekonały kiedyś menedżerów, że człowiek może być pozbawiony przynależnej mu podmiotowości ? Jakiż na tym zrobili interes, że warto było przymknąć oko na uszczknięcie własnej podmiotowości aby móc traktować innego człowieka jak przedmiot ?

Wobec pojawienia się nowego stylu zarządzania, którego podstawą jest upodmiotowienie pracownika, a czemu dał wyraz Aleksander Popończyk w artykule “Nowy (?) model zarządzania” [CXO, listopad 1/2001], można bez obaw przyjąć, że nie był to dobry interes. Bez ważnej przyczyny nie “przywraca” się komuś podmiotowości, której wcześniej go “pozbawiono”. Musi być powód skłaniający do poszukiwania w pracowniku partnera do realizacji przedsięwzięć. A partnerem musi być podmiot skoro sam zarządzający za taki się uważa.

Z pozycji logistyki było to do przewidzenia, gdyż z określonej wizji logistyki wynika w sposób naturalny i oczywisty określona wizja zarządzania jako działalności służącej dobru wszystkich, a polegającej na skłonienia ludzi do osiągania celów wyznaczonych przez kogoś innego. Skoro bowiem warunkowanie dotyczy dostarczania dóbr to przede wszystkim musi ono bazować na uznaniu podmiotowości odbiorcy, gdyż to on jest źródłem kryteriów umożliwiających określenie, czy dostarczany towar, usługa lub informacja jest dla niego dobrem służącym do zaspokojenia jego potrzeb.

Całkiem słusznie też autor umieszcza znak zapytania po słowie “nowy”. Jakaż bowiem to nowość skoro u zarania naszej współczesności wysłano posłańców z dobrą nowiną jako właśnie świadków podmiotowości każdego bez wyjątku człowieka ?

Dlatego dobrze się dzieje, że to “odkrycie” traktuje się to jako opadanie złudzeń i ktoś wreszcie chce wiedzieć, że “rzeczy są takie jakie są” aby dzięki temu być wolnym. Ale wolność wynikająca z podmiotowości to nie tylko - jak chce autor - uczenie pracowników. Bowiem to nie tylko pracownik ma wiedzieć “co robi i dlaczego”. Ta zasada obowiązuje także zarządzającego.

Upodmiotowienie może stać się rewolucją w zarządzaniu jeżeli obejmie wszystkich, bo jeśli kończyć ze złudzeniami to ze wszystkimi. Świat przeżył tak wiele rewolucji wprowadzanych przez rewolucjonistów dla uszczęśliwienia ludzi, że nie jest potrzebna kolejna w tym samym stylu.

Ta rewolucja powinna być rozpoczęta od siebie samego, aby zarządzający stając się podmiotem, stal się przez to “świadkiem” tego nowego rozwiązania, W ten sposób spełni on oczekiwania współczesnego człowieka, który “bardziej wierzy przykładom, “świadkom” różnych rozwiązań”. Jest to zarazem podstawowy warunek tego aby menedżerowie “w działaniach zarządczych kierowali się przede wszystkim dobrem osób i ochroną relacji osobowych”. Aby ten postulat nie był jedynie pobożnym życzeniem musi na jego straży stanąć wewnętrzne przekonanie zarządzającego, że leży to w jego osobistym interesie, aby wszelkie relacje były tworzone na bazie podmiotowej.1)

Jednak wbrew nadziejom autora, tych relacji ani nie tworzy ani nie umacnia metodologia MRP (Material Requirements Planning, Manufacture Resource Planning), będąca podstawą dla późniejszej metodologii ERP (Enterprise Resource Planning). Ani nie dała ona początku upodmiotowieniu pracownika ani też nie jest “świadkiem” upodmiotowienia. Nie można więc się łudzić, że zasady podmiotowości są gdzieś w niej zaszyte i wystarczy je tylko wydobyć na światło dzienne. Nie zmienia tego prawdziwość uwag autora o systemach MRP, tzn. o “wrażliwości twórców” jak i o “ułatwieniu komunikacji”, a nawet słuszność cytowanych zaleceń standardu systemu.

Wszystkie te właściwości metodologii nie mogły bowiem zapobiec temu by “system ERP stał się synonimem “starego” modelu zarządzania”. Źródeł tego należałoby upatrywać nie tyle w niewłaściwie przeprowadzonym wdrożeniu lecz w samym pomyśle polegającym na “wprowadzeniu nowego systemu relacji do organizacji”. Od dawna przecież wiadomo, że nie nalewa się nowego wina do starego bukłaka.

Warunkiem takiego “wprowadzenia” jest bowiem wzajemne dopasowanie wynikające z natury bądź z założenia. Naginanie lub naciąganie jednego do drugiego nie zda się na nic, mimo deklarowanej elastyczności. Wcześniejsze stwierdzenie autora, że “nie ma przejścia pomiędzy ilością a jakością”, w kontekście wdrożenia systemu prowadzi do wniosku, że nie otrzyma się dobrej jakości wdrożenia w wyniku odpowiedniej liczby nagięć lub naciągnięc.

Nie może to być jednak powodem potępienia ani systemu ani organizacji. Nie ma bowiem wątpliwości, że tam gdzie system został wdrożony z sukcesem tam przynosi pożądane efekty. W tych przypadkach jest tylko dowodem na to, że od początku zachodziło dopasowanie, które było już wcześniej albo zostało wprowadzone przed wdrożeniem.

Po bez mała 40 latach jej stosowania i rozwoju, nadal na okres jej wdrożenia trzeba wyłączyć z bieżącej działalności przedsiębiorstwa najlepszych ludzi, a perspektywa jej wdrożenia postrzegana jest jako nieszczęście [Thornton S.: ERP implementation disasters – and how to avoid them, Logistics Europe, Nov 1999].

Jednakże dzięki nagromadzonym doświadczeniom można przynajmniej wskazać tych którym wdrożenie systemu klasy MRP może się udać. Pierwsza grupa są to przedsiębiorstwa, których załoga jest na tyle duża, że zespół wdrożeniowy (którego liczebność jest na ogól taka sama) stanowi niewielki jej procent. Druga - to ta, w których wdrażane procedury - oferowane przez MRP - są tylko komputerowym wsparciem tego co wcześniej już robiono bez komputerów.

Pozostałe, w których nie podjęto się jeszcze wdrożenia metody MRP/ERP, mogą oczywiście za wszelką cenę podążać za tymi, którym się udało. Jednak odpowiedzialność za efekt każdego kroku procedury wdrożeniowej ponosi wyłącznie ten u kogo to się odbywa. Firma wdrążająca zawsze może się wytłumaczyć tym, że oddelegowano niewłaściwych pracowników lub wybrano niewłaściwy system, itp.

Nie ma powodu by nobilitować metodologię MRP jako szczególnie “upodmiotowiającą” pracowników, ani też wzmacniać mit o MRP - jako panaceum na trudności przedsiębiorstwa - aurą podmiotowości, której jakoby dotychczas w przedsiębiorstwie brakowało, a która pojawi się za sprawą wdrożenia tej metodologii.

Przecież to nie twórcy koncepcji oprogramowania klasy MRP zauważyli kiedyś, że jeśli wiadome są potrzeby odbiorców i wiadomo na kiedy potrzebują oni określone towary, to znając własności materiałów składających się na te towary, można obliczyć co i kiedy należy zamówić i dostarczyć do produkcji.

Algorytmy obliczeniowe były znane i stosowane wcześniej i tylko wystarczyło zaprząc do ich realizacji komputery, które akurat od lat 60-tych stały się stosunkowo łatwo dostępne dla przedsiębiorców. Za pomocą komputerowej techniki wzmocniono tylko to co wiedziano i to co robiono wcześniej.

I na tym – i tylko na tym – polegała odkrywczość metodologii MRP. Tego też należałoby się trzymać w warunkach innego sposobu gospodarowania. Zamiast tego z MRP zrobiono klucz do pomyślności przedsiębiorstwa. Jednak by tak było nie wystarczy zastosować inny niż dotąd algorytm obliczania wielkości i terminu dostawy.

Tak więc nie tylko menedżerowie powinni odwołać się do podmiotowości. Zadanie takie stoi także przed informatykami, którzy zamiast oferować “czarodziejską różdżkę” powinni uznać podmiotowość menedżerów i przyjrzeć się temu co oni robią aktualnie lub zamierzają robić w przyszłości i dać im narzędzia wspomagające te działania.

Menedżerowie zaś powinni sami wiedzieć co warunkuje sukces ich i przedsiębiorstwa. Nie wspomogą ich w tym nawet najbardziej wysublimowane programy bazujące na prognozowaniu, gdyż prognoza tylko przesłania odbiorcę dostarczanych dóbr. Pozbawia go przy tym podmiotowości umieszczając go wśród podobnych sobie – jeśli nie identycznych – reprezentantów populacji.

Nie jest nawet protezą szczególnej ostrożności z jaką menedżer musi podchodzić do wszelkich sygnałów z rynku, na którym prowadzi swą działalność. Ona tylko zwalnia go z tej ostrożności złudnie upewniając, że odsłonięta została przed nim przyszłość. Nie zastąpi też możności szybkiego przewidywania skutków własnych działań, by tym sprawniej zareagować na zmiany zachodzące w otoczeniu.

Rolą informatyków jest włączyć się w relację jaka może rodzić się pomiędzy odbiorcą a dostawcą i wzmocnić ją środkami, w zakresie których są kompetentni. Nie będąc jednak twórcami relacji powstających pomiędzy klientami a dostawcami, nie ma potrzeby by obiecywali “MRP-owe gruszki na MRP-owych wierzbach”.

Prawie powszechne przekonanie o braku alternatywy dla systemów MRP/ERP powoduje, że autor w zakończeniu artykułu odradza “pochopne rezygnowanie ze sprawdzonych systemów ERP”. Rada byłaby słuszna - gdyż wiadomo, że nic nie należy robić pochopnie - gdyby nie to, że jej meritum dotyczące “sprawdzonych systemów” jest niczym innym jak wcześniej inkryminowanym “mechanicznym ułatwieniem ludziom życia”. Ta “mechaniczność” jest efektem myślenia, że system, który jest gdzieś sprawdzony, czyli dobry, może być dobry gdzie indziej.

A przecież każdy system jest tylko i jedynie opisem rzeczywistości. Nie jest zaś tą tzw. “lepszą rzeczywistością”, której należałoby podporządkować zastaną, tzw. “gorszą rzeczywistość”. Dlatego nie można się spodziewać – szczególnie w sferze logistyki – systemów uniwersalnych, które dzięki swej elastyczności można będzie stosować z powodzeniem w dowolnych uwarunkowaniach dostarczania dóbr.

_________________________________________________________

1) Tworzenie relacji przedmiotowych powoduje samouprzedmiotwienie się, tak jak to opisał Wincenty Faber a Marek Grechuta zaśpiewał w 1973 r. w piosence "Wędrówka":

"Gdy wchodzisz w las stajesz się drzewem,
  Co w twojej ciszy się rozrosło,
  A kiedy nurt przemierzasz łódką,
  Wtedy udziela ci się wiosło.
"

Uwolnić się z takiego dobrowolnego samouprzedmiotowienia jest znacznie trudniej niż z wymuszonych relacji przedmiotowych.

20.01.2002
Opublikowane we fragmentach w CXO.



O KOBIETACH

To co tu napisałem jest jedynie próbą odpowiedzi na pytanie czy z niezaprzeczalnego faktu istnienia kobiet i mężczyzn, wynika coś dla logistyki, takiej jak ją pojmuję. Narzucające się pytanie “Po co są kobiety ?” nie jest przy tym właściwe, bo nie pytamy przecież “Po co są ludzie ?”. Są i koniec. Można się jedynie zastanawiać nad tym co wynika z faktu, że są lub jak żyć wobec faktu, że są.

Można powiedzieć, że kobieta jest dla mężczyzny po to, po co dla człowieka jest inny człowiek, tzn. aby każde z nich mogło się czegoś nauczyć w sposób samodzielny, niejako naturalny. Mężczyźni od kobiet i odwrotnie, mogą uczyć się przeżywania stanów emocjonalnych niemożliwych do nauczenia się bez wzajemnego współdziałania, bez przeżywania wzajemnych relacji.

Dzięki temu z samej natury i bez żadnej zewnętrznej nauki poznajemy sposób funkcjonowania człowieka. Po zdobyciu doświadczenia można te stany kształtować w sobie wobec innych obiektów czy idei, czasem może bardziej abstrakcyjnych jak np. matematyka czy logistyka.

Można oczywiście przyjąć, że męska wersja świata jest najlepsza a nawet jedyna. Wtedy z faktu, że istnieją kobiety można wnioskować, że albo powinny się one podporządkować mężczyznom, albo włączyć się do świata mężczyzn by pełnić w nim równorzędną rolę.

Tak mogłoby być gdyby założenie wstępne było prawdziwe. Jednak wersja męska jest tylko jedną z możliwych, a jest jeszcze wersja żeńska, no i jest wersja ludzka.

Pojawienie się kobiety jest przedstawiane w naszej cywilizacji
jako rodzaj przedsięwzięcia logistycznego.
Pojawiła się ona bowiem w odpowiedzi na sformułowanie
zaczynające się od słów “Nie jest dobrze ...
czyli pojawiła się po to aby było dobrze.

Logistyka - warunkując dostarczanie dóbr - musi akceptować to, że istnieją mężczyźni i kobiety, a co za tym idzie dla przedstawicieli obu tych grup co innego może być dobrem.1) Dlatego dla rozpoznania tego co jest tym dobrem należy stosować zarówno męski jak i żeński sposób postrzegania świata. Najprościej jest to zrobić w zespole, pod warunkiem wzajemnego współdziałania.

Znaczenie kobiet dla logistyki

Jest ono oczywiście nieocenione i zarazem niedocenione. Jednak analogiczne pytanie o mężczyzn zadane kobietom, powinno dać analogiczną odpowiedź.

Co do kobiet to warto zwrócić uwagę na dwa czynniki, które szczególnie w logistyce odgrywają ważną rolę.
Pierwszy to element poznania intuicyjnego jaki wprowadzają one do życia, a który ujawnił się np. w definicji logistyki przyjętej przez CLM. Jest on w niej do zaakceptowania dlatego, że przeżywamy go w innej formie na co dzień dzięki temu, że są kobiety. Tę definicję uznajemy za prawdziwą nie dlatego, że jest ścisła i precyzyjnie określa obiekt (bo tak nie jest) ale dlatego, że wewnętrznie ją przeżywamy jako prawdziwą. W życiu jest podobnie. Nie wiemy dokładnie kim jest mężczyzna czy kobieta, a mimo to jesteśmy w stanie uznać że są, czyli są prawdziwi i traktować ich na serio.
Drugi to zachwycająca lekkość i beztroska z jaką kobiety traktują te wszystkie ważne dla mężczyzn sprawy jak np. “długość”, “odległość”, “ciężar”, itp. Gdy czytamy, że jak będzie logistyka, to “wytwarzanie i dostarczanie będzie odbywać się błyskawicznie2), to wyczucie inżynierskie powoduje wewnętrzne wzburzenie. Każdy przecież pamięta ile waży i z czego się składa np. samochód i “błyskawiczność” w jego przypadku byłaby sprzeczna choćby z prawami grawitacji. Ale zarazem można dojść do wniosku, że przecież dla logistyki, która działa poza czasem procesów produkcyjnych, kategorie rozmiaru i ciężaru elementów nie mają takiego znaczenia jak podczas produkcji. W efekcie można przyjąć, że choć z inżynierskiego punktu widzenia zdanie nie jest prawdziwe, bo produkcja nie będzie błyskawiczna, to jednak jest ono wyrazem poprawnego intuicyjnego postrzegania istoty logistyki. Tym bardziej należy to docenić, że “oficjalnie” przyjmuje się, że logistyka jest procesem.

Podobnie w innych opracowaniach pisanych przez kobiety można czasem znaleźć sformułowania, które choć mogą być kwestionowane przez mężczyzn inżynierów, są wyrazem kobiecego wewnętrznego przekonania o ich prawdziwości. Gdy się to rozumie to można docenić wartość tych sformułowań i przejść do porządku dziennego nad ich ewentualną inżynierską nieścisłością.

Tu warto wspomnieć słynne “dowcipy o blondynkach”.
Poza tymi, które są modyfikacjami dowcipów o Polakach czy milicjantach, itp.
są one najczęściej wyrazem męskiego sprzeciwu
wobec specyfiki kobiecego postrzegania rzeczywistości.
W tym przypadku kpina jest jednak formą przyznania się
do bezsilności i bezradności wobec tego sposobu rozumowania,
co jednak go nie deprecjonuje ze względu na świadomość,
że nie raz przychodzi go docenić.

Przejawy rozumu to nie tylko jakiś utrwalony przez tradycję sposób myślenia. Wiele z tych innych przejawów wnoszą do życia kobiety. Myślę, że z czasem będą one lepiej poznane i docenione.

Nie prowadzi to jednak do dominacji kobiet w logistyce, która nie opiera się na dominacji kogokolwiek. Nawet lider jakiegoś przedsięwzięcia jest nim tylko na czas tego przedsięwzięcia i nie powinien oczekiwać, że tak ma być zawsze. Nie zakłada się też, że liderem musi być zawsze mężczyzna bądź kobieta, gdyż nie tworzy się związków nierozerwalnych. Celem jest zaspokojenie potrzeb, lecz nie wiąże się z tym jakiś jeden idealny wzorzec.

Sposób zaspokajania potrzeb zależy od tego czyje i jakie potrzeby są zaspokajane i kto ma to robić. Na tej podstawie należy uwarunkować dostarczanie dóbr. Nie jest z góry określone czy ma to robić kobieta czy mężczyzna ani kto ma przewodzić jeśli robią to wspólnie. Kryterium bowiem dotyczy jedynie efektywności i skuteczności a nie płci.

Współdziałanie

W logistyce proponuje się wzorzec współdziałania podmiotów. Dlatego osoby różnej płci powinny współdziałać ze sobą, dodając do przedsięwzięcia to co umieją najlepiej.

Wyrazem takiego współdziałania jest najstarsze zdanie polskie,
pierwsze z zanotowanych i to już w 1270 roku.
Kronikarz podaje słowa skierowane przez męża do żony:
compassus dixit: sine ut ego etiam molam, hoc est in polonico: day ut ia pobrusa a ti poziwai»,
co po polsku znaczy:
«ulitowawszy się rzekł: pozwól, żebym i ja mełł, co jest po polsku: daj ać ja pobruczę a ty poczywaj»".
[Tadeusz Lehr-Spławiński, "Język polski", Bibl. Wiedzy o Polsce,
Wyd. S.Arcta w Warszawie, 1947, str. 109.]
Charakteryzuje ono to czym Polacy zaskoczyli pisarza tak,
że aż postanowił to uwiecznić.
Dla przybysza z innej cywilizacji, gdzie może niewolnictwo
należało do wielowiekowej tradycji,
takie zachowanie się mężczyzny było szokujące.
Ale dla nas wyrosłych w Polskości
nie do pomyślenia byłaby odwrotna propozycja.
Mam też nadzieję, że żadne równouprawnienie tego nie zmieni
i mężczyźni nadal będą zajmować się ciężkimi pracami
by kobiety mogły odpocząć.

Wracając do logistyki to współdziałanie polega na wnoszeniu do wspólnego przedsięwzięcia tych rodzajów racjonalności, które są wyraźniej postrzegane przez przedstawicieli poszczególnych płci. Jest to niezbędne aby w wyniku tego całość przedsięwzięcia była racjonalna. Nie ma bowiem dowodu na to, że ktoś opanował wszystkie jej przejawy, ani nie można wykazać, że czyjś punkt widzenia jest zawsze lepszy, niezależnie od sytuacji. Można dzięki temu zniwelować skutki tego, że z dostępnej sobie racjonalności ludzie korzystają w sposób ograniczony ze względu na uwarunkowania którym podlegają.

Może geniusze lub ludzie wybitni potrafią ogarnąć źródła zarówno “męskiej” jak i “żeńskiej” racjonalności, bo czerpią ze źródeł racjonalności ludzkiej a nawet i absolutnej. Ale tu rozważamy logistykę tworzoną przez zwykłych ludzi, dla których inspiracją i wsparciem jest inny człowiek, czasem innej płci.

Przedsięwzięcia logistyczne są wynikiem twórczości człowieka, czyli zarówno jego męskiej jak i żeńskiej reprezentacji. Dlatego uczestniczenie w nich może być źródłem wspaniałych przeżyć zarówno dla mężczyzn jak i dla kobiet. Pod warunkiem jednak, że nie będą próbować siebie wzajemnie naśladować ani tym bardziej ze sobą współzawodniczyć. Współdziałanie jest możliwe ze względu na to, że racjonalność zarówno mężczyzn jak i kobiet opiera się na wspólnym, tzn. ludzkim zbiorze wartości i ludzkiej racjonalności.

_________________________________________________
1) Wyłożenie chodników przy Al. Marszałkowskiej ciosaną kostką granitową jest może - z męskiego punktu widzenia - eleganckie. Jednak projektant nie wziął pod uwagę tego jaką udręką może być chodzenie po takim chodniku w damskich bucikach o cienkiej podeszwie.

2) Kempny D.: "Metamorfozy logistyki", EuroLogistics 4/2001.

 

29.01.2002

P.S. 1. O kobietach jak wiadomo można w nieskończoność. Tym niemniej rola kobiet w realizowanych przedsięwzięciach będzie nie tylko większa ale i inna. Dla nich samych jest przy tym ważne czy swoje człowieczeństwo będą realizować w celu konkurowania czy współdziałania z mężczyznami. Pewne trendy w zarządzaniu wskazują, że odwołanie się do kobiecej racjonalności pomoże wspólnie przekroczyć zasadnicze bariery występujące podczas realizacji przedsięwzięć.

1.06.2002>
 

P.S. 2. Jak się okazuje to nawet "Świat oczekuje od kobiet wizji", jak podała dla porządku PAP z 27.09.2002 (15:36). Z tekstu wiadomośi wynika jednak, że niestety ma to być samodzielne dzieło kobiet.



POŻEGNANIE PROCESÓW

Nie można zaprzeczyć, że podejście procesowe w logistyce czy w zarządzaniu przynosi oczywiście pozytywne owoce. Przede wszystkim wymusza zajmowanie się w całości tym co się dzieje, tak by wszystkie występujące w procesie zdarzenia były odpowiednio przygotowane i zrealizowane. To przygotowanie z kolei zmusza do zajmowania się procesem dużo wcześniej zanim zacznie on być realizowany. To zaś oznacza, że logistycy, od dawna musieli wykraczać poza obszar, wyznaczony przez definicję logistyki jako proces [np. CLM, 1984].

Dlatego można przypuszczać, że na podstawie obserwacji tego co robią ludzie zajmujący się logistyką, sformułowano tę odważną definicję logistyki, że jest ona “tą częścią procesu...”. Niestety na skutek okoliczności w jakich dokonywał się rozwój logistyki traktuje się ją jako tylko podproces ogólniejszego, związanego z zarządzaniem procesu jaki zachodzi w tzw. “łańcuchu dostawczym”. Poszukiwanie istoty logistyki odbywało się bowiem w okresie bujnego rozkwitu tzw. “zarządzania łańcuchem dostaw", który to termin jest odpowiednikiem terminu “Supply Chain Management”. Na skutek dominacji metodologii SCM nie nastąpiło precyzowanie tego czym jest ta część, a dalszy rozwój logistyki odbywał się w “starych koleinach” wytyczonych podejściem procesowym.

Katastrofa

W takich to okolicznościach doszło do owych pamiętnych i tragicznych w skutkach “spotkań” procesów. To już nie były rozkoszne igraszki zdezintegrowanych procesów w “łańcuchu dostawczym” poddające się integracji, ani sielankowe spotkanie procesu logistyki z procesem marketingu, lecz mordercze przeniknięcie się procesów lotu pasażerskich odrzutowców z procesami pracy w wieżach WTC (World Trade Center, New York, 11.09.2001). W ciągu ostatnich 18 min. drugiego z procesów lotu było już wiadomo, jaki może być jego wpływ na proces pracy w drugiej z wież, lecz nie wiadomo było jak temu procesowi zapobiec, a przy tym nie było ani środków ani czasu by to zrobić.

Na skutek podwójnego zwarcia się dwóch procesów o przeciwstawnych sobie celach, dwie wieże legły w gruzach, grzebiąc w sobie zarówno przebywających w nich pracowników, dowiezionych pasażerów samolotów, przybyłych ratowników, przechodzących przypadkowych przechodniów jak i bezpośrednich sprawców tego nieszczęścia.

W sytuacji logistyka, który - zgodnie z “procesową” definicją logistyki “skutecznie i efektywnie” - dostarcza usługę bezpiecznej pracy w wieżowcu i widzi płonącą jedną wieżę WTC oraz proces lotu samolotu w kierunku drugiej z nich, świadomość, że miał 18 min. by pozarządzać tym procesem, nie jest żadnym pocieszeniem.

Logistyka - zgodnie definicją - zajmuje się dostarczaniem towarów, usług i informacji. Jednak w ramach tej działalności nie może zajmować się “dostarczaniem odrzutowców do wieżowców”. Ponieważ jednak doszło do takiego “dostarczenia”, to w ramach logistyki nie można obiecywać realizowania jej celów “skutecznie i efektywnie” skoro nie obejmuje się procesów zagrażających dostarczaniu.

Jeśli liczy się na los szczęścia i na to, że nikomu nie przyjdzie do głowy zagrozić procesowi dostarczania, to definiując logistykę jako proces nie można deklarować “skuteczności i efektywności”, lecz co najwyżej prawdopodobieństwo. W takiej sytuacji podejście procesowe byłoby przydatne gdyby zgodzić się na to, by na wiele powtarzalnych procesów, jakaś ich liczba zakończyła się sukcesem i towar docierał do odbiorcy. Ale to nie jest do przyjęcia.

Po tych doświadczeniach wyraźniej widać, że w przypadku “procesowej” definicji logistyki nie tylko pochopnie wybrano “przepływ” jako obiekt jakim należy się zajmować aby coś komuś dostarczyć lecz także niefortunnie wybrano “proces” jako sposób oddziaływania na ten obiekt.

Z tym, że częściowo należy to już do przeszłości, choć nie wszędzie to zauważono. Wg CLM logistyka to już nie “proces”, ale pozostało jeszcze ograniczenie logistyki do takiego zaspokajania potrzeb, które odbywa się poprzez przepływy. Wprawdzie ostatnio poszerzono zakres przepływów o przepływy zwrotne, ale to jeszcze nie cała gama sposobów.

Jednak logistyka nie może dalej być ograniczana wyłącznie do procesów, niezależnie od tego czy w obszar jej zainteresowań włączy się oprócz procesów pomocniczych także procesy zagrażające realizacji procesów głównych. Piramida procesów nie ma bowiem końca i zależy od konkretnej sytuacji związanej z dostarczaniem komuś czegoś. Ponadto w logistyce wszystko należy traktować jako jednorazowe i choćby z tego powodu podejście procesowe nie jest przydatne.

Podejście kreatywne

Nasuwa się dramatyczne pytanie: Jeśli nie proces to co ? Przecież proces to kwintesencja podejścia systemowego, które zakwitnąwszy dla nauki jak najpiękniejszy kwiat przyniosło najwspanialszy swój owoc właśnie w procesie. A jednak na IV Kongresie Logistyków Polskich zaanonsowano już nowe podejście. Nazwano je “kreatywnym”, choć bardziej z polska brzmiałaby nazwa “twórcze” albo już zupełnie odważnie “stwórcze”.

Nazywanie wszystkiego kreatywnym możnaby potraktować jako przejaw chwilowej mody - którą nie warto zawracać sobie głowy - i delektować się z nieukrywaną satysfakcją domniemanym upadkiem organizacji, która to podejście starała się wypromować1). Jedynie zauważono, że Kongres odbył się w mniejszej sali niż poprzednio i zadbano o to by zaproszeni studenci nie mogli zjeść obiadu, przygotownego dla pełnoprawnych uczestników. Nikt też nie podejmuje dyskusji z tezami IV-go Kongresu, nie mogąc – po części z winy jego organizatorów – dysponować materiałami kongresowymi bądź pokongresowymi.

Jednak uwadze “diagnostów” umyka to, że “punkt kulminacyjny” pozornie tylko wiązał się z wielkością sal w jakich odbywały się dotychczasowe Kongresy. Dla kogoś, kto mając na myśli III-ci Kongres Logistyków Polskich - i ów fatalny obiad - autorytatywnie stwierdza, że “więcej wspomnień, tak jak pozostali uczestnicy, z tego wydarzenia nie mamy1), może nie być dostrzegalne to co się faktycznie wydarzyło na IV-tym.

Otóż na poprzednim, czyli III-cim Kongresie, swój punkt kulminacyjny osiągnęło tzw. “podejście procesowe”, którego fala wciąż zalewa wielkie obszary logistyki i zarządzania, ale jest to fala zstępująca. Narodziny nowego podejścia nastąpiły faktycznie w skromnej oprawie IV-go Kongresu, ale nie byłby to pierwszy przypadek takich narodzin.

Możliwe, że to jacyś “filozofowie dawno zauważyli, że każdy element życia ma swój punkt kulminacyjny, po którym jest tylko nieuchronny regres, a w końcu upadek1). Na szczęście byli precyzyjni i mówili o “elemencie życia” a nie o życiu. Niewątpliwie skorzystali ze zdobyczy teorii systemów bo postrzegali życie jako system i wyodrębniali w nim elementy. Również dostrzegali w nim proces skoro mówili o fazach, przez które ten element przechodzi.

Jednak nie dali tym powodu by cieszyć się z czyjegoś upadku. Nie mówili bowiem o życiu a jedynie o systemie, który w nim dostrzegali. Mówiąc w taki sposób o elementach systemu potwierdzali tylko to, że nie dostrzegają w systemie siły, która powoduje, że życie trwa mimo rozpoznawanych faz kulminacji i regresu w poszczególnych elementach nałożonego nań systemu. Wskazywałoby to raczej na niekompletność podejścia systemowego, którym się posłużyli.

Nakładany “gorset” systemu - postrzeganego tradycyjnie - z precyzyjnie wyodrębnionymi elementami i opisanymi relacjami pomiędzy nimi, może podlegać prawu regresu i upadku podobnie jak jego elementy, ale to nie życie podlega temu prawu. Ono wyrywa się z tak nałożonych ograniczeń i pozostawiając obumarłe nasionko rozkwita wg sobie właściwych praw.

Oczywiście w tym nowym podejściu do logistyki, ani system ani proces nie może być kreatywny. Taki może być jedynie człowiek, którego aktywność intelektualna przygotowuje procesy dostarczania, tzn. określa warunki, na jakich powinno się odbywać zaspokajanie potrzeb. Nie ma tu znaczenia sposób realizacji zaspokajania tych potrzeb, bo to dopiero wyniknie z tego czyje, jakie i przez kogo są te potrzeby zaspokajane. W tej jego aktywności koncentruje się kwintesencja logistyki, znajdująca w realizacji procesu jedynie wieńczący dzieło finał, który sam podlega bardziej jakiejś określonej technice czy technologii niż logistyce. W technologii nie ma oczywiście nic złego i ten kierunek całkiem dobrze w Polsce się rozwijał w ostatnim półwieczu.

Można zatem sformułować postulat, by przestać myśleć o logistyce jako o procesie i o logistykach jako tych co zajmują się zarządzaniem procesami. Rolą logistyki jest określać warunki po temu aby coś co jest dla kogoś dobrem było możliwe oraz coś co dobrem nie jest nie było możliwe. W takim ujęciu logistyka nie może być procesem ani też nie zajmuje się procesami. Teraz należałoby zacząć badać logistykę, zamiast ślad po niej w postaci procesu, który należy raczej do ubocznych aspektów logistyki.

W przypadku logistyki zmiana podejścia przynosi określone skutki praktyczne. Przede wszystkim nowa definicja określa zupełnie nowy obszar zainteresowań ludzi, zajmujących się dostarczaniem towarów. Obszar ten oczywiście był “zagospodarowywany” przez praktyków, lecz można powiedzieć, że poruszali się po nim po omacku. Przejawem tego było zajmowanie się modelowaniem procesów, co wykorzystywano jako wzorzec dla realizacji przyszłych procesów. Modelowanie takie pokazuje co należałoby zrobić dla zrealizowania procesu, jednak nie daje wskazówek czego nie należałoby robić by osiągnąć określony cel, ani jak postępować w sytuacjach niestandardowych.

Nowy obowiązek

Jakkolwiek rozumie się zakres działań logistyka – jako realizowanie procesów czy jako ich przygotowywanie – to z nowego określenia logistyki wynikają ważne konsekwencje dotyczące tego zakresu zadań.

Ze swej natury potrzeby zaspakajane przez dobra powszechnie i łatwo dostępne nie są uświadamiane jako potrzeby ani nie są obszarem działania logistyków. Problem z dostarczeniem czegoś dla zaspokojenia jakiejś potrzeby pojawia się wtedy gdy to coś nie jest powszechnie dostępne i dlatego trzeba je wyszukać lub wyprodukować a następnie dostarczyć. Ale dostarczanie jakiegoś dobra może rodzić u innych tę samą potrzebę i chęć jej zaspokojenia właśnie za pomocą tego samego - dostarczanego aktualnie komu innemu - dobra.

Pierwszy wniosek płynący z analizy definicji wiąże się z tym, że logistyka zajmuje się dobrami, czyli rzeczami, usługami lub informacjami, które służą do zaspokojenia ludzkich potrzeb. Oznacza to, że logistycy maja prawo i obowiązek zniechęcania do działania tych, którzy mogliby zakłócić przebieg procesów logistycznych. Oznacza to, że działania logistyka obejmują nie tylko przeciwdziałanie niekorzystnym procesom gdy są one w toku, nie tylko ochronę procesów korzystnych przed ewentualnymi zagrożeniami ale obejmują także zniechęcanie do korzystania z danego dobra przez inne osoby niż klienci, którym mają być one dostarczane.

Drugi wniosek oznacza, że logistyka musi dotyczyć dostarczania. Powodem tego jest to, że określone towary (tzn. wspomniane rzeczy, usługi lub informacje) są rozmieszczone w przestrzeni nie tam gdzie są potrzebne aby stać się dobrami. Podobnie czas pojawiania się rozmaitych potrzeb nie jest zsynchronizowany z występowaniem towarów służących do ich zaspokojenia co oznacza, że rozmaite towary muszą być przechowywane podczas dostarczania.

Trzeci, najważniejszy wniosek jaki wypływa z analizy definicji oznacza, że logistyka nie może zajmować się samym dostarczaniem, które w istocie jest przezwyciężaniem ograniczeń przestrzenno czasowych. Temu celowi służą inne środki jakich dopracowano się w rozwoju cywilizacji, takie jak np. transport czy magazynowanie, które wystarczą w zupełności do tego by określone towary w określonym czasie były dostępne temu kto je potrzebuje, bez potrzeby wymyślania dodatkowej dziedziny wiedzy i umiejętności. Zadaniem logistyki jest określenie warunków jakie mają być spełnione by dostarczenie towaru się odbyło. Tego bowiem nie można zrealizować ani w ramach samego transportu ani samego magazynowania.

Dla praktyków logistyki ma to daleko idące konsekwencje w zakresie rozumienia ich roli w przedsiębiorstwie, relacji do kadry zarządzającej, kształtowania stosunków międzyludzkich, itd. W efekcie może nawet pojęcie “zarządzanie logistyczne” stanie się bardziej zrozumiałe i nie będzie zastępowane “zarządzaniem łańcuchem dostaw”.

Procesy zarządzania

Proces jako zapis tego co się działo w systemie, jest bardzo pożyteczną konstrukcją naukową, ale wyłącznie do analizy funkcjonowania systemu. Zakłada przy tym stabilną definicję systemu i powtarzalność jego działania. Na oba te czynniki nie zawsze można liczyć w systemach wcześniej warunkowanych przez logistykę, a takimi systemami zajmują się menedżerowie. Dlatego nie tylko logistyka obchodzi się bez procesów. Nie są one przydatne także w zarządzaniu.

Pierwszym krokiem jest więc zdefiniowanie systemu dostarczania a następnie uruchomienie procesów. Posługiwanie się przy tym jakimkolwiek wzorcem procesu wymusza posłużenie się wzorcem systemu, dla którego dany proces został zdefiniowany. Proces zaś jest opisem przeszłości, która może i była dobra, ale nie ma gwarancji, że przystaje do teraźniejszości.

Dlatego trzeba sobie zdawać sprawę z kuszącej zwodniczości sukcesów podejścia procesowego w zarządzaniu. Może ono przynosić korzyści pod warunkiem, że nie zmienia się definicji systemu i nie zmienia się warunkowania dostarczania dóbr. Można zatem wskazać kategorie przedsięwzięć, w których takie założenia są spełnione, dzięki czemu podejście procesowe może przynosić tam korzyści.

Zastosowanie procesu do zarządzania można porównać
do zanurzenia żywego kwiatu w ciekłym helu.
Pozornie kwiat trzyma się świetnie i nawet nie więdnie.
Ale gdy próbować cos w nim zmienić - rozsypuje się w proch.

Nie można przy tym zapominać, że zwykle opisuje się początkowy okres wdrażania tego podejścia. W pierwszych chwilach jeszcze wszystko jest dobrze, ale nie musi tak być po jakimś czasie lub choćby po zmianie warunków funkcjonowania przedsiębiorstwa “procesowego”. Dlatego tego typu sukcesy nie powinny skłaniać do wnioskowania o słuszności podejścia.

Zakończenie

Dobrze więc się stało, że logistyka wyrwała się spod ograniczeń systemów i realizowanych w nich procesów. Uzyskała w ten sposób zdolność do ujarzmiania i podporządkowywania sobie tych wszystkich zjawisk, z którymi dotąd ją utożsamiano. Nie musi już być postrzegana jako przejawy przypisywane do jakichś systemów czy procesów, którymi trzeba zarządzać lub sterować czy też kontrolować. Może ujawnić się jako siła powodująca zaistnienie tych przejawów pod rozmaitymi postaciami, czyli jako siła twórcza powstającej rzeczywistości.

I to się stało w “kuluarach wokół Sali Kongresowej1), czego nie zauważyli “diagności upadku”.
A może i nie tylko oni.

Gdyby znaleźli się filozofowie twierdzący, że “z pozycji własnego samozadowolenia dostrzega się tylko cudze upadki”, może przestrzegaliby przed zbyt pochopnym wydawaniem wyroków na podstawie wielkości sali konferencyjnej lub menu w restauracji kongresowej.

Zamieszczone na stronie X-Serwis

_________________________________________________
1) Bolączki kongresowe, Logistyka a Jakość, nr 1(13) 2002

2.02.2002, 25.05.2004


Część III